Historia, której kulisy opisuje Wirtualna Polska, sięga 2016 r. W centrum sprawy znalazły się luksusowe auta sprowadzane z Czech, ich fałszowane dokumenty, zmieniane numery VIN oraz ludzie, którzy mieli zarabiać na ich dalszej sprzedaży. Sportowiec został nieprawomocnie skazany m.in. za osiem czynów paserstwa.
Na papierze wszystko się zgadzało
Samochody, które trafiały do Polski, miały być tzw. klonami. Schemat polegał na wykorzystaniu dokumentów i numerów identyfikacyjnych rozbitych samochodów, a następnie przypisaniu ich skradzionym pojazdom.
W efekcie auto mogło wyglądać jak legalnie sprowadzony egzemplarz po wypadku. Zmieniano numery VIN, dane zapisane w elektronice pojazdu oraz przygotowywano kluczyki. Problem w tym, że samochód znajdujący się fizycznie w Polsce miał pochodzić z kradzieży.
Według ustaleń sądu Mamed Ch. kupował takie pojazdy, a następnie szukał na nie kolejnych nabywców. W aktach sprawy pojawiają się m.in. BMW M6 GT, Porsche Panamera i BMW 750 X-drive.
5 tys. euro za auto warte 178 tys. zł
Jedna z transakcji dobrze pokazuje skalę różnicy między ceną a wartością samochodu. Według uzasadnienia wyroku auto, którego wartość rynkową oszacowano na 178,2 tys. zł, zostało kupione przez Mameda Ch. za 5 tys. euro.
Nie był to odosobniony przypadek. W innym przypadku samochód kupiony za 25 tys. euro został wyceniony przez sąd na 243 tys. zł. Kolejny, za który zapłacono 26 tys. euro, miał być wart 352,6 tys. zł.
Według sądu tak duża różnica pomiędzy ceną a wartością pojazdów była jedną z okoliczności wskazujących, że nabywcy powinni mieć świadomość ich podejrzanego pochodzenia. Znaczenie miały również braki w dokumentacji, pojedyncze kluczyki czy nieprawidłowości w umowach.
Nie każdy klient chciał ryzykować
Jak informuje WP, problemy pojawiały się już na etapie sprzedaży samochodów kolejnym osobom.
W jednym z przypadków klient zorientował się, że numer VIN pojazdu został zmieniony. Auto wróciło więc do pośrednika. Później miało zostać wymienione na dwa inne samochody, które sprzedano za łącznie 60 tys. zł.
Jeszcze inna transakcja wyszła na jaw dopiero po kilku latach. Kobieta, która kupiła samochód od Mameda Ch., zgubiła jedyny otrzymany kluczyk i zgłosiła się do autoryzowanego serwisu po jego dorobienie. Podczas weryfikacji okazało się, że numer VIN nie odpowiada pojazdowi, a samochód figuruje jako kradziony.
Policja zabezpieczyła auto w 2019 roku.
Sportowiec miał sam szukać konkretnych modeli. Z uzasadnienia wyroku wynika, że Mamed Ch. nie miał być wyłącznie przypadkowym klientem pojawiającym się przy gotowych ofertach.
Według sądu miał kontaktować się z pośrednikami również wtedy, gdy potrzebował konkretnego modelu. Ci mieli następnie szukać odpowiedniego samochodu po czeskiej stronie.
Do sprzedaży aut w Polsce wykorzystywano także znajomych zajmujących się handlem samochodami. Proceder opierał się więc na sieci osób odpowiedzialnych za sprowadzanie pojazdów, organizowanie transakcji i znajdowanie kolejnych kupujących.
W sprawie pojawił się też wątek podpalenia
Samochody nie były jedynym poważnym wątkiem sprawy.
W 2017 r. miał pojawić się konflikt dotyczący osoby, która zawiadomiła policję o nielegalnym przetrzymywaniu dzikich zwierząt przez Jakuba Ś. Według ustaleń sądu informacje dotyczące samochodu tego człowieka miały trafić do Mameda Ch.
Następnie, jak ustalił sąd, sportowiec miał nakłonić inne osoby do podpalenia pojazdu. Do zdarzenia doszło w nocy z 11 na 12 kwietnia 2017 r. w Rybniku. Ogień objął dwa samochody. Sprawców samego podpalenia nie udało się jednak ustalić na podstawie monitoringu.
Wyrok nie jest prawomocny
Sąd Rejonowy w Tarnowskich Górach w lipcu 2026 r. skazał Mameda Ch. na 1,5 roku więzienia oraz 280 tys. zł grzywny. Został uznany za winnego m.in. ośmiu czynów paserstwa, podżegania do zniszczenia samochodów oraz naruszenia nietykalności i znieważenia policjantów. Jednocześnie został uniewinniony od zarzutu nielegalnego posiadania broni.
Mamed Ch. od początku nie przyznawał się do winy. W przypadku samochodów przekonywał, że nie wiedział o ich przestępczym pochodzeniu. Zaprzeczał również, aby zlecał podpalenie. Po ogłoszeniu wyroku sportowiec zapowiedział apelację i podkreślił, że nadal czuje się niewinny. Wyrok jest nieprawomocny.
Materiał Wirtualnej Polski powstał na podstawie m.in. uzasadnienia wyroku Sądu Rejonowego w Tarnowskich Górach.