Sprawę nagłośnili dziennikarze programu "Interwencja". 69-letni Dariusz Sierański od lat choruje na serce, ma wszczepiony kardiowerter i problemy naczyniowe. W grudniu mężczyzna wyjechał do sanatorium w Busku-Zdroju na rehabilitację kręgosłupa.
Pobyt w uzdrowisku zakończył się dramatycznie - po zabiegach stan zdrowia mężczyzny gwałtownie się pogorszył. Pojawiła się wysoka temperatura, pan Dariusz skarżył się na ból nogi.
69-latek trafił na oddział miejscowego szpitala. Choć na jego nodze pojawiły się bąble, a następnie - otwarte rany, wypisano mężczyznę do domu.
Było to 30 grudnia. Pan Dariusz wrócił do Warszawy (własnym transportem), gdzie szukał pomocy. Tu doszło jednak do kolejnych zaniedbań i serii zaskakujących zdarzeń. Wkrótce mężczyzna usłyszał druzgocącą diagnozę: amputacja nogi.
Nowe informacje
Według doniesień "Interwencji", Rzecznik Praw Pacjenta stwierdził naruszenie praw pana Dariusza podczas jego pobytu w Zespole Opieki Zdrowotnej w Busku-Zdroju. Dyrektor placówki nie chciała jednak rozmawiać z dziennikarzami.
Już przygotowuję oświadczenie, nie będę udzielała informacji. Pani uważa, że konsekwencje ponosi tylko i wyłącznie szpital? Rozmowy zostały przeprowadzone, pan doktor złożył wyjaśnienie, zostały wdrożone i przeprowadzone szkolenia z zakresu praw pacjenta. Dlaczego ja mam tego lekarza pozbawiać pracy? - usłyszeli dziennikarze "Interwencji".
"Ma prawo boleć"
Ujawniono fragment rozmowy pana Dariusza (był wówczas pacjentem szpitala) z lekarzem Oddziału Geriatrii Szpitala w Busku-Zdroju. Mężczyzna zapytał, czy lekarz odmawia mu transportu do Warszawy.
Pan może jechać, tylko pan będzie płacił za to, a chodzić pan może, bo nie ma pan nogi złamanej, nie ma nic złego tutaj - usłyszał w odpowiedzi.
Gdy senior odparł, że boli go noga, lekarz stwierdził:
Ma prawo boleć.
Jak skomentowała Urszula Rygowska-Nastulak z Biura Rzecznika Praw Pacjenta, pacjent został wypisany mimo oczywistych problemów zdrowotnych.
Najbardziej bulwersujące jest to, że pacjent został wypisany z tego podmiotu z ropiejącą raną, z otwartą raną, tak naprawdę z dysfunkcją ruchu. Pacjent nie mógł się poruszać, w związku z czym podmiot zobowiązany był do tego, żeby zapewnić transport sanitarny - podkreśliła Rygowska-Nastulak w rozmowie z "Interwencją".
Szpital nie zgodził się na darmowy transport, proponując odpłatność 40 proc.
Dokumentacja jest tak nieczytelna, że musieliśmy się domyślać, co jest napisane, a i tak ciężko nam było wysnuć odpowiednie wnioski, co z pacjentem konkretnie się działo i jakie świadczenia były mu udzielane bądź nieudzielane - skomentowała Rygowska-Nastulak.
W podobny sposób wypowiedziała się także o działaniach uzdrowiska. Jak stwierdziła, dokumentacja była prowadzona w nieczytelny sposób, a pacjent został skierowany na zabiegi bez analizy ryzyka, co doprowadziło do hospitalizacji.
Innego zdania jest Artur Durda, dyrektor ds. lecznictwa Uzdrowiska Busko-Zdrój. Zapewnił on, że pacjent był oceniany przez doświadczonego lekarza specjalistę, a zabiegi zlecono zgodnie z procedurami medycznymi.
Biuro Rzecznika Praw Pacjenta negatywnie oceniło również postępowanie lekarza POZ. Ten podczas wizyty nie obejrzał ran na nodze pacjenta i nie wystawił zleceń na opiekę pielęgniarską.