Nowe informacje z prokuratury. Witold Płóciennik nie zgubił telefonu

Wbrew przypuszczeniom, które początkowo pojawiły się w mediach, Witold Płóciennik nie zgubił telefonu – przez cały czas miał go przy sobie. Mimo to, jak dowiedział się "Fakt", 56-latek mógłby mieć problem z ewentualnym wezwaniem pomocy.

wPrzyczyną zgonu była ostra niewydolność oddechowo-krążeniowa
Źródło zdjęć: © PAP | Adam Warżawa
Aneta Polak

Ciało Witolda Płóciennika, cenionego operatora filmowego, odnaleziono w kompleksie leśnym w Lubniewicach (woj. lubuskie), w pobliżu jeziora Krzywe, po czterech dniach poszukiwań. Zaginiony ostatni raz kontaktował się z rodziną w sobotę 29 sierpnia.

Początkowo media obiegła informacja, że przy drodze między Brzeźnem a Długoszynem widziano telefon, który mógł należeć do zaginionego mężczyzny. Był to niebieski iPhone z rozbitą szybką. Wskazywano, że wygląd urządzenia pokrywa się z rysopisem sprzętu należącego do operatora.

Te przypuszczenia okazały się jednak nieprawdziwe. Prokuratura potwierdziła, że 56-latek przez cały czas miał telefon przy sobie.

W czasie ujawnienia zwłok Witold P. telefon miał przy sobie, a plecak na sobie – powiedziała "Faktowi" rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Wielkopolskim Mariola Wojciechowska-Grześkowiak.

Problem z zasięgiem

Jednocześnie, jak dowiedział się "Fakt", samo posiadanie telefonu nie oznaczało, że w razie nagłego pogorszenia samopoczucia mężczyzna mógł wezwać pomoc.

Tam właściwie tego zasięgu nie ma, co powoduje, że wykonanie połączenia telefonicznego jest praktycznie niemożliwe. Trzeba chodzić wkoło i próbować złapać zasięg, aby móc chociaż wysłać wiadomość, która i tak przychodzi z dużym opóźnieniem – wyjaśniła "Faktowi" osoba znająca szczegóły poszukiwań.

Przypomnijmy: do śmierci 56-latka doszło z przyczyn naturalnych. Sekcja zwłok wykazała, że bezpośrednią przyczyną jego zgonu była ostra niewydolność oddechowo-krążeniowa.

Z informacji do których dotarło o2.pl wynikało, że na ciele Witolda Płóciennika nie znaleziono śladów, które mogą świadczyć o tym, że do śmierci operatora doszło z przyczyn kryminalnych. Prokuratura wstępnie wykluczała też samobójstwo.

Witold Płóciennik przed śmiercią wykonywał zdjęcia do najnowszego serialu kryminalnego Netflixa. Udał się nad jezioro, żeby odpocząć. W niedzielę 30 sierpnia miał odwiedzić swoją mamę, ale na spotkanie nie dotarł. Prokuratura Okręgowa w Gorzowie Wielkopolskim przekazała, że mężczyzna najprawdopodobniej zmarł w dniu zaginięcia, czyli 29 sierpnia.

Wybrane dla Ciebie