"Byłam w totalnym szoku". Taki proceder w Rzymie. Polka ujawnia

Pani Julia wróciła z wakacji w Rzymie. Przy okazji tego wyjazdu doświadczyła procederu, który postanowiła nagłośnić. Ci, którzy wybierają się w okolice Koloseum, powinni mieć na uwadze, jakie sztuczki są tam stosowane. - Byłam w totalnym szoku - nie ukrywa czytelniczka o2.pl.

Wcisnęli turyście bransoletkę. Taki proceder we Włoszech.Wcisnęli turyście bransoletkę. Taki proceder we Włoszech.
Źródło zdjęć: © o2.pl
Mateusz DomańskiSonia Nałęcz

Podczas wakacji można naciąć się na różnego rodzaju sztuczki i pułapki na turystów. Coś na ten temat wie pani Julia, która niedawno odwiedziła Rzym. - Byłam z przyjaciółmi w Rzymie i tego dnia wybraliśmy się pod Koloseum. Przy obiekcie oczywiście tłumy. Nie byliśmy we Włoszech pierwszy raz, to raczej nasz regularny kierunek, więc wydawało nam się, że znamy wszystkie sztuczki i pułapki na turystów nas nie dotyczą. Na chwilę się rozdzieliliśmy, by każdy spokojnie mógł robić zdjęcia. Ja stałam trochę dalej, moi koledzy skierowali się w stronę schodów, czyli zwężania, by zejść niżej na plac - zrelacjonowała na wstępie rozmowy z o2.pl.

W pewnym momencie dostrzegła bardzo zaskakujące zachowanie obcego mężczyzny.

Byłam w totalnym szoku, gdy zobaczyłam jak pewien mężczyzna bierze mojego przyjaciela za rękę i bez skrępowania zakłada mu na nią bransoletkę. To był moment i ozdoba została zaciśnięta na nadgarstku. Bez pytania, tylko z luźną rozmową - skąd jesteście itp.- powiedziała.

Następnie przyznała, że "szok był jeszcze większy dlatego, że nie byli przypadkową grupą turystów". - Bransoletka została założona komuś, kto doskonale porusza się w tym klimacie i perfekcyjnie mówi po włosku. Jest też bardzo świadomy tego, co chce albo czego nie chce kupić - wyznała.

Sztuczka naciągaczy. Turystka z Polski ujawnia.
Sztuczka naciągaczy. Turystka z Polski ujawnia. © o2.pl
Sztuczka naciągaczy. Turystka z Polski ujawnia.
Sztuczka naciągaczy. Turystka z Polski ujawnia. © o2.pl

"Dostałam agresywne pytanie"

Pani Kinga, widząc, co się dzieje, chwyciła za aparat. Obcy mężczyzna zareagował niemal natychmiast.

Zbliżając się zaczęłam robić zdjęcia. Z boku natychmiast dostałam agresywne pytanie od innego mężczyzny z bransoletkami, dlaczego fotografuję tego człowieka. Szybko odbiłam piłeczkę, że robię zdjęcie moim przyjaciołom i zostawił mnie w spokoju, ale tamten umiejętnie się ustawił, tak, bym widziała jedynie plecy - podkreśliła.

Skończyło się na tym, że przyjaciel naszej czytelniczki wyciągnął drobne pieniądze z kieszeni.

Ostatecznie usłyszeliśmy hasło, że możemy dać za bransoletkę ile chcemy i przyjaciel wyciągnął z kieszeni 2 euro. Nie było konkretnej ceny, a może ta kwota wystarczyła, bo panowie niekomfortowo czuli się, gdy ich fotografowałam. Na ręce zostały trzy bransoletki, choć identyczne w sklepach z pamiątkami kosztowały 2 euro za każdą - czyli wyszliśmy na tym korzystnie. Fakty są jednak takie, że nikt ich nie potrzebował
Wybrane dla Ciebie