"Jesteśmy wykończeni". Polka o gigantycznych pożarach w Bordeaux

Gigantyczne pożary w Żyrondzie pustoszą kolejne tereny, a dym utrudnia życie mieszkańcom Bordeaux. - Niebo jest całkowicie zasnute, w powietrzu czuć intensywny zapach spalenizny, a w niedzielę z nieba spadał popiół - mówi o2.pl Marta. Polka opisuje również konsekwencje ekstremalnych upałów nawiedzających Francję.

Polka opisuje, co dzieje się w Bordeaux.Polka opisuje, co dzieje się w Bordeaux.
Źródło zdjęć: © Getty Images, Instgaram
Mateusz Kaluga

W departamencie Żyronda we Francji trwają ogromne pożary. Strażacy walczą z nimi już piątą noc. Żywioł strawił powierzchnię co najmniej 42 tys. hektarów. Choć ogień zbliża się do miasta Bordeaux, władze nie planują ewakuacji mieszkańców. Do tej pory ewakuowano 220 tysięcy osób na zachód od Bordeaux.

W Bordeaux mieszka Marta, prowadząca na Instagramie profil Polka w Akwitanii. W sieci dzieli się obrazami ze swojego miasta. Aktualnie niemal całe jest ono pokryte gęstym dymem. Naszej rodaczki ewakuacja jeszcze nie objęła.

Sytuacja w naszym regionie jest bardzo trudna. Największym problemem jest dym, który dotarł nad Bordeaux. Niebo jest całkowicie zasnute, w powietrzu czuć intensywny zapach spalenizny, a w niedzielę z nieba spadał nawet popiół - mówi o2.pl Polka mieszkająca we Francji.

Jak dodaje, władze zalecają pozostanie w domu i unikanie aktywności na powietrzu. Wychodząc, warto zakładać maseczki. Nasza rozmówczyni przekonuje, że wiele osób wyjechało z miasta; niektórzy jej bliscy opuścili swoje domy.

Od wielu tygodni zmagamy się z ekstremalnymi upałami i suszą, a teraz doszedł do tego dym. Zamiast normalnie funkcjonować czy cieszyć się urlopem, żyję w ciągłym stresie. Życie jest obecnie bardzo utrudnione - mówi o2.pl.

Opisuje, że miasto Bordeaux przyjmuje osoby ewakuowane z miejsc, gdzie pożar wszystko strawił. Jednocześnie potrzebni są wolontariusze do opieki. W regionie trwają zbiórki żywności, środków higienicznych, koców i poduszek.

Pani Marta wspomina, że doszczętnie spalone zostało miasteczko Le Porge. To właśnie tam była plaża, którą często odwiedzała nasza rodaczka. Każdego roku było tam wielu turystów. Żywioł nie oszczędził Cap Ferret, który uznawany jest za półwysep miliarderów.

Przyczynami pożarów we Francji są m.in. długotrwała susza i fala upałów. - W Bordeaux nigdy nie było tak gorąco. Rodzina męża mieszka tutaj od kilkudziesięciu lat, nikt nie pamięta tak gorącego lata. W poprzednich latach mieliśmy jedną falę ekstremalnych upałów, często w czerwcu i później temperatura spadała. W tym tygodniu czeka nas czwarta fala ekstremalnych temperatur, gdzie temperatura w cieniu znowu przekroczy 40 stopni Celsjusza. Jesteśmy wykończeni - mówi Polka Marta.

Wybrane dla Ciebie