Mogli uciec, ale zostali. Koniec rozejmu w chersońskim. "To jest powód"

W niedzielę, 1 listopada, zakończył się sześciodniowy rozejm w obwodzie chersońskim na południu Ukrainy. Mieszkańcy przygotowali się na powrót ostrzałów, choć krótka przerwa w walkach z Rosją dała im chwilę wytchnienia. W rozmowach z dziennikarzami Associated Press o swoich obawach opowiedzieli m.in. dyrektor miejscowego teatru, Ołeksandr Knyha, i 58-letnia krawcowa, Alla Vasylenko.

Koniec rozejmu w Chersoniu. Oni mimo wszystko nie wyjechali. Mówią, dlaczegoKoniec rozejmu w Chersoniu. Oni mimo wszystko nie wyjechali. Mówią, dlaczego (na zdj. mieszkańcy Oleszek, ilustracyjnie)
Źródło zdjęć: © Getty Images
Kacper Kulpicki

Zawieszenie broni rozpoczęło się we wtorek (27 października) we wczesnych godzinach porannych. Miało umożliwić przeprowadzenie operacji humanitarnej w Oleszkach – mieście położonym na kontrolowanym przez Rosję lewym brzegu Dniepru.

Według Białego Domu w wynegocjowaniu porozumienia pomogła pierwsza dama USA, Melania Trump. W Oleszkach przebywało wówczas około 2 tys. cywilów, którym brakowało podstawowych produktów i leków.

Mieszkańcy mogli zdecydować, czy chcą przedostać się na terytorium kontrolowane przez Ukrainę czy Rosję, czy też pozostać w mieście. Osobom, które nie zdecydowały się na wyjazd, uzupełniono zapasy żywności i środków medycznych. Ewakuację zakończono w sobotę. Dokładnej liczby osób, które opuściły miasto, nie ujawniono ze względów bezpieczeństwa.

W samym Chersoniu życie na chwilę stało się spokojniejsze, ale mieszkańcy nie mieli złudzeń, że sytuacja szybko się zmieni. Lokalni urzędnicy ostrzegali, że rosyjskie wojska sprowadziły w okolice więcej uzbrojenia i żołnierzy. Część mieszkańców obawiała się, że po zakończeniu rozejmu ostrzały będą jeszcze intensywniejsze.

Ołeksandr Knyha, dyrektor Chersońskiego Regionalnego Teatru Muzyczno-Dramatycznego im. Mykoły Kulisza, nie zamierza przerywać pracy. Zespół występuje w każdą sobotę i niedzielę, a spektakle odbywają się obecnie w piwnicy. Teatr przygotowuje również dodatkowe schronienie. Spośród 120 pracowników około 100 nadal przebywa w Chersoniu.

Oczywiście chcemy, żeby pokój wreszcie nastał. Pracujemy na linii frontu od czterech lat, ale nigdy nie odwołaliśmy przedstawienia. Cokolwiek się wydarzy, spektakl się odbędzie – zapowiedział w rozmowie z AP.

Pochodzi z Oleszek, skąd wcześniej dojeżdżał do pracy w Chersoniu. Jego rodzinne miasto pozostaje pod rosyjską kontrolą. Mimo upływu czasu nie porzucił nadziei na powrót do swojego domu.

To również jest powód, dla którego tutaj zostaję – przyznał.

Krawcowa z teatru w Chersoniu nie ma pieniędzy na ucieczkę

Inną perspektywę przedstawiła Alla Vasylenko, pracownica teatru odpowiedzialna za szycie kostiumów. Również nie planuje opuszczać miasta. Dodała, że krótka cisza wcale jej nie uspokoiła. Nie wierzy, że Rosja złagodzi ostrzał.

Nic się nie zmieni. Wszystko wróci do tego, jak było przed zawieszeniem broni, ponieważ wierzyć Rosjanom oznacza nie wierzyć samemu sobie – wyznała AP.

Krawcowa opiekuje się dziesięcioma psami. Wyjaśniła, że sama podróż w bezpieczniejsze miejsce kosztowałaby ją 50 tys. hrywien, czyli około 4350 zł. To kwota, na którą nie może sobie pozwolić.

Namawiają nas do wyjazdu, ale trzeba mieć dokąd pojechać i środki, żeby tam dotrzeć. [...] Dopóki nie wyzwolimy lewego brzegu, nie możemy mieć pewności, że to się skończy – podkreśliła.
Wybrane dla Ciebie