Najważniejsze informacje
- Do zdarzenia doszło 10 lipca na pokładzie lotu z Salonik w Grecji do Memmingen w Niemczech.
- Pasażer siedzący na miejscu 11F został częściowo wyssany przez pęknięte okno, a inni podróżni próbowali utrzymać go w kabinie.
- Michael O'Leary przekazał, że wstępne ustalenia sugerują uszkodzenie silnika przez ciało obce podczas startu, ale nie da się tego potwierdzić.
Ljubisa Karović, 61-letni przedsiębiorca z Serbii, po raz pierwszy opowiedział o feralnym locie Ryanaira, gdy nagle obudził go potężny huk. Jak relacjonuje "The Guardian", w samolocie miało pęknąć okno, a po kabinie zaczęły latać różne przedmioty. Część z nich miała zostać wyrzucona na zewnątrz.
Pierwsze, co wraca do Ljubisy Karovicia, to dźwięk przypominający eksplozję. Chwilę później usłyszał trzask pękającej szyby. Siedział przy oknie na miejscu 11F podczas lotu Ryanaira z Grecji do Niemiec. Mimo że od dramatycznego zdarzenia minęło już 11 dni, mężczyzna przyznaje, że wciąż nie może o nim zapomnieć.
Mężczyzna twierdzi, że siła dekompresji była tak duża, iż został częściowo wyssany na zewnątrz samolotu - od klatki piersiowej w górę - i niemal natychmiast stracił przytomność.
WIDEOMieszkańcy czekają na odwiedziny szopa. Zwierze podbija Seattle
Po awaryjnym lądowaniu 61-latek trafił do szpitala, gdzie udzielono mu pomocy. Jak przekazał, do dziś odczuwa ból po tym, co przeżył. Jego grecki prawnik Vasilis Tsiaras podkreślił, że klient otarł się o śmierć.
Pamiętam eksplozję - powiedział Karović w rozmowie z "The Guardian". Dodał też, że najbardziej wraca do niego dźwięk, który słyszy, gdy zamyka oczy. - Mam szczęście. Niewiele pamiętam, a głowa i szyja wciąż bolą, ale żyję - przekazał.
Prawnik Vasilis Tsiaras przekazał, że w najgroźniejszym momencie górna część ciała Ljubisy Karovicia znajdowała się poza samolotem, który leciał na wysokości około 4,6 tys. metrów z prędkością przekraczającą 600 km/h. Jak dodał, 61-latek podróżował do Niemiec, aby świętować urodziny swojego brata. Zamiast rodzinnego spotkania przeżył jednak dramatyczne chwile i trafił do szpitala. - Zawsze zapinajcie pasy - powiedział Karović.
61-latek leciał samolotem. Nagle pękło okno samolotu. Co mówi Ryanair?
Żona Ljubisy Karovicia, Svetlana Grković, siedziała trzy rzędy za mężem. Jak opowiadała, po pęknięciu okna w samolocie opadły maski tlenowe, a inni pasażerowie trzymali 61-latka, aby nie został wyssany na zewnątrz. Według jej relacji jeden z podróżnych próbował najpierw zatkać otwór torbą, a później walizką.
Dziewczyna siedząca obok niego chwyciła go za rękę, a we troje wciągaliśmy go do samolotu. Mój mąż trzykrotnie stracił przytomność. Przystawili walizkę do wybitego okna, ale siła zasysania natychmiast wyrwała ją na zewnątrz - opisywała kobieta.
Do sprawy odniósł się także Ryanair. Linia lotnicza podkreśliła, że załoga zachowała się wzorowo i zrobiła wszystko, by bezpiecznie opanować sytuację. Szef przewoźnika, Michael O'Leary, poinformował, że wstępne ustalenia wskazują na możliwe uszkodzenie silnika przez ciało obce podczas startu z Salonik.
Zaznaczył jednak, że śledztwo nadal trwa i na tym etapie nie można przesądzić, co dokładnie doprowadziło do incydentu. Dodał również, że 18-letni Boeing 737 był regularnie serwisowany, a lot obsługiwała spółka Malta Air.
Gdy tylko samolot zniżył się do bezpiecznej wysokości, nasza załoga zajęła się panem Karoviciem i udzieliła mu wsparcia, przenosząc go na inne miejsca (obok żony) oraz organizując, by lekarz na pokładzie siedział z nimi do lądowania w Salonikach - informował Ryanair.