Zapowiadali zamachy w szkołach. Nie zostaną wyrzuceni. Głos psychologa

Z informacji, do których dotarliśmy, wynika, że szkoły nie planują relegować uczniów, którzy w ciągu ostatnich dwóch tygodni straszyli zamachami w szkołach. Usunięty nie został na razie też Wiktor S., który zabił nożem 37-letnią woźną. Psycholog dziecięcy uważa, że to rozsądne podejście. – Usunięcie ze szkoły (...) może wręcz pchnąć w kierunku radykalizacji – mówi Marta Cieśla w rozmowie z o2.pl.

Wiktor S. nie został relegowany ze szkoły. Wielu innych nastolatków równieżWiktor S. nie został relegowany ze szkoły. Wielu innych nastolatków również
Źródło zdjęć: © PAP, X
Marcin Lewicki

Od dwóch tygodni w polskich szkołach panuje nerwowa atmosfera. W związku z atakami i planami ataków nastoletnich nożowników policja skontrolowała 80 tys. placówek. Zatrzymano też 167 uczniów, którzy albo przygotowywali ataki z nożem w ręku (bazując m.in. na ekstremistycznych treściach publikowanych w sieci) albo "żartowali", że takiego ataku się dopuszczą.

Zatrzymanych nastolatków mogą spotkać konsekwencje natury prawnej. O karach i ich wysokości decydować będą sądy rodzinne. Tymczasem szkoły muszą podjąć decyzję dotyczącą kwestii dyscyplinarnych. Na razie placówki są powściągliwe. Nie ma decyzji o relegowaniu ze szkół.

W SP nr 10 w Toruniu, gdzie uczeń na forum klasowym zapowiadał atak z nożem w ręku, dyrektorzy nie planują nałożyć na 14-latka najostrzejszej kary dyscyplinarnej.

Uczeń pozostaje uczniem Szkoły Podstawowej nr 10 w Toruniu - ucina Iwona Cieślak, dyrektor placówki w oświadczeniu przesłanym o2.pl.

WIDEO
Nożownicy w szkołach. Kosiniak-Kamysz mówił o "wątku rosyjskim"

Decyzji o relegacji ucznia nie podjęto też m.in. w Sierpcu (tam 17-latek inspirowany ekstremizmem planował zamach na nauczycieli z nożem w ręku) i Przasnyszu (17-latek najprawdopodobniej rozsiewał pogróżki, że dokona ataku w szkole).

W ramach rozwoju wydarzeń szkoła będzie podejmować niezbędne, prawnie dopuszczalne kroki – mówi o2.pl Piotr Kołakowski, dyrektor LO im. KEN w Przasnyszu.

Z informacji o2.pl wynika, że również dyrektorzy innych szkół, w których zaszła jakakolwiek groźba ataku, na razie nie skłaniają się do usuwania nastolatków z placówek. Jak udało nam się ustalić, takiej decyzji nie podjęto jeszcze nawet w Szkole Podstawowej im. Jana Pawła II w Leszczydole-Nowinach. To tam 15-letni Wiktor S. z nożem w ręku zamordował 37-letnią woźną, a także ranił nauczycielkę i dyrektora.

Na razie dyrektor placówki Krzysztof Ochmański opracowuje plan ponownego otwarcia szkoły (ma do tego dojść w poniedziałek, 19 października) i próbuje radzić sobie z psychicznymi i fizycznymi ranami, których doznał w trakcie ataku nastoletniego nożownika.

Mam na temat uczniów i tych ataków wiele przemyśleń, ale na razie nie chcę ich jeszcze ujawniać. To za wcześnie. Muszę ułożyć sobie wszystko w głowie. Jestem zszokowany i przerażony tym, co zaszło na poziomie dzieci. Wiem, że generalnie większość z nich by tego nie zrobiła. To niewyobrażalna machina. Tragedia z naszej szkoły powinna pobudzić do myślenia nas, dorosłych. Czy nasze dziecko nie jest pod wpływem kogoś? Czy ten ktoś nie szykuje go do złego czynu? - mówi w rozmowie z o2.pl Ochmański.

Dyrektor szkoły spod Wyszkowa dodaje też, że rodzice powinni być czujni, a na "ferowanie wyroków" w wielu sprawach nastolatków jest jeszcze zbyt wcześnie.

Nas to dotknęło. Mnie bezpośrednio. Mamy też ofiarę, panią Darię. Ale ten chłopiec też jest w pewnym sensie ofiarą. Ja go nie tłumaczę. On przyszedł do szkoły świadomy, miał otwarte oczy. Widział panią Darię za szybą. Ale to, co go prowadziło, nie daje mi spokoju – dodaje dyrektor szkoły w Leszczydole-Nowinach w rozmowie z o2.pl.

Psycholog przestrzega przed radykalnymi krokami. "Ostracyzm nie jest rozwiązaniem"

Psycholog dziecięcy Marta Cieśla wskazuje w rozmowie z o2.pl, że dzieci coraz bardziej są narażone na radykalizację i werbowanie przez skrajne podmioty. Tłumaczy, że częściowo wynika to z umiejętności zdobywania zaufania nastolatków przez ekstremistów.

Musimy chronić takie (wykluczone, odrzucone, niezaopiekowane) dzieci przed radykalizacją. Do tego działa nam jeszcze na inną grupę młodych efekt Wertera, czyli zarażanie się i kopiowanie zachowań przez szerokie grono młodzieży: "Oho, to jest fajne, spróbuję" – tłumaczy psychoterapeutka w rozmowie z o2.pl.

Ekspertka zaznacza, że od skrajności, głupich żartów i ekstremizmu nie odstrasza wysoka kara, a wykrywalność. Tłumaczy, że wyłącznie upublicznienie tego, co robią młodzi ludzie, i uświadomienie im złamania prawa może dotrzeć do nastolatków.

Powinniśmy pokazywać młodym, że to, co robią, to złamanie prawa, a to już duża rzecz. Niech mierzą się z konsekwencjami, ale one muszą być jasne. Nic nam nie da to, że wyrzucimy ich ze szkoły. Wyczyścimy tylko swoje sumienia. Zamkniemy sprawę. Lepiej skierować ich np. na prace społeczne, konkretne. Tylko wymierne konsekwencje trafią do młodych – zaznacza Cieśla.

Chociaż część rodziców oraz rozmawiających z o2.pl policjantów wskazuje, że być może usunięcie ze szkoły byłoby najlepszym rozwiązaniem, to psycholog dziecięca przedstawia argumenty przeciwko tej tezie.

Usunięcie ze szkoły "żartownisia" nie będzie oddziaływać na poprawę jego działań. Może go wręcz pchnąć w kierunku radykalizacji. Usunięcie ludzi z systemu najczęściej do tego prowadzi. Trzeba pokazać uczniowi, który wraca do szkoły, że musi naprawić swoje zachowanie, ale nie jest zepsuty. To muszą być konkretne zadania/konsekwencje. Nie można powiedzieć "musisz się dobrze zachowywać". Konieczne są dobre wzorce. Wiele pracy do wykonania mają rodzice i szkoła. Konieczny jest przekaz "to było bardzo poważne, mogło przekreślić ci życie" – mówi Marta Cieśla w rozmowie z o2.pl.

Psychoterapeutka zaznacza, że "ostracyzm absolutnie nie jest rozwiązaniem", a rolą rodziców i nauczycieli jest obserwacja dzieci, ponieważ "rozwój skrajności to proces". Zdaniem Marty Cieśli "powinniśmy korzystać z amerykańskich wzorców, gdzie dochodziło już do takich przypadków".

I tam wyraźnie wskazane jest, że izolacja nie jest rozwiązaniem, a dziecko-sprawca nie ma jednego profilu psychologicznego. Każdy przypadek należy więc analizować indywidualnie – dodaje ekspertka w rozmowie z o2.pl.

Zdaniem Marty Cieśli niepokojący jest fakt, że "społeczeństwo popada ze skrajności w skrajność". Zaznacza również, że uczniowie, którzy nie chcą naprawić swoich win, powinni być kierowani do młodzieżowych ośrodków wychowawczych. W przypadku nastolatków, którzy tylko "żartowali", wykluczenie ze szkoły nie doprowadzi do niczego.

Społeczeństwo popada ze skrajności w skrajność. Albo brak konsekwencji, albo "wyrzućmy, rozwiążmy". To tak nie działa. Konieczny jest plan. Indywidualne podejście. Bo jeżeli uczeń ma wiele przewinień, dopuszcza się np. kradzieży i idzie drogą przestępczą, powinien być skierowany do młodzieżowego ośrodka wychowawczego na zlecenie sądu. Ale jeżeli uczeń popełnił jednorazowy wyskok, w jego mniemaniu "zażartował", wykluczenie ze społeczności szkolnej nie będzie rozwiązaniem - wskazuje psycholog w rozmowie z o2.pl.

O losach wszystkich 167 zatrzymanych nastolatków ostatecznie zdecyduje sąd rodzinny. Skład sędziowski orzeknie m.in., czy za groźby ataków na szkoły uczniów spotkają sankcje. Wachlarz kar jest w ich przypadku szeroki – to zarówno wspomniane już odizolowanie w zamkniętym młodzieżowym ośrodku wychowawczym, jak i możliwość nałożenia kontroli kuratora czy przeniesienie do innej placówki edukacyjnej.

W przypadku ucznia ze szkoły w Leszczydole-Nowinach najwyższą karą dla nieletniego może być umieszczenie w ośrodku wychowawczym do 24. roku życia. Jeżeli sąd uzna, że nastolatek może odpowiadać jak dorosły (kodeks karny przewiduje to w skrajnych przypadkach), grozi mu kara do 25 lat pozbawienia wolności.

Wybrane dla Ciebie