Jak pisze Fakt.pl, tragedia wydarzyła się 20 czerwca br. w trakcie urodzinowego spotkania u 15-letniej dziewczyny. W imprezie brało udział ok. 10 nastolatków, w tym 17-letni Dominik. Podczas rozpalania ognia chłopak doznał bardzo poważnych obrażeń - jego ubranie zajęły płomienie.
Został przetransportowany do Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śl., gdzie przez kilkanaście dni lekarze walczyli o życie Dominika. Niestety, zmarł 1 lipca, osiem dni przed swoimi 18. urodzinami.
17-latek zmarł po ognisku. Sprawa w prokuraturze. "Stracił jedyne dziecko"
Śledczy - jak wyjaśnia Fakt.pl - na razie nie przesądzają, w jaki sposób doszło do kontaktu z substancją łatwopalną. Prokuratura podkreśla, że jest zbyt wcześnie, by rozstrzygać, czy Dominik miał styczność z nią sam, czy ktoś inny mógł jej użyć.
Osoba znająca kulisy zdarzenia przekazała w rozmowie z "Faktem", że po zajęciu się ubrania chłopak próbował ratować się, wskakując do basenu znajdującego się kilka metrów od ogniska. Według tej relacji koledzy próbowali go gasić, a pomoc medyczna dotarła po pewnym czasie.
Koledzy próbowali go gasić, biedak wskoczył do basenu, który był kilka metrów od ogniska. Siedział w tej wodzie i cierpiał, zwijając się z bólu, nim przyjechało pogotowie - relacjonował rozmówca "Faktu".
Prokuratura: przesłuchania i analiza telefonów nastolatków
Z ustaleń "Faktu" wynika, że policjanci mieli wejść o świcie do domów uczestników spotkania i zabezpieczyć telefony. Prokuratura potwierdza, że świadkowie są przesłuchiwani, a urządzenia osób obecnych na imprezie zostały zabezpieczone do analizy.
Szef Prokuratury Rejonowej w Krośnie prok. Zdunek przekazał "Faktowi", że na obecnym etapie postępowania nie da się jeszcze przesądzić, czy 17-latek został oblany przez inną osobę, czy też sam miał kontakt z łatwopalną substancją. Prokuratura zapowiada dalsze ustalanie wszystkich okoliczności i oczekuje na pełny materiał dowodowy.
Śledczy mają również wyniki sekcji zwłok. Prok. Zdunek poinformował tabloid, że zgon nastąpił na skutek obrażeń związanych z rozległymi oparzeniami.
Osobne postępowanie w sprawie działań policjantów
W Ustrobnej od kilku tygodni pojawiają się pytania o to, jak zabezpieczono miejsce zdarzenia. Według informacji, które docierały do "Faktu", część śladów mogła nie zostać właściwie zabezpieczona. Wśród nieoficjalnych relacji pojawiła się też informacja, że ubrania Dominika miały zostać odnalezione dopiero następnego dnia w zaroślach przez kogoś z rodziny. Śledczy na razie tego nie potwierdzają.
Rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Rzeszowie nadkom. Piotr Wojtunik przekazał "Faktowi", że trwają czynności wyjaśniające dotyczące tego, czy policjanci interweniujący 20 czerwca wykonali wszystkie działania prawidłowo i zgodnie z przepisami. Jednocześnie zaznaczył, że to odrębne postępowanie od śledztwa dotyczącego samej śmierci 17-latka.
Mieszkańcy Ustrobnej pożegnali Dominika. "Rozpacz"
W miejscowości tragedia odbiła się szerokim echem. Rozmówca "Faktu" podkreślał, że dramat dotknął nie tylko rodziców zmarłego chłopca, ale też rodzinę 15-letniej Wiktorii, która była jego dziewczyną.
Rozpacz jest ogromna, ojciec Dominika stracił jedyne dziecko. Dom mu budował, nadzieję z nim wiązał... a teraz nie ma dziecka - anonimowo mówiła "Faktowi" osoba znająca kulisy tragedii.