Krzyczeli "pomocy". Paraliż na lotnisku. Pasażerka pokazała, co się działo
Sylwestrowy poranek na lotnisku Warszawa/Modlin przerodził się w chaos. Opóźnione i odwołane loty, brak informacji i setki uwięzionych pasażerów. W sieci krąży wideo, na którym tłum skanduje "POMOCY". – Ludzie byli "uwięzieni" bez informacji i bez decyzji – mówi o2.pl pani Patrycja, autorka nagrania i jedna z podróżnych, której lot został opóźniony o 8 godzin.
31 grudnia 2025 roku zima uderzyła w Polskę z całą siłą. Śnieg zasypywał północ kraju, mróz ścinał drogi, a nad Bałtykiem szalał sztorm. Dla tysięcy ludzi był to dzień przygotowań do sylwestra. Dla pasażerów zgromadzonych w Porcie Lotniczym Warszawa–Modlin – początek wielogodzinnego uwięzienia.
Od rana lotnisko informowało o problemach operacyjnych, ale rzeczywistość w hali odlotów szybko zaczęła odbiegać od oficjalnych komunikatów. Ludzie siedzieli na walizkach, pod ścianami, na podłodze. Czekali. Najpierw na informacje, potem na decyzje, w końcu – na jakikolwiek ruch.
Pokazali, co działo się w Jantarze. "Krajobraz jak po bitwie"
Godziny, które się nie kończyły
Jedna z pasażerek, pani Patrycja, która tego dnia miała lecieć na sylwestra za granicę, zapamiętała przede wszystkim czas. Ciągnął się bez końca.
My lecieliśmy lotem, który pierwotnie miał być o godz. 14:00, a ostatecznie wylecieliśmy dopiero ok. 22:00 – relacjonuje w rozmowie z o2.pl.
Dla innych było jeszcze gorzej. Na lotnisku byli od nocy.
Najgorsza sytuacja dotyczyła jednak pasażerów Wizz Aira lecących do Malty — były osoby, które siedziały na lotnisku już od godz. 3:00 nad ranem.
Czas mijał, a odpowiedzi nie nadchodziły.
Przez kilkanaście godzin nie dostawali żadnych informacji, co się dzieje. Były tam rodziny z dziećmi, również bardzo małymi, którym nikt nie udzielał żadnej pomocy.
Bez wody, bez miejsc, bez wsparcia
Wraz z upływem godzin zmęczenie przeradzało się we frustrację. Hala była przepełniona. Brakowało krzeseł, przestrzeni, podstawowych rzeczy.
Brakowało miejsc do siedzenia, było gorąco, nie było wody ani wsparcia ze strony lotniska czy linii lotniczej – podkreśla w rozmowie z o2.pl pani Patrycja.
Ludzie pytali, podchodzili do punktów informacyjnych, próbowali dzwonić. Bez skutku. – W praktyce ludzie byli "uwięzieni" bez informacji i bez decyzji.
W pewnym momencie frustracja pasażerów sięgnęła zenitu. Rozmówczyni o2.pl nagrała wideo, które zamieściła w mediach społecznościowych. Obejrzało je już blisko 1 mln razy. Na nagraniu widać dziesiątki osób stojących i siedzących w hali odlotów. W tle słychać skandowanie: "POMOCY".
Decyzja przyszła wieczorem
Dopiero późnym wieczorem zapadły pierwsze konkretne rozstrzygnięcia.
Dopiero około godz. 20:00 pasażerowie dostali informację, że ich loty są odwołane – relacjonuje pani Patrycja. Wcześniej wielu z nich nie mogło nawet opuścić lotniska. – Nie mogli nawet wyjść z lotniska, bo — jak im mówiono — potrzebna była zgoda przedstawiciela Wizz Aira, a na miejscu nie było żadnego przedstawiciela tej linii.
Chaos zamiast komunikacji?
W hali narastały emocje. Oficjalnych komunikatów brakowało, więc inicjatywę przejmowali sami pasażerowie.
Na lotnisku panował totalny chaos — brak organizacji, brak komunikatów. Ludzie sami zabierali mikrofony i ogłaszali informacje, bo nikt oficjalnie niczego nie przekazywał. Były nerwy, krzyki, ludzie przewracali rzeczy. Nikt nie panował nad sytuacją.
Security, które stało się pułapką
Problemy nie kończyły się po przejściu kontroli bezpieczeństwa.
Dodatkowo cały czas przepuszczano pasażerów przez kontrolę bezpieczeństwa, mimo że w hangarze nie było już miejsca – mówi o2.pl pani Patrycja. – My też dostaliśmy informację, żeby przejść security, po czym czekaliśmy tam kolejne 8 godzin — zupełnie bez sensu.
Jedzenie znikało błyskawicznie. – Nie było ciepłego jedzenia, tylko drobne przekąski, które bardzo szybko się wyprzedały – dodaje.
Sylwester w cieniu frustracji
Choć lotnisko publikowało w tym czasie komunikaty o przywróceniu pełnej sprawności operacyjnej, obraz zapamiętany przez pasażerów był zupełnie inny.
Ogólnie była to totalna masakra i kompletne pozostawienie ludzi samym sobie – podsumowuje kobieta. – Z tego co wiem, pasażerowie [...] rozważają pozwy zbiorowe.
Dla wielu osób ten sylwester nie zaczął się od fajerwerków ani toastów. Zaczął się na podłodze lotniska – z walizką pod głową, telefonem bez nowych informacji i poczuciem, że w tej historii nikt nie czuje się odpowiedzialny. Redakcja o2.pl zwróciła się z prośbą o stanowisko Portu Lotniczego Warszawa - Modlin oraz Ryanair nt. opisanej sytuacji.
Danuta Pałęga, dziennikarka o2.pl