Proces Sebastiana M. przed Sądem Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim dobiega końca. 7 października strony wygłosiły mowy końcowe. Głos zabrał prok. Aleksander Duda z Prokuratury Okręgowej w Katowicach.
Prokurator podtrzymał pierwotne wnioski zawarte w akcie oskarżenia. Wskazał, że prokuratura nadal domaga się dla Sebastiana M. najwyższej możliwej kary, czyli 8 lat pozbawienia wolności za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym na autostradzie A1 we wrześniu 2023 roku. W zdarzeniu zginęła trzyosobowa rodzina.
Prokuratura chce, aby M. zapłacił rodzicom ofiar po 500 tys. zł na osobę i 250 tys. zł dla brata zmarłego Patryka. O warunkowe wyjście na wolność M. mógłby się ubiegać po odbyciu 3/4 kary.
Po słowach prokuratora zapadła cisza. "W momencie zderzenia Martyna jeszcze żyła"
W trakcie swojej mowy końcowej prok. Aleksander Duda podkreślił, że ofiary wypadku z A1 wyruszały w podróż, nie spodziewając się "do samego końca" tragedii, która ich czeka. Przypomniał, że Martyna Duda-Biała wysłała SMS-a do swojej matki na chwilę przed wypadkiem, w którym nie skarżyła się na żadną awarię czy problemy z autem, na co wskazywała obrona Sebastiana M.
Sebastian M. usiadł za kierownicą swojej rakiety (BMW 850i – przyp. red.). Gdy znalazł się na autostradzie, wjechał na lewy pas i wbił gaz w podłogę. Rozpoczął tym samym rosyjską ruletkę z życiem innych osób. Pędził lewym pasem, agresywnie migając światłami drogowymi, żądał możliwości przejazdu – mówił podczas mowy końcowej prok. Aleksander Duda.
Prok. Duda wskazał, że kierowca Kii dla porównania jechał "spokojnie" i zgodnie z obowiązującymi ograniczeniami prędkości.
Czas Martyny, Patryka i Oliwiera zatrzymał się. Moment zderzenia zarejestrowała kamera pojazdu jadącego z naprzeciwka. BMW zbliżało się z zawrotną prędkością. M. pokazywał swoją wyższość każdemu, kto jechał przed nim - dodał prok. Duda.
Prokurator wskazał, że dźwięk silnika BMW Sebastiana M. przypominał "startujący samolot". Dodał, że M. stracił panowanie nad swoim autem przy niebotycznej prędkości. Wskazał, że oskarżony wciskał gaz w maksymalnym możliwym zakresie. Zaznaczył, że uderzenie BMW w Kię było "monstrualne", a prędkość Kii z niecałych 140 km/h zaraz po zderzeniu zwiększyła się do ok. 200 km/h.
Wielki i ciężki silnik V8 zmiażdżył część Kii, strefę, gdzie znajdowały się zbiornik i układ paliwowy. Wewnątrz Kii rozegrał się horror, którego ostatecznie nikt nie przeżył. Martyna została dociśnięta do fotela swojego męża. W okolicy mostka jednej z ofiar znaleziono element przypominający lusterko samochodowe. Doszło do pożaru, którego nikt nie przeżył – przypomniał prokurator.
Prok. Aleksander Duda zaznaczył, że trójka ofiar spłonęła na miejscu, a Martyna Duda-Biała do końca próbowała bronić swojego syna Oliwiera przed śmiercią. - W momencie zderzenia Martyna jeszcze żyła - dodał prokurator. Zaznaczył, że w tym czasie Sebastian M. i jego koledzy zainteresowani byli kontaktem z osobami trzecimi. Dodał, że oskarżony wielokrotnie dzwonił do swojego ojca.
Telefon został zdalnie przywrócony do ustawień fabrycznych, gdy policja chciała go zabezpieczyć. Niedługo po wypadku M. był bezpieczny. Zbiegł przed polskim wymiarem sprawiedliwości do Zjednoczonych Emiratów Arabskich - przypomniał prokurator z Prokuratury Okręgowej w Katowicach.
Prok. Aleksander Duda wskazał, że M. myślał tylko o tym, żeby chronić siebie przed skutkami ograniczeń społecznych. Zaznaczył, że chciał przekraczać granice, które wyznaczone są dla innych. Podkreślił, że M. uważał, że "wszystko mu wolno".
Wysoki sądzie, wychodząc z domu zawsze powierzamy nasze życie innym osobom. To wzajemne zaufanie sprawia, że możemy korzystać z przestrzeni publicznej bez nieustannego lęku. Reguły nie są po to, aby ograniczać życie człowieka. Są po to, żeby chronić ludzi przed nieodpowiedzialnością - podkreślił prok. Duda.
Dodał też, że "(M. - przyp. red.) zachowywał się tak, jakby nie obowiązywały go reguły odpowiedzialności za swój czyn. Nie wahał się zrzucać winy na swoje ofiary".
Na tej sali nigdy nie padło słowo przepraszam - podsumował prokurator.
Sprawa Sebastiana M. Dlaczego jest głośna?
Urodzony w 1991 roku Sebastian M. stanął przed Sądem Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim we wrześniu 2025 roku. Mężczyzna odpowiada za spowodowanie wypadku na autostradzie A1 na wysokości wsi Sierosław (woj. łódzkie).
Z ustaleń prokuratury i z materiału dowodowego wynika, że 35-latek jechał swoim BMW ponad 320 km/h i uderzył w osobową Kię. Doszło do pożaru. Żywcem spłonęła trzyosobowa rodzina: ojciec, matka i niespełna 5-letnie dziecko.
Sprawa stała się głośna, gdy M. wyjechał do Niemiec, a następnie (drogą lądową) udał się do Turcji, skąd wyleciał do Dubaju. Do jego sprowadzenia do Polski konieczna była skomplikowana procedura ekstradycyjna. M. trafił do kraju dopiero w maju 2025 roku. Jego proces ruszył we wrześniu 2025 roku. W trakcie procesu oskarżony nie wyraził skruchy. Oskarżał prokuraturę, policję i media o stronniczość.