Siostra Małgorzata Chmielewska, przełożona Fundacji Domy Wspólnoty Chleb Życia, opiekuje się m.in. uchodźcami z Ukrainy. W rozmowie z "Gazetą Wyborczą" przekonuje, że państwo jest bezradne wobec fali nienawiści do naszych wschodnich sąsiadów. Tylko w ostatnich tygodniach doszło do kilku takich przypadków. We Wrocławiu trzech mężczyzn skatowało parę Ukraińców, w Bielsku - Białej mężczyzna słownie znieważył trzy nastolatki z Ukrainy, a w Poznaniu pobito mężczyznę, który stanął w obronie chłopca z Ukrainy.
W jej fundacji przebywa 25 dorosłych i 18 dzieci z Ukrainy. To najczęściej niepełnosprawne matki z dziećmi albo matki z niepełnosprawnymi dziećmi. Dlatego ten język towarzyszy jej na okrągło.
- Nadia wychowywała się wśród Ukraińców. Mówi biegle po ukraińsku, podobnie jak katecheta z jej wiejskiej szkoły. Kiedyś pogadali sobie, ktoś usłyszał obcy język, no i koledzy z klasy dali Nadii nauczkę. Zlali ją, bo w Polsce mówi się po polsku - mówi "Wyborczej" siostra.
Dodaje, że Nadia jest Polką i ma 12 lat. - Do 10-letniego Krzysia nauczycielka powiedziała: "Wypier... na Ukrainę". Zaczęła go szarpać - mówi s. Chmielewska.
Zachowanie nauczycielki widziała osoba postronna. Do sprawy włączyło kuratorium. Siostra opisuje też przypadek ze szpitala w Ostrowcu Świętokrzyskim. Ukrainiec Igor nie rozumiał diagnozy, dlatego ojciec zadzwonił do siostry. Lekarka była niegrzeczna.
"- Jak jest się w Polsce, to się mówi po polsku" - miała wypalić. Nie chciała powiedzieć, zasłaniała tajemnicą lekarską. Tyle że człowiek leżał na łóżku, nie rozumiał jej i sam prosił o pomoc. W końcu przez przypadek wydusiła z siebie nazwę tej choroby. To był skomplikowany zwrot - mówi siostra "Wyborczej".
Marian Turski powiedział, że Auschwitz nie spadło nam z nieba. Antysemityzm, rasizm nie zaczęły się od obozów koncentracyjnych. Maszerowały latami. Także w Polsce, nie oszukujmy się. Sami mamy niechlubne karty historii, czego przykładem jest działająca na tych terenach Brygada Świętokrzyska - powiedziała \"Wyborczej\". - Mamy prymitywny nacjonalizm, wykorzystywany przez polityków i rosyjskie trolle. Z patriotyzmem nie ma on nic wspólnego - zakończyła.
Siostra Chmielewska w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" przekonuje, że "rozbudzanie złych emocji to robota polityków", z czego korzystają Rosjanie. Polskim politykom, według siostry, podkręcanie nastrojów ma się opłacać, bo trafiają na podatny grunt przez frustrację ludzi.