23 chłopców skrzywdzonych. Biskup chronił księży. Chce uniewinnienia

Prokuratura domaga się dla biskupa Andrzeja Jeża 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu na trzy lata oraz 20 tys. zł grzywny. Duchowny odpowiada za brak niezwłocznego zawiadomienia organów ścigania o przestępstwach seksualnych dwóch księży. Obrońcy hierarchy wnieśli o uniewinnienie, a tarnowski sąd ogłosi wyrok 29 października.

Biskup Jeż stanął przed sądemBiskup Jeż stanął przed sądem
Źródło zdjęć: © Wikimedia Commons
Danuta Pałęga

Najważniejsze informacje

  • Andrzej Jeż odpowiada za brak niezwłocznego zawiadomienia organów ścigania o przestępstwach seksualnych dwóch księży.
  • Prokurator ocenił, że społeczna szkodliwość zarzucanych czynów jest znaczna i nie ma okoliczności łagodzących.
  • Obrona podważa interpretację przepisów oraz wskazuje na działania i zaniechania innych instytucji.

15 października przed Sądem Rejonowym w Tarnowie zakończyły się mowy końcowe w procesie biskupa diecezji tarnowskiej. To pierwsze w Polsce postępowanie sądowe dotyczące hierarchy oskarżonego o niezawiadomienie organów ścigania o wykorzystywaniu małoletnich przez podległych mu duchownych. Sprawa dotyczy księży Stanisława P. i Tomasza K.

Argumenty prokuratury w sprawie biskupa

Prokurator Marcin Stępień z Prokuratury Rejonowej w Tarnowie przekonywał, że kuria dysponowała wiarygodnymi informacjami o przestępstwach i powinna przekazać je służbom po zmianie przepisów w 2017 r. W przypadku księdza Stanisława P. zgłoszenie nastąpiło po ponad trzech latach, a wcześniej sprawę opisał ks. Isakowicz-Zaleski.

Nie ma powodów, które mogłyby uzasadnić ukrywanie pedofilii. Jeżeli ktoś uważa, że czynił to dla dobra własnego środowiska, w którym funkcjonuje, lub w obawie przed krytyką ze strony społeczeństwa, to tym bardziej zasługuje na karę – mówił prokurator podczas mowy końcowej.

Oskarżyciel podkreślał, że w sprawie księdza Stanisława P. pokrzywdzonych miało być 23 chłopców poniżej 15. roku życia. Według prokuratury opóźnienie w zawiadomieniu doprowadziło do przedawnienia czynów, przez co pokrzywdzeni nie mogą dochodzić swoich praw przed sądem.

Obrona wnosi o uniewinnienie

Obrońcy twierdzili, że w 2017 r. istniały wątpliwości dotyczące zakresu nowych przepisów. Spór dotyczył między innymi tego, czy obowiązek zgłaszania obejmuje także czyny popełnione przed wejściem nowelizacji w życie. Sąd Najwyższy rozstrzygnął tę kwestię w 2022 r., uznając, że obowiązek obejmuje również takie sprawy.

Mecenas Zbigniew Ćwiąkalski argumentował, że nie należy oceniać zachowania biskupa z perspektywy późniejszej wiedzy i późniejszej wykładni prawa. Obrona wskazywała też, że o czynach księdza Stanisława P. wiedziały osoby ze szkoły, kuratorium i gminy, lecz również nie zawiadomiły organów ścigania.

"Nie wiedziałem". Tak broni się biskup

W odniesieniu do księdza Tomasza K. obrońcy przekonywali, że biskup sądził, iż wszystkie osoby pokrzywdzone miały więcej niż 15 lat. Po uzyskaniu nowych informacji dotyczących jednej z nich sprawa miała zostać zgłoszona policji. Obrona podniosła także wątpliwości jurysdykcyjne, ponieważ czyny miały mieć miejsce głównie w Ukrainie.

Proces rozpoczął się w lutym. Andrzej Jeż nie przyznał się do zarzutów i wyjaśniał, że w obu sprawach wiarygodne informacje o przestępstwach otrzymał dopiero w momencie zgłoszenia ich przez kurię. Ustawa z 23 marca 2017 r. wprowadziła odpowiedzialność karną za niezawiadomienie między innymi o przestępstwie pedofilii. Wcześniej obowiązek miał charakter społeczny i nie wiązał się z karą.

Wybrane dla Ciebie