Były policjant o sprawie Iwony Wieczorek. Wskazuje na jedną osobę

Były policyjny analityk Marek Siewert, który pracował przy sprawie zaginięcia Iwony Wieczorek w latach 2010–2016, wraca do kluczowych wątków śledztwa. W podcaście "W Cieniu Śledztwa Szostak" mówi, że dziś w pierwszej kolejności skupiłby się na byłym chłopaku 19-latki.

.Iwona Wieczorek zaginęła w lipcu 2010 r.
Źródło zdjęć: © Facebook
Edyta Tomaszewska

Pierwsze godziny po zaginięciu Iwony Wieczorek mogły przesądzić o tym, że śledztwo do dziś nie przyniosło przełomu. Marek Siewert ocenił w rozmowie z Aldoną Błaszczyk-Szostak, że sprawę dało się wyjaśnić nawet w pół roku, ale przeszkodziły w tym błędy na starcie oraz częste zmiany osób prowadzących postępowanie.

Zaginięcie Iwony Wieczorek: ostatnie pewne ustalenia

Iwona Wieczorek zaginęła w nocy z 16 na 17 lipca 2010 r. w Trójmieście. Według relacji przytoczonych przez Siewerta, 19-latka spędzała wieczór ze znajomymi: Pawłem P. i jego dwoma kolegami (Adrianem oraz znacznie starszym Markiem). W spotkaniu uczestniczyła też 17-letnia koleżanka Iwony, Adria.

Najpierw grupa spotkała się na działce należącej do dziadków Pawła P., a później pojechała do sopockiego Dream Clubu. Z czasem atmosfera miała się pogorszyć i Iwona postanowiła wrócić do domu sama.


WIDEO
Matka Iwony Wieczorek ujawnia, że córka jej się śni


Siewert przypomniał, że po przejściu kilku kilometrów, o godz. 4.12, monitoring zarejestrował ją po raz ostatni w pobliżu wejścia nr 63 na plażę w gdańskim Jelitkowie. Od tego momentu ślad po niej się urywa.

Park Reagana i pytanie o miejsce zdarzenia

Wątek Parku Reagana przez lata często pojawiał się w publicznych dyskusjach, bo park leżał na trasie, którą mogła iść Iwona. Były analityk uznał jednak, że scenariusz zdarzenia właśnie na terenie parku jest mało prawdopodobny.

Jego argument dotyczy przede wszystkim braku śladów i ryzyka, że przy porannym ruchu ktoś mógłby coś zauważyć. Podkreślał, że był już wczesny poranek, okolice nadmorskie zaczynały zapełniać się ludźmi, a na nagraniach widać było także spacerowiczów.

W rozmowie padła jedna z najmocniejszych ocen Siewerta dotyczących tego wariantu.

- Przykro mi to mówić, ale zwłoki byłoby czuć już z odległości stu metrów - mówił Marek Siewert w podcaście "W Cieniu Śledztwa Szostak".

Kłótnia w tle? SMS około godz. 1.00

Siewert zwrócił uwagę na moment, który mógł wpłynąć na zachowanie Iwony jeszcze w trakcie imprezy. Według niego około godz. 1.00 19-latka otrzymała SMS od koleżanki bawiącej się w klubie Banana Beach na deptaku w Sopocie. Wiadomość miała dotyczyć tego, że były chłopak Iwony, Patryk, spędza czas z innymi dziewczynami.

Były analityk przekonywał, że od tego momentu widać zmianę w zachowaniu Iwony: miała się zdenerwować i chcieć szybciej zakończyć zabawę. Zaznaczał też, że Iwona nie tłumaczyła znajomym, dlaczego chce wyjść, ale przesłuchano koleżankę, która wysłała wiadomość.

Paweł P. i Patryk G.: różne zachowania podczas przesłuchań

Marek Siewert opisywał, że Paweł P. był znajomym poznanym przez Iwonę zaledwie miesiąc przed zaginięciem i z jego perspektywy nie było sygnałów, by łączyło ich coś więcej. Wspominał też o przesłuchaniu Pawła, w którym - jak relacjonował - mężczyzna zachowywał spokój, odpowiadał logicznie i nie okazywał stresu.

Inaczej - według Siewerta - miało wyglądać zachowanie Patryka G. Były analityk mówił, że uczestniczył w czwartym przesłuchaniu byłego chłopaka Iwony i analizował trzy wcześniejsze. Opisywał go jako człowieka wyraźnie spiętego i zdenerwowanego, a także przygotowanego do odpowiedzi. Z jego relacji wynika, że odniósł wrażenie, iż ktoś mógł Patryka przygotować do tego przesłuchania.

Sprzeczności, telefon i "ustalanie alibi"

Siewert podnosił również kwestię rozbieżności między wcześniejszymi zeznaniami Patryka a tym, co - według niego - miało wynikać z analizy dokumentów. Kluczowy miał być czas nocy, w której zaginęła Iwona. Patryk miał wcześniej twierdzić, że po północy wrócił do domu i poszedł spać, ale analiza materiałów miała wskazywać, że do ok. godz. 3.00–4.00 funkcjonował w okolicach Parku Reagana.

Były analityk mówił też o analizie połączeń telefonicznych, z której miało wynikać, że Patryk przemieszczał się nie tylko pieszo, ale również jakimś środkiem lokomocji. Relacjonował, że później Patryk przyznał, iż grupa miała samochód, a w jego wypowiedziach pojawiała się liczba mnoga: "byliśmy", "jeździliśmy", "rozmawialiśmy".

Wątpliwości Siewerta miały wzbudzić także słowa jednego z kolegów Patryka dotyczące tego, dlaczego nie uczestniczyli w poszukiwaniach od razu. Z przytoczonej przez analityka odpowiedzi wynikało, że po kilku dniach grupa spotkała się i zastanawiała, co robiła tamtej nocy. Siewert interpretował to jako próbę ułożenia spójnej wersji wydarzeń, a więc "ustalanie alibi". Wskazywał przy tym, że zeznania kolegów były do siebie zbliżone, a jednocześnie miały mijać się z ustaleniami wynikającymi z dokumentacji.

"Osoba number one" w ocenie byłego analityka

Marek Siewert nie ukrywał, że dziś w pierwszej kolejności przyjrzałby się byłemu chłopakowi Iwony Wieczorek. Wprost wskazał, że to dla niego najważniejszy kierunek.

- Jest to osoba number one. To jest osoba dla mnie podejrzana. Uważam, że osoba, która kłamie, robi to albo dlatego, że bardzo się czegoś boi, albo chce coś ukryć - mówił Marek Siewert w podcaście.

Były analityk wyjaśniał, że kłamstwo może wynikać z lęku albo chęci ukrycia czegoś, a w części przypadków także z problemów natury psychicznej. Wspomniał również, że po zaginięciu Iwony Patryk miał wymagać konsultacji psychologicznej.

Zwrócił też uwagę na nietypową - w jego ocenie - sytuację, że gdy odkryto zniknięcie Iwony, Patryka nie było ani w Gdańsku, ani w Sopocie przez dwa dni, a jednocześnie analiza połączeń telefonicznych miała pokazywać wyjątkowo intensywną aktywność: setki połączeń w ciągu doby, co utrudniało ustalenie, gdzie przebywał.

Wybrane dla Ciebie