Pod koniec sierpnia na numer alarmowy 112 zadzwoniła znajoma matki chłopca. Kobieta miała usłyszeć podczas rozmowy internetowej, że jej znajoma skrzywdziła swojego pięciomiesięcznego syna.
Policjanci odnaleźli matkę z dzieckiem w jednym z łódzkich szpitali. Kobieta tłumaczyła, że do obrażeń doszło, gdy niemowlę zaplątało się w szczebelki łóżeczka. Lekarze nie uznali jednak tej wersji za wiarygodną.
Chłopiec trafił do Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi. Jak przekazał prof. Krzysztof Zeman, lekarz naczelny ds. pediatrii w CZMP, obrażenia dziecka odpowiadały urazom obserwowanym u dzieci krzywdzonych.
– Niestety, to klasyczne obrażenia, które obserwujemy u dzieci maltretowanych – powiedział w programie "TVN Uwaga".
Lekarze sprawdzają również, czy obrażenia były wynikiem jednego zdarzenia, czy też dziecko mogło wcześniej doznawać przemocy.
Matka przyznała znajomej, że skrzywdziła syna
Kobieta, która zawiadomiła służby, znała matkę chłopca jeszcze sprzed jego narodzin. Po porodzie kobiety odnowiły kontakt. Matka miała przesyłać jej zdjęcia dziecka i zapewniać, że wszystko jest w porządku.
Podczas jednej z rozmów miała jednak nagle przyznać, że zrobiła synowi krzywdę.
– Zaczęła mówić z płaczem, że zrobiła coś bardzo złego. Powiedziała, że mały ma złamaną rączkę i nóżkę. I że ma siniaki – relacjonowała kobieta.
Według jej relacji matka twierdziła, że do złamania kończyn doszło podczas ubierania dziecka, a siniaki miały powstać, gdy była zdenerwowana.
W nagraniu rozmowy, do którego dotarli dziennikarze, kobieta miała również mówić, że jej partner Piotrek zasugerował przedstawienie wersji o wypadku w łóżeczku.
Po zatrzymaniu matki policjanci wylegitymowali ojca dziecka. Okazało się, że mężczyzna był poszukiwany na podstawie listu gończego w celu doprowadzenia do zakładu karnego. Wcześniej został prawomocnie skazany za kradzieże.
Matka usłyszała zarzut. Sąd nie zdecydował o areszcie
Prokuratura przedstawiła kobiecie zarzut znęcania się nad dzieckiem ze szczególnym okrucieństwem. Grozi za to kara do 10 lat pozbawienia wolności.
Śledczy wnioskowali o tymczasowe aresztowanie kobiety na trzy miesiące. Sąd nie uwzględnił jednak tego wniosku. Podejrzana wróciła do domu, a zamiast aresztu zastosowano wobec niej dozór policji.
Prokuratura zapowiedziała, że będzie domagać się aresztowania kobiety przed sądem drugiej instancji. Śledczy wskazują m.in. na możliwość matactwa.
– Podejrzana zadzwoniła do kobiety, która zgłosiła sprawę, i zmieniała wersję zdarzeń, a później wprost zaczęła ją pytać w agresywny sposób, dlaczego zawiadomiła policję – przekazał Paweł Jasiak, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi.
Rodzice mieli wcześniej ograniczone prawa
Jak się okazuje, już wcześniej pojawiały się wątpliwości dotyczące sytuacji dziecka. Chłopiec pierwsze trzy miesiące życia spędził w szpitalu. Pracownicy placówki mieli zwrócić uwagę na zachowanie matki i poinformować o swoich obawach sąd rodzinny.
Rodzice mieli ograniczone prawa rodzicielskie. Sąd ustanowił kuratora i zobowiązał ich do współpracy z asystentem rodziny.
Jak przekazał Piotr Kowalski, dyrektor MOPS w Łodzi, asystent odbył dwie wizyty w domu rodziny. Pracownicy socjalni nie odnotowali wówczas sygnałów wskazujących, że dziecku może dziać się krzywda.
Kobieta chciała oddać dziecko koleżance
Znajoma matki opowiedziała również o sytuacji, do której miało dojść zaledwie dwa dni przed ujawnieniem obrażeń dziecka. Kobiety pracowały razem jako sprzątaczki.
Według jej relacji matka miała mówić, że nie radzi sobie z sytuacją w domu, a jej partner pije i zażywa narkotyki. Miała również zaproponować koleżance, by ta wychowała jej dziecko.
– Jak się dziecko urodziło, chciała mi je zostawić. Powiedziała, że ona sobie z nim nie da rady. Powiedziała, żebym wychowała jej dziecko – relacjonowała.
Kobieta nie poinformowała wówczas kuratora ani pracowników socjalnych. Teraz prokuratura wyjaśnia wszystkie okoliczności sprawy.
Sąd zdecydował o umieszczeniu pięciomiesięcznego chłopca w rodzinie zastępczej. Niemowlę pozostaje pod opieką lekarzy Centrum Zdrowia Matki Polki. Prof. Zeman przekazał, że dziecko dobrze reaguje na kontakt z personelem.
– Ma niesamowite oczy, przypatruje się każdemu bardzo dokładnie. Już bardzo polubił te kontakty, które nasi lekarze, pielęgniarki mają z nim prawie cały dzień. I bardzo protestuje, jak się od niego odchodzi – powiedział lekarz.