37-letni pan Konrad opowiadał, że przez lata pracował w Norwegii, z czasem dołączyła do niego żona. Wspólnie spędzili tam sześć lat i doczekali się trójki dzieci. Później zdecydowali, że wrócą do Polski. Kupili mieszkanie w Wielkopolsce i zaczęli je remontować. On został w Norwegii, by finansować wykończenie lokum, a żona wróciła do kraju z dziećmi. Przyjeżdżał regularnie na krótkie pobyty.
Według jego relacji do listopada 2024 r. życie rodzinne układało się bez większych problemów. Potem zaczął zauważać zmianę zachowania żony. Mężczyzna wskazywał m.in. na częstsze wizyty w kościele oraz pogorszenie kontaktu między nimi, w tym rzadsze rozmowy telefoniczne. Podczas pobytu w Polsce na przełomie świąt i sylwestra miał mieć poczucie, że atmosfera w domu wyraźnie się pogorszyła, a część wypowiedzi żony odebrał jako sygnał, że ich małżeństwo może się rozpadać.
Billingi i detektyw. Jak mąż odtworzył kontakt żony z jednym numerem
Pan Konrad twierdził, że przełomem okazały się billingi, ponieważ numer telefonu żony przez lata był formalnie zarejestrowany na niego. Po analizie połączeń miał zauważyć intensywny kontakt z jednym numerem. Wielogodzinne rozmowy późnym wieczorem, wiadomości oraz krótkie połączenia rano. Wskazywał też, że ta aktywność miała słabnąć, gdy przylatywał do Polski, a wracać po jego wyjeździe.
WIDEOProboszcz długo milczał. Przelała się czara goryczy. Pokazali nagranie
Mężczyzna zdecydował się zatrudnić prywatnego detektywa. Z jego relacji wynika, że ustalenia śledczego potwierdziły, iż żona spotyka się z mężczyzną w sposób dyskretny, w mało oczywistych miejscach. Opisywał, że do spotkań miało dochodzić m.in. po zwolnieniach ze stażu i po wcześniejszych ustaleniach, a para przemieszczała się samochodem w miejsca oddalone od zabudowań.
Ksiądz z parafii w Lublinie i pozew rozwodowy z orzeczeniem o winie
Pan Konrad złożył pozew rozwodowy z orzeczeniem o winie. Twierdzi, że dopiero w toku ustaleń stało się dla niego jasne, iż mężczyzną, z którym spotykała się jego żona, był ksiądz pełniący posługę w jednej z parafii w Lublinie. Wspominał, że duchownego znał z kościelnych uroczystości rodzinnych, w tym ze ślubu i chrztów dzieci.
Znałem go z twarzy. Nie byliśmy żadnymi kolegami, ale służył między innymi przy naszym ślubie, chrzcił nasze dzieci. Dla mnie to, co on zrobił, jest niepojęte. Moje dzieci mówiły do niego "wujku". Jeździli na wspólne wyjazdy. Wynajmowali domek, nocowali razem z moją żoną i dziećmi. Udawali rodzinę. A tak naprawdę on rozbił moją rodzinę – opowiada pan Konrad w rozmowie z "Dziennikiem Wschodnim".
Jednocześnie mężczyzna utrzymywał, że po rozpadzie relacji małżeńskiej żona zaczęła ograniczać mu kontakt z dziećmi i nastawiać je przeciwko niemu, przez co stracił z nimi więź.
Przeniesienie duchownego i komentarze w internecie
Pan Konrad relacjonował, że rozmawiał o sprawie z proboszczem, a także zgłaszał ją w kurii. W połowie czerwca na profilu facebookowym parafii w Lublinie pojawiła się informacja o zakończeniu posługi przez księdza i jego przejściu do innej parafii. We wpisie podano: "Decyzją Arcybiskupa Metropolity Lubelskiego Stanisława Budzika z dniem 1 lipca posługę w naszej Parafii kończy ks. (tu - personalia) - rozpocznie pracę w Parafii (tu - nazwa parafii)".
Pod publikacjami pojawiły się liczne komentarze. Część osób broniła księdza i kwestionowała zarzuty, inni wprost wiązali przeniesienie z relacją z kobietą. 28 czerwca parafia zamieściła też zdjęcia z pożegnania duchownego. W dyskusji nadal ścierały się opinie o powodach jego odejścia.
Interwencja na mszy i zawiadomienie na policję
Kilka dni po rozpoczęciu posługi w nowym miejscu ksiądz odprawiał mszę inaugurującą jego pracę. Pan Konrad twierdził, że przyjechał wtedy do kościoła i po zakończeniu kazania ostrzegł wiernych, po czym wyszedł. Według jego relacji duchowny zapowiedział wezwanie policji, a następnie złożył zawiadomienie o zakłóceniu nabożeństwa. Mężczyzna potwierdził, że składał wyjaśnienia na komisariacie.
Stanowisko księdza, kurii i Watykanu. Spór trwa w sądzie
Ksiądz Grzegorz w rozmowie z redakcją "Dziennika Wschodniego" zaprzeczył, że rozbił rodzinę pana Konrada i podkreślał, że sprawa jest w sądzie. Z jego strony padła też informacja, że żona mężczyzny miała złożyć zawiadomienie dotyczące znęcania się. Pan Konrad utrzymywał, że nie znęcał się nad żoną i nie otrzymał żadnych dokumentów w tej sprawie, a część zarzutów określał jako nieprawdziwe.
Stanowisko kurii
Kuria przekazała stanowisko przez rzecznika prasowego, ks. Adama Jaszcza. W przesłanej "Dziennikowi Wschodniemu" odpowiedzi wskazano, że ksiądz podjął wobec siebie działania naprawcze, które uznano za właściwe, dlatego może rozpocząć posługę w miejscu wskazanym przez biskupa.
Przypadek duchownego znany jest jego przełożonym. Sam podjął wobec siebie działania naprawcze, które uznajemy za właściwe. To sprawia, że może rozpocząć posługę jako wikariusz w miejscu wskazanym przez biskupa. Bycie księdzem nie oznacza, że człowiek nie popełnia błędów. Ponosi się też ich konsekwencje - podkreślił ks. Adam Jaszcz.
Rzecznik podkreślił też, że zakłócanie nabożeństw jest niedopuszczalne i że dochodzenie sprawiedliwości powinno odbywać się z poszanowaniem prawa i godności osób.
Sprawa rozwodowa pana Konrada i jego żony nadal toczy się w sądzie. Za nimi były już cztery rozprawy, kolejna została wyznaczona na listopad, a do przesłuchania ma pozostać jeszcze część świadków. Mężczyzna deklarował, że najważniejsze są dla niego dzieci, a równolegle podejmował kroki kościelne, w tym wysłał list do Watykanu.
Stolica Apostolska odpisała, że zapoznała się z opisem oskarżeń i zamierza wyjaśnić sprawę, kontaktując się z właściwym ordynariuszem.