WAŻNE
TERAZ

Gabinet pseudoginekologa. Szukały ratunku, trafiały do szarlatana

Chciały zmusić nastolatkę do zakupów za kilkaset złotych

Do zuchwałej próby oszustwa doszło w ostatni wtorek w jednej z ursynowskich Biedronek. Trzy kobiety narodowości romskiej miały zmusić nastolatkę do zapłacenia za zakupy za kilkaset złotych. Przed stratą pieniędzy dziewczynę uratowała tylko natychmiastowa reakcja świadków.

Policja została wezwana do BiedronkiPolicja została wezwana do Biedronki
Źródło zdjęć: © Getty Images | ZipZapic.com
Anna Wajs-Wiejacka

Najważniejsze informacje

  • Do zdarzenia doszło we wtorek w Biedronce przy stacji metra Stokłosy na warszawskim Ursynowie.
  • Z relacji świadków wynika, że trzy kobiety miały nakłaniać nastolatkę do zapłaty za koszyk z drogimi produktami o wartości ponad 400 zł.
  • Policja potwierdza, że w sklepie była też matka dziewczyny, a towar ostatecznie wrócił do sklepu.

Do próby wymuszenia doszło w Biedronce przy stacji metra Stokłosy. Świadkiem wydarzenia była pani Zofia.

Wchodząc do Biedronki przy stacji metra Stokłosy, zobaczyłam tłum ludzi wokół zapłakanej, 15-letniej dziewczyny. Przy szklanych drzwiach stał całkowicie bezradny ochroniarz. Za drzwiami panował niesamowity chaos i krzyk, jakiego jeszcze nie widziałam. Miotały się tam trzy kobiety, z których jedna trzymała na ręku dziecko. Tak głośno się darły, że trudno to sobie wyobrazić - relacjonuje czytelniczka Halo Ursynów.

Wyszła na spacer. Policjanci gonili krowę po ulicach

Z relacji kobiety wynika, że Romki miały namówić nastolatkę do zapłaty za drobne zakupy, używając dziecka, które jedna z oszustek trzymała na ręku, jako karty przetargowej. Jednak gdy doszło do płacenia, okazało się, że zamiast niewielkich zakupów kobiety załadowały koszyk za przeszło 400 złotych.- opisuje pani Zofia.

W torbie reklamowej znajdowały się kosztowne produkty, między innymi Rafaello czy chemia droższych marek. Żeby zapakować w jedną torbę towary za klikaset złotych, musiały to być drogie rzeczy, a nie kartofle, cebula czy żółty ser - opisuje pani Zofia.

Wrzaski i szarpanina

Gdy dziewczyna chciała się wycofać, krzykami kobiety wymogły na niej zapłatę za zakupy. Wtedy interweniowali świadkowie. Jedna z obecnych na miejscu kobiet zatrzymała oszustki, zanim zdążyły opuścić sklep.'

Ta pani trzymała w ręku telefon i mówiła: Nie, nie dam tego wynieść, oszukałyście tę dziewczynę, ona płacze, tak nie można. A te kobiety atakowały ją potężnym wrzaskiem. Atakowały głównie krzykiem, chociaż jedna rzuciła się na nią z rękami. Miotały się tam trzy kobiety, z których jedna trzymała na ręku dziecko. Tak głośno się darły, że trudno to sobie wyobrazić - relacjonowała kobieta.

Pani Zofia wezwała kierownictwo sklepu, zadzwoniono też po policję.

Sprawczynie zbiegły przed przyjazdem służb

Z relacji mundurowych wynika że nastolatka nie była w sklepie sama - towarzyszyła jej matka. Najprawdopodobniej to właśnie ona była kobietą, która zgodnie z relacją świadków jako pierwsza stanęła w obronie dziewczyny.

Matka i córka były klientkami. Zostały poproszone o zakup artykułów spożywczych, na co dobrowolnie się zgodziły - informuje asp. szt. Marta Harebska z mokotowskiej komendy policji.

Gdy służby dotarły na miejsce niedoszłe naciągaczki zdążyły już się ulotnić, pozostawiając na miejscu torbę z 'łupem".

Towar został zwrócony do sklepu a poszkodowane nie chciały nic zgłaszać - informuje asp. szt. Marta Harebska.
Wybrane dla Ciebie