Najważniejsze informacje
- Do zdarzenia doszło we wtorek w Biedronce przy stacji metra Stokłosy na warszawskim Ursynowie.
- Z relacji świadków wynika, że trzy kobiety miały nakłaniać nastolatkę do zapłaty za koszyk z drogimi produktami o wartości ponad 400 zł.
- Policja potwierdza, że w sklepie była też matka dziewczyny, a towar ostatecznie wrócił do sklepu.
Do próby wymuszenia doszło w Biedronce przy stacji metra Stokłosy. Świadkiem wydarzenia była pani Zofia.
Wchodząc do Biedronki przy stacji metra Stokłosy, zobaczyłam tłum ludzi wokół zapłakanej, 15-letniej dziewczyny. Przy szklanych drzwiach stał całkowicie bezradny ochroniarz. Za drzwiami panował niesamowity chaos i krzyk, jakiego jeszcze nie widziałam. Miotały się tam trzy kobiety, z których jedna trzymała na ręku dziecko. Tak głośno się darły, że trudno to sobie wyobrazić - relacjonuje czytelniczka Halo Ursynów.
Wyszła na spacer. Policjanci gonili krowę po ulicach
Z relacji kobiety wynika, że Romki miały namówić nastolatkę do zapłaty za drobne zakupy, używając dziecka, które jedna z oszustek trzymała na ręku, jako karty przetargowej. Jednak gdy doszło do płacenia, okazało się, że zamiast niewielkich zakupów kobiety załadowały koszyk za przeszło 400 złotych.- opisuje pani Zofia.
W torbie reklamowej znajdowały się kosztowne produkty, między innymi Rafaello czy chemia droższych marek. Żeby zapakować w jedną torbę towary za klikaset złotych, musiały to być drogie rzeczy, a nie kartofle, cebula czy żółty ser - opisuje pani Zofia.
Wrzaski i szarpanina
Gdy dziewczyna chciała się wycofać, krzykami kobiety wymogły na niej zapłatę za zakupy. Wtedy interweniowali świadkowie. Jedna z obecnych na miejscu kobiet zatrzymała oszustki, zanim zdążyły opuścić sklep.'
Ta pani trzymała w ręku telefon i mówiła: Nie, nie dam tego wynieść, oszukałyście tę dziewczynę, ona płacze, tak nie można. A te kobiety atakowały ją potężnym wrzaskiem. Atakowały głównie krzykiem, chociaż jedna rzuciła się na nią z rękami. Miotały się tam trzy kobiety, z których jedna trzymała na ręku dziecko. Tak głośno się darły, że trudno to sobie wyobrazić - relacjonowała kobieta.
Pani Zofia wezwała kierownictwo sklepu, zadzwoniono też po policję.
Sprawczynie zbiegły przed przyjazdem służb
Z relacji mundurowych wynika że nastolatka nie była w sklepie sama - towarzyszyła jej matka. Najprawdopodobniej to właśnie ona była kobietą, która zgodnie z relacją świadków jako pierwsza stanęła w obronie dziewczyny.
Matka i córka były klientkami. Zostały poproszone o zakup artykułów spożywczych, na co dobrowolnie się zgodziły - informuje asp. szt. Marta Harebska z mokotowskiej komendy policji.
Gdy służby dotarły na miejsce niedoszłe naciągaczki zdążyły już się ulotnić, pozostawiając na miejscu torbę z 'łupem".
Towar został zwrócony do sklepu a poszkodowane nie chciały nic zgłaszać - informuje asp. szt. Marta Harebska.