Do tragedii doszło na pokładzie luksusowego wycieczkowca Sun Princess. Stephen Junker z Minnesoty przebywał tam z bliskimi z okazji ślubu swojego syna. W sierpniu 58-latek wpadł do basenu i został znaleziony bez oznak świadomości.
Mężczyznę ewakuowała włoska straż przybrzeżna. Trafił do szpitala w Neapolu, gdzie lekarze przeprowadzili pilną operację kręgosłupa. Zabieg miał zmniejszyć ucisk na rdzeń kręgowy i ustabilizować uszkodzony odcinek szyjny. Uraz okazał się jednak niezwykle poważny - Junker został sparaliżowany i nie był w stanie oddychać bez respiratora.
Jak opisuje "New York Post", rodzina zdecydowała się przewieźć 58-latka do Stanów Zjednoczonych. 23 sierpnia został przyjęty do Mayo Clinic w Rochester w stanie Minnesota, gdzie kontynuowano leczenie.
Nieuleczalne obrażenia
Mimo wysiłków lekarzy jego życia nie udało się uratować. Stephen Junker zmarł 4 września w otoczeniu najbliższych. Jego córka Elizabeth przekazała w internetowej zbiórce, że kolejne badania wykazały obrażenia, których nie można było wyleczyć.
Stephen Junker był pastorem. Wcześniej pracował jako farmaceuta, a po ukończeniu seminarium został duchownym.
Przez blisko dziesięć lat pełnił funkcję pastora Chippewa Lutheran Church w Brandon. Pozostawił żonę, pięcioro dzieci, wnuka, rodziców i siostrę.