"Cud". Ocalił dziewczynkę z Łomży. Nie reagowała na krzyki

W Łomży czteroletnia Laura spadła z balkonu na 5. piętrze, ale trzech mężczyzn w ostatniej chwili zamortyzowało upadek rozpostartym kocem. - Krzyczałem, żeby weszła do środka, ale w ogóle nie reagowała - mówi "Faktowi" pan Grzegorz uczestniczący w spontanicznej akcji ratunkowej.

Kadr z monitoringu.Kadr z monitoringu.
Źródło zdjęć: © Spółdzielnia Mieszkaniowa w Łomży
Mateusz Kaluga

Trzech mężczyzn w ostatniej chwili złapało dziecko w rozpostarty przed budynkiem koc Dziewczynka przez chwilę wisiała na poręczy balkonu w bloku przy ul. Sybiraków. Całe zajście zarejestrował monitoring Spółdzielni Mieszkaniowej "Perspektywa" w Łomży.

Na krzyki mieszkańców zareagował pan Grzegorz, który wyszedł w tym czasie ze sklepu. Zobaczył dziecko na balustradzie i podbiegł pod budynek, gotów łapać je w ręce - relacjonuje "Fakt".

Do pana Grzegorza dołączyło dwóch innych mężczyzn, w tym jeden z białym kocem. We trójkę rozpostarli go pod balkonem. Mężczyzna próbował krzyczeć do dziewczynki, żeby wróciła do mieszkania, ale nie reagowała. W pewnym momencie przeszła wzdłuż balkonu, dlatego świadkowie przesunęli się z kocem w to samo miejsce.

Krzyczałem, żeby weszła do środka, ale w ogóle nie reagowała. Zdążyła jeszcze przejść z boku balkonu, my z tym kocem się przesunęliśmy i wtedy ona runęła w dół - mówi "Faktowi".

Chwilę później Laura spadła. Wpadła na koc, odbiła się i ostatecznie uderzyła o ziemię, jednak mężczyźni znacząco zmniejszyli siłę upadku. Nagranie z tej akcji zarejestrowała kamera osiedlowego monitoringu. Laura trafiła do szpitala, ale jej życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.

Sąsiedzi przekazali, że matka Laury pojawiła się na miejscu dopiero po kilku minutach, ponieważ w chwili wypadku spała. Później ustalono, że kobieta miała 0,7 promila alkoholu we krwi.

- Nie mogłam jej obudzić, długo się dobijałam do drzwi, jak otworzyła, to była zaspana, szła wolno na dół, a ja ją pośpieszałam, mówiąc, że dziecko jej teraz potrzebuje. Taka nieprzytomna była - mówi sąsiadka "Faktowi".

Sąsiedzi dodają też, że dziewczynka jest w spektrum autyzmu, niewiele mówi. Przeszła na balkon sąsiedniego mieszkania, które stoi puste. Jej rodzice mieszkają w bloku od dwóch lat. Ojciec wyjechał do pracy za granicę

Nigdy nie widziałam tej kobiety na oczy, nie widziałam, żeby wychodziła z dziewczynką. To takie ładne dziecko. Cud, że przeżyło taki upadek. Gdyby nie pomoc tych mężczyzn, to nie wiem, co by było - mówi "Faktowi" inna sąsiadka.

Wybrane dla Ciebie