Kuriozalna reakcja obrończyni Sebastiana M. "Dlaczego patrzył, jak płoną ludzie?"

Aneta Polak
Reakcja Katarzyny Hebdy na pytanie dziennikarkiReakcja Katarzyny Hebdy na pytanie dziennikarki
Źródło zdjęć: © o2.pl

Katarzyna Hebda, obrończyni Sebastiana M., podczas rozmowy z dziennikarzami odpowiedziała na pytanie, dlaczego jej klient przyglądał się, "jak ludzie płoną żywcem". – Pani redaktor, to jest nieprawda, co pani mówi! To jest absolutne kłamstwo. Bezczelna insynuacja – żachnęła się adwokatka, przedstawiając inną wersję wydarzeń.

W środę, 21 października sąd skazał Sebastiana M. na osiem lat pozbawienia wolności za spowodowanie wypadku, w którym zginęli Martyna, Patryk i ich pięcioletni syn Oliwier. Do tragedii doszło we wrześniu 2023 r. na autostradzie A1. Z ustaleń śledczych wynikało, że oskarżony jadący BMW 850i z prędkością między 315 a 329 km/h uderzył w prawidłowo jadącą Kię Proceed.

W wyniku uderzenia Kia stanęła w płomieniach. Spłonęła trzyosobowa rodzina.


DLA CIEBIE
HUAWEI Pura - poznaj nowy smartfon

"Absolutne kłamstwo"

Katarzyna Hebda już po ogłoszeniu wyroku przyznała, że decyzja sądu nie była dla niej zaskoczeniem. Zapowiedziała też złożenie apelacji (wyrok jest nieprawomocny).

Podczas rozmowy jedna z dziennikarek zadała mecenas pytanie, które najwyraźniej wyprowadziło ją z równowagi.

– Dlaczego pani klient razem z dwójką pozostałych pasażerów stał i patrzył, jak ludzie płoną żywcem? – zapytała dziennikarka.

Pani redaktor, to jest nieprawda, co pani mówi! To jest absolutne kłamstwo. Bezczelna insynuacja! – oburzyła się mecenas Katarzyna Hebda. – Po pierwsze, pasażer mojego klienta także został ranny i mój klient początkowo udzielał pomocy swojemu pasażerowi, natomiast drugiemu z pasażerów od razu polecił biec do tamtego samochodu udzielić pomocy, jednakże niestety było już za późno – dodała, nie kryjąc zdenerwowania.

Zdaniem Katarzyny Hebdy, wina Sebastiana M. "polega na tym, że zmodyfikował samochód, że przekroczył prędkość i przekraczał ją w przeszłości" oraz "na tym, że wyjechał w celach służbowych po zdarzeniu".

Przypomnijmy – Sebastian M., jak stwierdzili śledczy w akcie oskarżenia, "nie zadzwonił po policję, nie próbował pomóc ofiarom, a jedyny telefon, jaki wykonał, był do ojca. Po wypadku zachowywał się, jakby wjechał w kosz na śmieci".

Kilka dni po wypadku mężczyzna wyjechał do Niemiec i stamtąd przez Turcję do Dubaju. Twierdził potem, że był to wyjazd w celach biznesowych.

Wybrane dla Ciebie