Pojechał do sanatorium, stracił nogę. "Ma prawo boleć"

Dla 69-letniego Dariusza Sierańskiego pobyt w uzdrowisku, a następnie - w szpitalu w Busku-Zdroju, zakończył się dramatem. Mężczyzna przeszedł amputację nogi. O sprawie głośno było już kilka miesięcy temu. Teraz Biuro Rzecznika Praw Pacjenta stwierdziło naruszenia w obu placówkach w Busku-Zdroju oraz u lekarza POZ.

Mężczyzna stracił nogęMężczyzna stracił nogę po pobycie w uzdrowisku
Źródło zdjęć: © Facebook, Getty Images, screenshot
Aneta Polak

Sprawę nagłośnili dziennikarze programu "Interwencja". 69-letni Dariusz Sierański od lat choruje na serce, ma wszczepiony kardiowerter i problemy naczyniowe. W grudniu mężczyzna wyjechał do sanatorium w Busku-Zdroju na rehabilitację kręgosłupa.

Pobyt w uzdrowisku zakończył się dramatycznie - po zabiegach stan zdrowia mężczyzny gwałtownie się pogorszył. Pojawiła się wysoka temperatura, pan Dariusz skarżył się na ból nogi.

69-latek trafił na oddział miejscowego szpitala. Choć na jego nodze pojawiły się bąble, a następnie - otwarte rany, wypisano mężczyznę do domu.

Było to 30 grudnia. Pan Dariusz wrócił do Warszawy (własnym transportem), gdzie szukał pomocy. Tu doszło jednak do kolejnych zaniedbań i serii zaskakujących zdarzeń. Wkrótce mężczyzna usłyszał druzgocącą diagnozę: amputacja nogi.

Nowe informacje

Według doniesień "Interwencji", Rzecznik Praw Pacjenta stwierdził naruszenie praw pana Dariusza podczas jego pobytu w Zespole Opieki Zdrowotnej w Busku-Zdroju. Dyrektor placówki nie chciała jednak rozmawiać z dziennikarzami.

Już przygotowuję oświadczenie, nie będę udzielała informacji. Pani uważa, że konsekwencje ponosi tylko i wyłącznie szpital? Rozmowy zostały przeprowadzone, pan doktor złożył wyjaśnienie, zostały wdrożone i przeprowadzone szkolenia z zakresu praw pacjenta. Dlaczego ja mam tego lekarza pozbawiać pracy? - usłyszeli dziennikarze "Interwencji".

"Ma prawo boleć"

Ujawniono fragment rozmowy pana Dariusza (był wówczas pacjentem szpitala) z lekarzem Oddziału Geriatrii Szpitala w Busku-Zdroju. Mężczyzna zapytał, czy lekarz odmawia mu transportu do Warszawy.

Pan może jechać, tylko pan będzie płacił za to, a chodzić pan może, bo nie ma pan nogi złamanej, nie ma nic złego tutaj - usłyszał w odpowiedzi.

Gdy senior odparł, że boli go noga, lekarz stwierdził:

Ma prawo boleć.

Jak skomentowała Urszula Rygowska-Nastulak z Biura Rzecznika Praw Pacjenta, pacjent został wypisany mimo oczywistych problemów zdrowotnych.

Najbardziej bulwersujące jest to, że pacjent został wypisany z tego podmiotu z ropiejącą raną, z otwartą raną, tak naprawdę z dysfunkcją ruchu. Pacjent nie mógł się poruszać, w związku z czym podmiot zobowiązany był do tego, żeby zapewnić transport sanitarny - podkreśliła Rygowska-Nastulak w rozmowie z "Interwencją".

Szpital nie zgodził się na darmowy transport, proponując odpłatność 40 proc.

Dokumentacja jest tak nieczytelna, że musieliśmy się domyślać, co jest napisane, a i tak ciężko nam było wysnuć odpowiednie wnioski, co z pacjentem konkretnie się działo i jakie świadczenia były mu udzielane bądź nieudzielane - skomentowała Rygowska-Nastulak.

W podobny sposób wypowiedziała się także o działaniach uzdrowiska. Jak stwierdziła, dokumentacja była prowadzona w nieczytelny sposób, a pacjent został skierowany na zabiegi bez analizy ryzyka, co doprowadziło do hospitalizacji.

Innego zdania jest Artur Durda, dyrektor ds. lecznictwa Uzdrowiska Busko-Zdrój. Zapewnił on, że pacjent był oceniany przez doświadczonego lekarza specjalistę, a zabiegi zlecono zgodnie z procedurami medycznymi.

Biuro Rzecznika Praw Pacjenta negatywnie oceniło również postępowanie lekarza POZ. Ten podczas wizyty nie obejrzał ran na nodze pacjenta i nie wystawił zleceń na opiekę pielęgniarską.

Wybrane dla Ciebie