Tragedia na S10. Jechali 270 km/h. To on był właścicielem auta

Dotarliśmy do kolejnych ustaleń służb ws. śmiertelnego wypadku na S10 nieopodal Stargardu. Okazuje się, że prowodyrem szybkiej jazdy był najprawdopodobniej Marcin P., właściciel firmy budowlanej i zarazem pasażer. Nasze ustalenia częściowo potwierdzają śledczy. – Samochód, którym jechali podejrzani, należał do pasażera – mówi o2.pl prok. Julia Szozda z Prokuratury Okręgowej w Szczecinie.

BMW XM z wypadku pod Stargardem należało do Marcina P.BMW XM z wypadku pod Stargardem należało do Marcina P.
Źródło zdjęć: © Policja
Marcin Lewicki

Do tragicznego wypadku doszło 6 października na drodze S10 nieopodal Stargardu (woj. zachodniopomorskie). Adrian K. (kierowca) i Marcin P. (pasażer) poruszali się sportowym BMW XM. W pewnym momencie ich prędkość osiągnęła 270 km/h. Swój wyczyn nagrywali.

K. stracił kontrolę nad autem. Z ustaleń Prokuratury Rejonowej w Stargardzie wynika, że uderzył w tył prawidłowo jadącej Toyoty. W zdarzeniu zginął 70-letni kierowca auta. K. i P. uciekli z miejsca zdarzenia. Zostali złapani przez policjantów. Usłyszeli zarzuty m.in. spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym oraz ucieczki z miejsca zdarzenia. Grozi im 20 lat więzienia.


WIDEO
Luksusowa kraksa na DK-81. Audi uderzyło w Porsche, a potem w Fiata

Dlaczego zarzuty postawiono nie tylko kierowcy (Adrianowi K.), ale również pasażerowi (Marcinowi P.)? Z naszych ustaleń wynika, że według śledczych to P. wywierał presję na K., aby jechał szybciej. Namawiał go do znacznego przekroczenia prędkości i sprawdzenia osiągów sportowego BMW XM.

To jednak nie wszystko. Auto, którym jechali podejrzani, należało do Marcina P. Mężczyzna jest przedsiębiorcą. Ma znaną w regionie firmę budowlaną. Jest też deweloperem. Wielokrotnie brał udział w miejskich przetargach m.in. w Maszewie (pod Stargardem), gdzie odpowiadał za remont domu seniora. Mężczyzna – jak ujawniliśmy w jednym z poprzednich tekstów – był karany za groźby przeciwko swoim współpracownikom.

Samochód, którym jechali podejrzani, należał do pasażera – mówi o2.pl prok. Julia Szozda z Prokuratury Okręgowej w Szczecinie.

Obydwaj mężczyźni nie przyznają się do winy. Odmówili składania wyjaśnień. Decyzją sądu najbliższe trzy miesiące spędzą w areszcie.

Wybrane dla Ciebie