Najważniejsze informacje
- Ministerstwo obrony Korei Południowej zapewnia, że południowokoreańska armia i USA wykryły oraz śledziły starty pocisków 25 czerwca w czasie rzeczywistym.
- Resort tłumaczy opóźnienie komunikatu koniecznością dokładnej analizy danych wywiadowczych przed sformułowaniem wniosków.
- Eksperci cytowani przez Yonhap sugerują, że nietypowy manewr Korei Północnej mógł utrudnić pracę radarów wczesnego ostrzegania i wydłużyć weryfikację.
W Seulu wybuchła debata po tym, jak po ostatnich północnokoreańskich testach pocisków balistycznych nie pojawił się natychmiastowy komunikat wojska. Część polityków w Korei Południowej mówiła o "poważnej luce w bezpieczeństwie", a media zaczęły spekulować o przyczynach zwłoki.
Ministerstwo obrony Korei Południowej przekonuje, że nie doszło do przeoczenia zdarzeń ani przerwania współpracy z USA. Pułkownik Li Kjung Ho zdementował też pojawiające się w mediach sugestie, że zwłoka mogła wynikać z ograniczenia wymiany informacji wywiadowczych przez stronę amerykańską.
Kim Dzong Un pokazał nowy okręt wojenny. Korea Płn. przyspiesza wyścig zbrojeń
Korea Południowa i Stany Zjednoczone wykryły i śledziły w czasie rzeczywistym liczne pociski wystrzelone rankiem 25 czerwca, utrzymując ścisłą koordynację na wypadek wszelkich ewentualności - oświadczył w poniedziałek zastępca rzecznika resortu. Dodał też apel, by - nie podważać poświęcenia żołnierzy poprzez polityczne interpretacje - podkreślając gotowość armii.
Resort tłumaczy, że wstrzymanie publikacji miało związek z analizą materiału wywiadowczego. Według Li powodem opóźnienia była potrzeba "dogłębnej analizy danych" przed przedstawieniem ostatecznych wniosków na temat testów.
Nietypowy manewr i możliwe zmylenie radarów
Z piątkowych doniesień reżimowych mediów w Korei Północnej wynikało, że dzień wcześniej, pod osobistym nadzorem Kim Dzong Una, testowano m.in. zmodernizowane wieloprowadnicowe wyrzutnie 240 mm, pociski artyleryjskie 155 mm oraz taktyczne pociski balistyczne, w tym Hwasong-11Ra. Analitycy zwrócili uwagę, że pociski poleciały na dystans o ponad połowę krótszy niż standardowy zasięg operacyjny.
Jak przekazała południowokoreańska agencja Yonhap, eksperci wiążą ten sposób działania ze "zmasowanym ostrzałem" i próbą utrudnienia pracy systemów radarowych wczesnego ostrzegania Korei Południowej i USA. Według tej oceny taki manewr mógł wydłużyć czas weryfikacji, a w konsekwencji także opóźnić wydanie oficjalnych komunikatów.