"Na wsi grabarz jest święty". Ile zarabiają pracownicy zakładu pogrzebowego?

Praca grabarza nie należy do łatwych i wcale nie musi być bardzo opłacalna. Pochówkami w znacznej części zajmują się pracownicy zakładów pogrzebowych, a zawód samego grabarza nie wiąże się już tylko z wykopywaniem świeżych grobów i otwieraniem mogił. Mistrzyni ceremonii pogrzebowych Aneta Dobroch oraz Robert "Grabarz" Konieczny przybliżyli o2.pl kulisy swojej pracy oraz porównali zarobki. Usłyszeliśmy także o najtrudniejszym pochówku.

Aneta Dobroch, mistrzyni ceremonii o pracy grabarzyAneta Dobroch, mistrzyni ceremonii o pracy grabarzy
Źródło zdjęć: © Facebook, Getty Images
Maciej Gąsiorowski

Grabarz jest jednym z najmniej poważanych zawodów. Często z uwagi na trudną specyfikę profesji związaną ze światem zmarłych, utożsamiany był w filmach i książkach z osobami nadużywającymi alkoholu. Swego czasu głośno było o skandalu, który wywołał grabarz na pogrzebie reżysera Stanisława Hebanowskiego (1912–1983), na cmentarzu w Gieczu (woj. wielkopolskie).

Z uwagi na swoją nietrzeźwość nie był w stanie złożyć trumny do grobu. Wówczas musieli zrobić to aktorzy Henryk Bista i Krzysztof Gordon. – Grabarz był bowiem mocno niedysponowany. Stulkowi z pewnością podobałby się taki pogrzeb. Nareszcie dotknął absolutu... – wspominał reżyser Jan Niemaszek.

Błoto, mróz i woda w grobie. "Grabarz na wsi jest święty"

Teraz grabarze to przeważnie eleganccy mężczyźni oraz kobiety, którzy zatrudniani są przez domy pogrzebowe. To oni otwierają groby i umieszczają trumny oraz urny w środku mogiły. Grabarze zatrudniani przez spółki komunalne lub poszczególne cmentarze zajmują się głównie wykopywaniem nowych miejsc grobowych, a na mniejszych nekropoliach proboszczowie, którzy są zarządcami cmentarzy parafialnych, zlecają im dodatkowe zajęcia związane z utrzymaniem czystości, koszeniem trawy czy wywozem śmieci.

Grabarze pracują w różnych warunkach atmosferycznych, różny jest grunt, nieraz jest błoto, woda podchodzi do grobu. Trzeba to zabezpieczyć, posypać piachem, często wypompowywać wodę w dniu pogrzebu. Dodatkowym utrudnieniem bywa także śnieg i mróz. To nie jest lekka praca – mówi o2.pl Aneta Dobroch.

Od 500 do nawet 2700 zł. Kolosalne różnice w stawkach

Kwestia zarobków zależy od lokalizacji cmentarza. W małych miejscowościach ta stawka różni się od tej w dużych aglomeracjach.

Na cmentarzach wiejskich rządzi grabarz i ksiądz. Można powiedzieć, że grabarz jest święty i on ustala sobie sam stawki. To nie jest mało. Kiedyś było to ok. 500 zł, a teraz podchodzi pod tysiąc. W dużych miastach bywają jeszcze większe – dodaje mistrzyni świeckiej ceremonii.

W woj. świętokrzyskim za otwarcie grobu trzeba zapłacić średnio 400–500 zł; koszt wykopania nowej mogiły ziemnej to już ok. 1000 zł. Stawki w Warszawie są dużo większe. Na Cmentarzu Bródnowskim i Cmentarzu Północnym trzeba zapłacić od 1400 do 1800 zł, w zależności od tego, czy chowamy urnę, czy trumnę.

Na Starych Powązkach jest to nawet 2700 zł – mówi nam Dobroch.

Grabarze dostosowują się już też do nowych trendów, czyli coraz częstszych pogrzebów świeckich, które odbywają się także w niedzielę. Co ciekawe, prawo do otwarcia takiego grobu ma nie tylko administrator nekropolii.

Zarządca cmentarza nie ma wyłączności na otwieranie grobu, zakłady pogrzebowe same mogą to robić. Ludzie są świadomi tego, że nie tylko on ma do tego prawo. Mało kto jednak to robi, by dać zarobić lokalnym grabarzom, którzy nie mają wielkiej liczby zleceń, zwłaszcza na małych cmentarzach – zauważa Aneta Dobroch, która bardzo dobrze wspomina pracę z grabarzami.

Więcej szczegółów pracy przy pogrzebach zdradził w o2.pl Robert "Grabarz" Konieczny, autor książki "Moja przyjaciółka śmierć", w której zdradza kulisy zawodu.

Za pojedynczy pogrzeb pracownik zakładu pogrzebowego nie dostaje pieniędzy, ma normalną miesięczną wypłatę, niezależnie od liczby pogrzebów – mówi nam grabarz, który pracuje na komunalnych cmentarzach w Poznaniu.

Konieczny wyjawia także, że współczesny grabarz dalej posługuje się łopatą przy kopaniu grobów.

Nie wszędzie da się wjechać koparką; są np. bardzo wąskie alejki między grobami, dlatego kopie się wtedy w sposób tradycyjny, niezależnie od warunków atmosferycznych – zaznacza.

Za wykopanie takiego grobu trzeba zapłacić od 1000 do 2000 zł, w zależności od tego, czy jest to grób urnowy, czy trumienny. Przy pogrzebie, gdzie jest chowany zmarły w trumnie, musi być przynajmniej czterech pracowników. Średnio zakłady pogrzebowe zatrudniają od 6 do 8 osób.

W Polsce w branży pogrzebowej w ponad czterech tysiącach zakładów pracuje ponad 26 tysięcy osób. Pracownik dużego domu pogrzebowego potrafi mieć nawet 5 pogrzebów dziennie. Daje to ponad 100 takich uroczystości miesięcznie.

Tacy pracownicy nie mają także unormowanych godzin pracy, są pod telefonem 24 godziny na dobę. Mogą być wezwani po zmarłego o każdej porze dnia i nocy.

W Polsce grabarze z domów pogrzebowych zarabiają minimum cztery tysiące złotych miesięcznie. W większych miastach są to większe pensje, nawet do 8 tysięcy złotych (brutto). To i tak dużo mniej niż chociażby w Niemczech, gdzie taki pracownik zarabia 4–5 tysięcy euro miesięcznie.

"Nie było nawet rodziców". Najtrudniejszy pochówek

Robert "Grabarz" Konieczny ze swojej pracy zapamiętał szczególnie jeden pogrzeb. Była to niezwykle smutna uroczystość.

Był to pogrzeb bliźniaków, którzy byli wcześniakami. Nikt nie przyszedł, był tylko ksiądz, który odprawił krótką ceremonię. Nie było nawet rodziców zmarłych dzieci – wspomina.
Wybrane dla Ciebie