Robert Lewandowski nie zdołał wpisać się na listę strzelców w meczu Nashville SC – Chicago Fire. Gospodarze wygrali aż 3:0, a polski napastnik przez większość spotkania był odcięty od podań i miał niewiele okazji do zagrożenia bramce rywali.
Robert Lewandowski był sfrustrowany grą kolegów
Lewandowski szczególnie mocno dawał upust emocjom w pierwszej połowie. W 31. minucie po wygranym przez niego pojedynku w defensywie kamery zarejestrowały reakcję Polaka, który wyraźnie nie był zadowolony z poczynań swoich kolegów.
Napastnik bezradnie rozkładał ręce, pokazując frustrację, że sam musiał walczyć w obronie, wyręczając w tym zadaniu swoich kolegów.
Chicago nie potrafiło odpowiedzieć na trafienie Sama Surridge'a z 33. minuty. Do przerwy 38-latek nie oddał ani jednego strzału. Po zmianie stron doczekał się swojej szansy – w 59. minucie uderzył głową po dośrodkowaniu Robina Loda, ale nie był w stanie zaskoczyć bramkarza Nashville. Co ciekawe, Lewandowski ponownie musiał pomagać drużynie także we własnym polu karnym.
Nashville SC dobiło Chicago Fire
Chicago po przerwie miało optyczną przewagę, ale nie potrafiło przełożyć jej na konkretne sytuacje. Nashville było znacznie skuteczniejsze. W 78. minucie Cristian Espinoza podwyższył prowadzenie po podaniu Andy'ego Najara, a dziewięć minut później sam Espinoza obsłużył Hany'ego Mukhtara, który ustalił wynik na 3:0.
Dla Lewandowskiego był to zatem mecz bez gola i asysty. Chicago Fire poniosło natomiast kolejną porażkę, a Nashville SC umocniło się na czele Konferencji Wschodniej MLS.