Najważniejsze informacje
- Nadmorska smażalnia wywiesiła przy barze kartkę z prośbą, by goście nie pytali, czy ryby mają ości.
- Według relacji pracownic, część klientów próbuje oddawać dania i domaga się zwrotu pieniędzy.
- Obsługa podkreśla, że pojedyncza ość może się zdarzyć także w filecie.
Nadmorskie smażalnie w środku sezonu przeżywają prawdziwe oblężenie. Turyści ustawiają się w kolejkach, a ryba z frytkami od lat należy do najbardziej kojarzonych z wakacjami dań. Nie wszyscy wychodzą jednak z lokalu zadowoleni.
Tym razem nie chodzi o wysokość rachunku ani wielkość porcji. Powodem reklamacji bywają... ości.
W jednej ze smażalni w Stegnie pojawiła się nietypowa kartka. Jej treść ma rozładować sytuację, zanim klient podejdzie do obsługi z pretensjami.
WIDEOPożar i zawalenie kamienicy. Zginęli strażacy. Przełom w sprawie
Drodzy goście, proszę nie pytać, czy ryby mają ości. Owszem, mają i nie wiemy, dlaczego. Może Bóg tak chciał... - napisano przy barze.
Brzmi jak żart, ale pracownicy lokalu przekonują, że problem wcale nie jest wymyślony. Zdarzają się bowiem klienci, którzy są zdenerwowani, gdy w filecie znajdą pojedynczą ość. Niektórzy mają nawet oczekiwać zwrotu pieniędzy za całe danie.
Zdziwiłaby się pani, jak często jedna ość jest problemem. Ludzie chcą nawet dania oddawać i pieniądze odzyskiwać - powiedziała kelnerka dziennikarce "Faktu".
Ryba nad morzem wciąż obowiązkowym punktem wakacji
Choć ceny nad Bałtykiem potrafią zaskoczyć, ryba nadal jest jednym z dań, których turyści szukają podczas urlopu. Problem w tym, że oczekiwania klientów są coraz większe.
Chcemy świeżej ryby, dużej porcji, dodatków i najlepiej niewygórowanej ceny. Do tego dochodzi oczekiwanie, że filet będzie całkowicie pozbawiony ości.
Tymczasem tegoroczny sezon pokazuje, że problemy nadmorskich smażalni są znacznie szersze. W lipcu Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych poinformowała o kontroli 50 lokali oferujących smażone ryby. Nieprawidłowości wykryto w 38 z nich, czyli w 76 proc. skontrolowanych miejsc.