Podczas wakacji można naciąć się na różnego rodzaju sztuczki i pułapki na turystów. Coś na ten temat wie pani Julia, która niedawno odwiedziła Rzym. - Byłam z przyjaciółmi w Rzymie i tego dnia wybraliśmy się pod Koloseum. Przy obiekcie oczywiście tłumy. Nie byliśmy we Włoszech pierwszy raz, to raczej nasz regularny kierunek, więc wydawało nam się, że znamy wszystkie sztuczki i pułapki na turystów nas nie dotyczą. Na chwilę się rozdzieliliśmy, by każdy spokojnie mógł robić zdjęcia. Ja stałam trochę dalej, moi koledzy skierowali się w stronę schodów, czyli zwężania, by zejść niżej na plac - zrelacjonowała na wstępie rozmowy z o2.pl.
W pewnym momencie dostrzegła bardzo zaskakujące zachowanie obcego mężczyzny.
Byłam w totalnym szoku, gdy zobaczyłam jak pewien mężczyzna bierze mojego przyjaciela za rękę i bez skrępowania zakłada mu na nią bransoletkę. To był moment i ozdoba została zaciśnięta na nadgarstku. Bez pytania, tylko z luźną rozmową - skąd jesteście itp.- powiedziała.
Następnie przyznała, że "szok był jeszcze większy dlatego, że nie byli przypadkową grupą turystów". - Bransoletka została założona komuś, kto doskonale porusza się w tym klimacie i perfekcyjnie mówi po włosku. Jest też bardzo świadomy tego, co chce albo czego nie chce kupić - wyznała.
"Dostałam agresywne pytanie"
Pani Kinga, widząc, co się dzieje, chwyciła za aparat. Obcy mężczyzna zareagował niemal natychmiast.
Zbliżając się zaczęłam robić zdjęcia. Z boku natychmiast dostałam agresywne pytanie od innego mężczyzny z bransoletkami, dlaczego fotografuję tego człowieka. Szybko odbiłam piłeczkę, że robię zdjęcie moim przyjaciołom i zostawił mnie w spokoju, ale tamten umiejętnie się ustawił, tak, bym widziała jedynie plecy - podkreśliła.
Skończyło się na tym, że przyjaciel naszej czytelniczki wyciągnął drobne pieniądze z kieszeni.
Ostatecznie usłyszeliśmy hasło, że możemy dać za bransoletkę ile chcemy i przyjaciel wyciągnął z kieszeni 2 euro. Nie było konkretnej ceny, a może ta kwota wystarczyła, bo panowie niekomfortowo czuli się, gdy ich fotografowałam. Na ręce zostały trzy bransoletki, choć identyczne w sklepach z pamiątkami kosztowały 2 euro za każdą - czyli wyszliśmy na tym korzystnie. Fakty są jednak takie, że nikt ich nie potrzebował