Kazimierz Deyna. Wielka kariera, rodzinne dramaty i tragiczny koniec w USA

Maciej Gąsiorowski
Kazimierz Deyna
Polish footballer Kazimierz Deyna during a FIFA World Cup Group 5 match between Poland and England at Wembley Stadium in London, UK, 17th October 1973. The score was 1-1. (Photo by Evening Standard/Hulton Archive/Getty Images)
Evening Standard
huty27652, es jj 4625Kazimierz Deyna w 1973 roku
Źródło zdjęć: © Licencjodawca | Evening Standard

Kazimierz Deyna należał do najwybitniejszych polskich piłkarzy. Z Legią Warszawa i reprezentacją Polski zdobywał medale najważniejszych turniejów, a w USA został liderem San Diego Sockers. Za sportowym pomnikiem kryła się jednak trudna historia: alkohol, rozpad małżeństwa, utrata dzieci i śmierć w wypadku samochodowym. Po latach jego była żona Mariola McMullan opowiedziała także o przemocy w domu.

  • To cykl "Niezapomniane historie", w którym przybliżamy losy znanych polskich aktorów, piosenkarzy, dziennikarzy czy też sportowców i polityków.
  • W kolejnym odcinku prezentujemy historię Kazimierza Deyny. Ponad 30 lat po jego tragicznej śmierci wyszło, że był przemocowcem.
  • Nowe odcinki cyklu w każdy piątek o godz. 8:00 na rozrywka.o2.pl.

Kazimierz Deyna i najważniejsze sukcesy na boisku

Deyna przez lata był jednym z symboli polskiej piłki. Największe sukcesy odnosił w Legii Warszawa, gdzie szybko stał się nie tylko ważnym zawodnikiem, ale też twarzą klubu. W reprezentacji Polski występował jako kapitan drużyny prowadzonej przez Kazimierza Górskiego. Z kadrą zdobył złoty medal igrzysk olimpijskich w Monachium w 1972 r., srebro olimpijskie w Montrealu cztery lata później oraz trzecie miejsce na mistrzostwach świata w 1974 r.

Jego kariera prowadziła także poza Polskę. W 1978 r. podpisał kontrakt z Manchesterem City. Później wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, gdzie związał się z San Diego Sockers. W kalifornijskim klubie nie był już zawodnikiem europejskiej czołówki, ale dla miejscowej Polonii i kolegów z zespołu pozostał wielką postacią. Z San Diego Sockers zdobył pięć halowych mistrzostw USA. Juli Veee, były kapitan drużyny, mówił o nim: – Był na tym samym poziomie co Beckenbauer i Cruyff. Wybitny piłkarz, a przy tym wspaniały kolega i dobry człowiek.

W USA Deyna prowadził również treningi dla dzieci. W dniu śmierci miał w bagażniku 22 piłki, z którymi pracował z młodymi zawodnikami. Sportowa legenda nie uchroniła go jednak przed narastającymi problemami poza boiskiem.

Małżeństwo, poronienia i utrata dzieci

Kazimierz i Mariola Deyna poznali się w 1969 r. na lotnisku w Belgradzie, a rok później wzięli ślub. Przez pierwsze lata ich związek wyglądał jak spełnione marzenie. W 1973 r. urodził się ich syn Norbert. Mariola poświęciła się wychowaniu dziecka, podczas gdy Deyna przeżywał najlepszy okres kariery.

Rodzinę dotknęły jednak kolejne tragedie. Mariola McMullan opowiadała, że straciła z mężem ośmioro dzieci. Wspominała o trzech poronionych ciążach bliźniaczych, śmierci córki Natalii oraz syna Patryka, który żył niespełna osiem godzin. – Straciliśmy z Kazimierzem ośmioro dzieci. Nasz ostatni syn, Patryk, żył niecałe osiem godzin. Nikt nie wiedział, co przeżywaliśmy. Dlatego ludzie nie mają prawa mnie oceniać – mówiła w rozmowie z WP SportoweFakty.

Zdaniem Marioli straty mocno wpłynęły na małżeństwo. Opowiadała, że Deyna początkowo ją wspierał, kupował lekarstwa i przeżywał kolejne tragedie razem z nią. Z czasem między małżonkami pojawiało się jednak coraz więcej problemów. – Byliśmy małżeństwem 19 lat. Pierwsze lata były piękne, ale kolejne – fatalne – wspominała.

Alkohol i relacja żony o przemocy

Najpoważniejsze zarzuty dotyczące życia prywatnego Deyny przedstawiła jego była żona. Twierdziła, że piłkarz pił coraz więcej, a po alkoholu stawał się agresywny. Według jej relacji dochodziło do awantur, niszczenia wyposażenia domu oraz przemocy fizycznej.

Pewnego wieczoru wyrzucił mnie za drzwi jak piłkę. Pobił, pokopał. Bił mnie zresztą wiele razy, więc ze strachu uciekałam do sąsiadów – mówiła Mariola McMullan.

Jej relacje znalazły się także w pismach składanych w sądzie. Jak wynikało z przywołanych dokumentów, we wrześniu 1988 r. i kwietniu 1989 r. wnosiła o usunięcie męża z domu, wskazując na przemoc po alkoholu. Sąd tymczasowo nakazywał Deynie opuścić mieszkanie i zakazywał mu zbliżania się do żony na odległość mniejszą niż 100 jardów, czyli ok. 90 metrów.

Część dawnych kolegów piłkarza nie znała takiej strony jego życia. Jacek Gmoch zapewniał, że do mistrzostw świata w 1978 r. Deyna nie miał problemu z alkoholem.

Na początku kariery w Legii Warszawa Deyna w ogóle nie pił alkoholu i nie palił papierosów. Do mistrzostw świata w 1978 r. miałem z nim bliski kontakt i do tego czasu na pewno nie miał problemu z alkoholem – mówił.

Henryk Kasperczak również podkreślał, że podczas wspólnych lat w reprezentacji nie dostrzegał uzależnienia. Jednocześnie dopuszczał, że późniejsze tragedie rodzinne oraz utrata pieniędzy mogły pogłębić kryzys piłkarza. W opinii przyjaciela Deyny, Janusza Marciniaka, pod koniec życia zawodnik miał być w depresji i potrzebować pomocy specjalisty.

Emigracja do USA i narastający kryzys

Po przeprowadzce do San Diego Deyna cieszył się uznaniem kibiców. Grał w San Diego Sockers, uczestniczył w życiu miejscowej Polonii i prowadził treningi dla dzieci. Z czasem jego sytuacja sportowa i finansowa zaczęła się pogarszać. W 1987 r. klub nie przedłużył z nim kontraktu. Piłkarz miał też stracić 350 tys. dolarów w wyniku oszustwa menedżera, który obiecał pomnożyć jego oszczędności, a następnie zainwestował je w nieistniejącą firmę.

Deyna nie potrafił pogodzić się z końcem kariery w San Diego. Dorabiał, szkoląc młodych zawodników, ale jednocześnie rozpadało się jego małżeństwo. W chwili śmierci pozostawał z żoną w separacji. Mariola twierdziła, że alkohol, zdrady i agresja doprowadziły do ostatecznego rozstania. – Gdybym wiedziała, jak potoczy się nasza historia z Kazimierzem, nigdy bym za niego nie wyszła – powiedziała.

Wypadek, pogrzeb i powrót szczątków do Polski

Kazimierz Deyna zginął 1 września 1989 r. w San Diego. Prowadzony przez niego Dodge Colt uderzył w tył stojącej na pasie awaryjnym ciężarówki Ford F-600. Samochód jechał z dużą prędkością, a policja nie odnotowała śladów hamowania. We krwi piłkarza stwierdzono dwa promile alkoholu. Obrażenia głowy, klatki piersiowej i narządów wewnętrznych były śmiertelne.

Deynę zidentyfikowano na podstawie prawa jazdy i pamiątkowego sygnetu. Pochowano go w El Camino Memorial Park w San Diego. Na pogrzeb przyszli przedstawiciele amerykańskiego futbolu, San Diego Sockers oraz klubów młodzieżowych, z którymi współpracował. Zabrakło natomiast przedstawicieli PZPN i wielu dawnych kolegów z Legii oraz reprezentacji.

Tak wyglądał grób Kazimierza Deyny w San Diego
Tak wyglądał grób Kazimierza Deyny w San Diego © Wikipedia

Przez lata jego grób znajdował się w Stanach Zjednoczonych. W 2005 r. pojawił się pomysł sprowadzenia ciała do Polski, ale Mariola Deyna nie wyraziła wtedy zgody. W swoim oświadczeniu napisała: "Oświadczam, że zostanie w USA. Daremne są wasze poczynania."

Grób Kazimierza Deyny na Powązkach Wojskowych
Grób Kazimierza Deyny © fot. Sergiusz Królak

Kilka lat później zmieniła zdanie. 6 czerwca 2012 r. urna z prochami Kazimierza Deyny została złożona na warszawskich Powązkach Wojskowych.

Zawsze chciał wrócić do kraju. Wiele razy o tym wspominał. Wydaje mi się, że spełniłam jego ostatnie marzenie – mówiła Mariola McMullan.

Historia Deyny pozostaje więc nie tylko opowieścią o wielkim piłkarzu. To także zapis rodzinnych strat, uzależnienia i rozpadu związku. Mariola McMullan podkreślała, że nie chce wymazywać wspólnej przeszłości, choć pamięta również jej najtrudniejsze fragmenty. – Ta bajka jest już skończona – powiedziała.

W kolejnym odcinku cyklu "Niezapomniane Historie" przedstawimy losy aktora Waldemara Goszcza. Przeczytacie o tym już 6 listopada o godz. 8:00.

Wybrane dla Ciebie