Piekło na Ziemi Świętej
W domach strach, depresja, złość. Na ulicach - flagi. Morze flag Izraela. Poza tym broń, gaz, demolka. I jedno, czego zabraknąć nie może: Biblia.
- Na Zachodnim Brzegu ma miejsce dramat Palestyńczyków, którzy są nękani i wypędzani z domów przez izraelskich osadników.
- Postępująca aneksja palestyńskiego terytorium okupowanego przez Izrael trwa od dziesięcioleci, ale w ostatnich latach osiągnęła, według nowego raportu, "bezprecedensowe tempo".
- Na Zachodnim Brzegu był dziennikarz o2.pl. Na prośbę autora, którą ze względu na charakter wyjazdu uznaliśmy za zasadną, tekst publikujemy anonimowo.
- Zachodni Brzeg podzielony jest na trzy strefy: A (ok. 18 proc. terytorium), B (ok. 22 proc.) i C (ok. 60 proc.). Strefy A i B to, upraszczając, palestyńskie enklawy. Największa strefa C znajduje się pod pełną kontrolą cywilną i wojskową Izraela.
- Nasz dziennikarz odwiedził wioski w strefie C, w których - za pośrednictwem Polskiej Misji Medycznej - pomagają Polacy, w tym polskie MSZ.
- Rozmawiał z ludźmi, na których Izrael wydał "wyrok". Niedawno nakazał wyburzenie wioski Chan al-Ahmar i wysiedlenie wszystkich mieszkańców.
"Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie".
Grób Jezusa, ta cicha, malutka, schowana w kontemplacyjnym półmroku komnata, do której trzeba się schylić, ukorzyć, żeby wejść, znajduje się zaledwie godzinę drogi stąd. Ale jego słowa z "Kazania na górze" wydają się tutaj odległe nie o godziny, a lata świetlne. Niezrozumiałe. Jakby wypowiedziane w obcym, więcej - wymarłym języku.
Bo jak je rozumieć, kiedy ktoś przychodzi do twojego domu i mówi: to nie jest twój dom.
Jak je rozumieć, kiedy ktoś mówi, że ty właściwie nie istniejesz.
"Dumny homofob" i "szowinista"
- Wzmacniamy bezpieczeństwo państwa Izrael, zabijamy pomysł utworzenia państwa terrorystycznego w samym sercu kraju i umacniamy naszą obecność w ojczyźnie - w Judei i Samarii.
To już nie Jezus Chrystus, tylko Becalel Smotricz, ogłaszający 14 lipca br., że izraelski rząd przeznaczył 434 mln dolarów na utworzenie 34 nowych osiedli na Zachodnim Brzegu.
Smotricz - minister finansów, lider skrajnie prawicowej partii Religijny Syjonizm. "Dumny homofob", jak sam o sobie powiedział. Człowiek, który ubolewał nad tym, że świat nie pozwoli Izraelowi zagłodzić 2 milionów ludzi w Strefie Gazy, mimo że "może to być usprawiedliwione i moralne".
Przez "państwo terrorystyczne" rozumie Palestynę, której niepodległość uznaje 157 krajów członkowskich ONZ, w tym Polska.
Smotricz Palestyny nie uznaje, bo dla niego w ogóle "nie ma czegoś takiego jak naród palestyński", a Zachodni Brzeg, terytorium palestyńskie, w stosunku do którego używa wyłącznie biblijnej nazwy - Judea i Samaria - zamieszkują w jego ocenie "dwa miliony nazistów".
Sam tam mieszka - na izraelskim osiedlu, nielegalnym w świetle prawa międzynarodowego. Na innym żyje Itamar Ben-Gwir, lider partii Żydowska Siła, minister bezpieczeństwa wewnętrznego, który ma zakaz wjazdu m.in. do Polski i którego szef MSZ Radosław Sikorski określił niedawno mianem "szowinisty".
Smotricz i Ben-Gwir są dzisiaj w koalicji rządzącej Izraelem i z Biblią na ustach wypędzają Palestyńczyków z ich domów.
Idzie nowe
Grób Jezusa został daleko z tyłu, gdzieś za tumanami kurzu i chmurami spalin. Teraz kierowca jedzie przez Zachodni Brzeg, pokazuje na szpaler izraelskich flag przed nami i mówi: - Nowe.
To słowo pada tu cały czas.
Nowe flagi. Nowe osiedla. Nowe drogi. Wszystko nowe i wszystko Izraela. Wszystko na ziemi, na której Izraela jeszcze niedawno nie było.
Niedawno, czyli przed 7 października 2023 r. Chorzy od nienawiści, owładnięci manią zabijania terroryści z Hamasu przedarli się tego dnia przez izraelską granicę i zamordowali ok. 1,2 tys. osób, w większości cywilów. W odpowiedzi Izrael utopił we krwi Strefę Gazy, zabijając ponad 73 tys. ludzi - też głównie cywilów. To ta głośna świstem rakiet, wybuchem bomb i płaczem ofiar, bardziej drastyczna część odwetu, który dzień po dniu oglądał świat, oskarżając niekiedy - głosem państw (RPA), historyków (m.in. Omer Bartov) czy organizacji (m.in. Amnesty International czy izraelska B'Tselem) - że to już nie jest operacja militarna, tylko ludobójstwo.
Druga część odwetu, będąca właściwie przedłużeniem i intensyfikacją tego, co Izrael robi od dziesięcioleci, ma miejsce tu, na Zachodnim Brzegu. I dzieje się we względnej ciszy.
W ciszy miejsc takich, jak Abu Nuwar. To niewielki obszar niedaleko Jerozolimy, zamieszkiwany przez Beduinów, którzy osiedlili się tu po tym, jak w 1948 r. powstało państwo Izrael i zostali wygnani z pustyni Negew. Dzisiaj potomkowie tamtych Beduinów obawiają się, że powtórzą ich los.
- To się może wydarzyć w każdej chwili. W każdej chwili mogą przyjść i nakazać nam opuszczenie tych terenów - mówi Ahmad Ibrahim, lider lokalnej społeczności.
Nakaz, że mają się wynieść, ciąży na nich od 1997 r. Można by się przyzwyczaić i machnąć ręką. Ale teraz jest 2026. Zachodni Brzeg znika, coraz bardziej się kurczy - dla Palestyńczyków. Dla Izraelczyków przeciwnie - rośnie. Głównie za sprawą osadników, którzy przychodzą do ludzi takich, jak Ahmad, i mówią, że ziemia, na której mieszkają od dziesięcioleci, nie jest ich.
W najlepszym razie - atakują werbalnie. W najgorszym - burzą i niszczą, licząc, że ludzie, zmęczeni, zrozpaczeni, stłamszeni, wyniosą się sami.
Ostatni raz byli tydzień przed naszym spotkaniem. Teraz akurat jest spokój. Południe. Grupka dzieci gra w piłkę. Główki, piętki, kapki. Jeden z chłopaków czaruje tak, że wyrywa mi się w uniwersalnym języku futbolu głośne "Messi!", ale ten prostuje mnie zaraz w tym samym języku: "Ronaldo!".
Piłka chodzi od nogi do nogi, twarze rozpromienione, lecz na tę pogodną scenę pada złowrogi cień, kiedy Ahmad mówi: - Dzieci tutaj spodziewają się, że ich szkoła zostanie zburzona.
Zdarzyło się to już pięć razy. Pięć razy osadnicy przychodzili i burzyli szkołę - mały blaszany budynek z kilkoma ławkami, przy których siedzimy teraz z Ahmadem i jego żoną Jihan. Za każdym razem ją odbudowują. Za każdym razem, kiedy wjeżdża ciężki izraelski sprzęt i obraca coś w ruinę, zaciskają zęby i powtarzają sobie: zostajemy.
Coś ich tu trzyma, tak jak coś trzyma wszystkich Palestyńczyków. Ziemia. Niezgoda. Wiara.
- Mamy nadzieję, że Allah pomoże. Że to wszystko zatrzyma.
"Ukryty plan Izraela"
Tuk-tuk-tuk-tuk, ciągle tylko tuk-tuk-tuk-tuk.
Abu Nuwar leży obok Ma’ale Adumim, dużego izraelskiego osiedla zamieszkiwanego przez ok. 35 tys. ludzi. To oczko w głowie Smotricza, który w ramach tzw. projektu E1 chce zbudować ponad 3 tys. nowych domów między Ma’ale Adumim a Jerozolimą.
Projekt ten, z powodu presji międzynarodowej zamrożony przez ostatnie dziesięciolecia, ma odciąć Zachodni Brzeg od Jerozolimy i w konsekwencji, jak mówi Smotricz, "pogrzebać ideę państwa palestyńskiego". - To jest syjonizm w najlepszym wydaniu - cieszył się w sierpniu 2025 - budowanie, osiedlanie się i wzmacnianie naszej suwerenności na ziemi Izraela.
Jak się jedzie przez Zachodni Brzeg, to ten dźwięk, tuk-tuk-tuk-tuk, powraca cały czas, wwierca się w uszy. Wszędzie, również w okolicach Abu Nuwar, pracują koparki z młotami hydraulicznymi, które rozbijają skały, żeby zrobić miejsce dla nowych izraelskich dróg i domów.
Rechot historii. Pisał w 1964 r. Mahmud Darwisz, największy poeta palestyński, w "Dowodzie tożsamości", swoim najbardziej znanym wierszu: "Nie pozostawiłeś nam ani moim wnukom nic prócz tych skał".
Teraz, tuk-tuk-tuk-tuk, nawet skały znikają. W ich miejsce powstaną drogi o dostojnych nazwach. "Droga Suwerenności" w rejonie E1. Albo "Droga Biblijna", jak od czerwca 2026 r., z nadania premiera Binjamina Netanjahu, nazywana jest autostrada nr 60, biegnąca m.in. przez Betlejem i Hebron.
"Sześćdziesiątka" ma się stać "globalną marką turystyczną", prowadzącą do miejsc kultu religijnego - donosił w czerwcu br. izraelski portal Ynet.
Ale chodzi nie tylko o turystykę. Właściwie w ogóle nie chodzi o turystykę, twierdzi dr Muhammad Iskafi, lekarz z Palestyńskiego Stowarzyszenia Pomocy Medycznej (PMRS).
- Te drogi są po to, żeby ułatwić życie izraelskim osadnikom. Żeby mogli się łatwo dostać do Jerozolimy i Tel Awiwu. Żeby zachęcić ich do pozostania na Zachodnim Brzegu. Taki jest ukryty plan Izraela.
"Bezprecedensowe tempo"
Izraelskie osiedla powstają od dekad. Wiele z nich utworzono dawno temu, na długo przed tym, jak do władzy doszli Smotricz i Ben-Gwir.
Największe, Modi’in Illit, w którym żyje ok. 90 tys. ludzi - w 1994 roku.
Ma'ale Adumim w 1975. Tak samo Kedumim, gdzie mieszka ok. 4,5 tys. ludzi, w tym Smotricz.
Nie jest to nowe zjawisko, ale jak w opublikowanym w maju 2026 r. raporcie stwierdziły izraelskie organizacje "Peace Now" i "Kerem Navot", za obecnego rządu aneksja Zachodniego Brzegu osiągnęła "bezprecedensowe tempo".
185 nowych izraelskich osad powstało w latach 2023-2025 - poinformowano w raporcie.
118 palestyńskich społeczności pasterskich zostało w tym czasie wysiedlonych, "głównie w wyniku przemocy ze strony osadników".
Do tego zatwierdzono kolejne etapy procedur planistycznych dla 40,064 mieszkań w izraelskich osadach. Tylko w 2025 procedury te objęły 27,941 mieszkań - ponad dwukrotnie więcej niż w poprzednim rekordowym roku.
Przy drogach Zachodniego Brzegu - obok koparek, młotów hydraulicznych, wywożących gruzy ciężarówek oraz flag Izraela - wielkie banery reklamowe zachęcające do zakupu mieszkań w nowych blokach. Zanim jednak gdzieś powstaną bloki, na teren wchodzą "pionierzy", jak Netanjahu i spółka nazywają osadników.
Początki są niepozorne. Na jedno ze wzniesień, od których roi się na Zachodnim Brzegu, przywożony jest mały blaszany kontener mieszkalny. Wzniesienie jest istotne - z niego łatwiej jest patrzeć na wszystkich z góry; obserwować za pomocą lornetki, co robią Palestyńczycy mieszkający niżej.
Obok kontenera pojawiają się zaraz zbiorniki na wodę, agregaty prądotwórcze, panele słoneczne. W ziemię wbita zostaje flaga Izraela. Na dalszym etapie dochodzą synagogi, domy jednorodzinne, bloki, aż w końcu sprowadzają się tysiące ludzi - nie tylko z Izraela, ale też Żydzi z USA i innych części świata.
Część z tych kontenerów na wzniesieniach powstaje po uzyskaniu zgody administracyjnej od izraelskich władz, część (tzw. "outposts") to samowolka osadników, którzy na żadne zgody nie czekają.
Samowolka czy nie - z punktu widzenia prawa międzynarodowego obie formy osadnictwa są nielegalne. Ustęp szósty art. 49 IV Konwencji Genewskiej z 1949 r. mówi: "Mocarstwo okupacyjne nie może dokonywać deportacji lub przesiedlenia części własnej ludności cywilnej na terytorium przez nie okupowane".
Tyle prawo. A życie swoje.
"Wszyscy są uzbrojeni"
Chan al-Ahmar. Społeczność beduińska wspierana przez Polską Misję Medyczną (PMM) w ramach projektu współfinansowanego ze środków "Polskiej pomocy", programu rozwojowego Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP (wsparcie obejmuje m.in. cotygodniowe wizyty kliniki mobilnej, która dostarcza leki, i zajęcia psychospołeczne dla kobiet i dzieci).
19 maja 2026 r. Becalel Smotricz polecił wyburzenie wioski i przesiedlenie społeczności. Kiedy to nastąpi? Termin jest taki, jak wszędzie na Zachodnim Brzegu: "w każdej chwili".
Raz już, w 2018 r., Izrael próbował ich stąd wypędzić. Wysłał na miejsce swoje siły, doszło do przepychanek, tylko upór Palestyńczyków i międzynarodowa presja sprawiły, że do wysiedlenia nie doszło. Co będzie teraz? Polska Misja Medyczna zaalarmowała o sytuacji polski MSZ, ale na tym na razie koniec.
Na wzgórzu w Chan al-Ahmar jest już tymczasem izraelska osada. A po drugiej stronie kolejna. Obie nowe.
- Za każdym razem, kiedy przejeżdża samochód, dzieci się boją. Jeden z chłopców został dwa tygodnie temu potrącony przez osadnika - mówią mieszkańcy.
Sprawę zgłosili izraelskiej policji, pokazują pismo. Ale kręcą głowami. Wiedzą, że izraelska policja nic z tym nie zrobi. Prędzej niż osadnicy oni sami wylądują w więzieniu. Bo wypasają owce.
- Gdy ktoś tylko próbuje wypasać, jest zabierany na komisariat. Za pierwszym razem biorą tylko odciski palców. Za drugim - umieszczają w areszcie. Mówią, że to jest ziemia Izraela i nie możemy tu tego robić - twierdzi Dawud, mieszkaniec Chan al-Ahmar.
Dodaje, że od 7 października 2023 r. nikt tutaj - podobnie jak w innych beduińskich wioskach - nie ma regularnego dochodu. Wcześniej ludzie pracowali w izraelskich osadach - nie do końca im to odpowiadało, ale musieli z czegoś żyć. Potem Izrael cofnął wszystkie pozwolenia. Nie zgadza się też na wiele innych rzeczy, w tym na żadne prace konstrukcyjne, nawet tak drobne jak montaż drzwi we własnym domu.
Złam któryś z zakazów, a zaraz się pojawią.
- Wszyscy osadnicy są uzbrojeni. W broń, karabiny. W gaz łzawiący i pieprzowy - twierdzą mieszkańcy.
W innej, południowej części Zachodniego Brzegu w lipcu br. osadnicy z karabinami M4 przewieszonymi przez ramię otoczyli samochód, którym jechał amerykański kongresmen i potencjalny kandydat prezydencki w 2028 r. Ro Khanna.
- To, co się wydarzyło, było bezprecedensowe. Agresywni osadnicy zatrzymali obywateli amerykańskich, w tym urzędnika amerykańskiego. Wymachiwali karabinami M4, kopali opony naszego vana, śmiali się z nas i nagrywali wszystko na wideo - relacjonował polityk z progresywnego skrzydła Partii Demokratycznej.
Zrobiła się afera, trąbiły o tym media w Stanach Zjednoczonych i Izraelu, głos w końcu zabrał sam premier Netanjahu (Izrael jest "państwem prawa", osadnicy to "obywatele przestrzegający prawa", ale jest też ok. 150 "młodocianych delikwentów", którzy właściwie nie są osadnikami i osadnicy ich "potępiają").
Khanna "bał się o życie", ale stosunkowo szybko został puszczony wolno i wrócił do USA. Dla Palestyńczyków takie sytuacje to codzienność. Tyle że wrócić nigdzie nie mogą, bo już są u siebie.
"Zamknij się!"
- Ludzie mają depresję. Główny powód to okupacja i to, co robią im osadnicy. Bez przerwy o tym myślą - mówi Aya Ghafari, która prowadzi zajęcia psychospołeczne w beduińskich społecznościach.
Z kobietami rozmawia o tym, co przeżywają - w grupach i indywidualnie. Z dziećmi też, ale dociera do nich również przez zabawę, np. malowanie farbami - cokolwiek, żeby wlać trochę koloru w ich życie, nadziei, że świat może wyglądać inaczej. - Widać u nich strach. Ich mamy mówią, że mają koszmary, w nocy moczą łóżka - opowiada.
Mężczyźni w zajęciach udziału nie biorą. Nie chcą mówić o emocjach. Wolą o faktach. Więc Abu Suleiman wymienia.
Fakt pierwszy: osadnicy przecinają przewody doprowadzające wodę do domów; jak Palestyńczycy je naprawią, to przecinają znowu.
Fakt drugi: osadnicy przyszli z kamieniami i uszkodzili panele słoneczne, dzięki którym w wiosce jest prąd.
Fakt trzeci, który widzę na nagraniu pokazywanym przez jednego z mieszkańców: pojazdem typu buggy osadnik wjeżdża w ludzi.
Fakt czwarty, znowu nagranie: osadnicy pryskają w ludzi gazem pieprzowym.
Można tak wymieniać i wymieniać. Abu żyje w jednej z wiosek beduińskich w Chan al-Ahmar i stoi na czele Jerozolimskiego Komitetu Współpracy Beduinów.
Osadnicy są tuż obok. Jedna osada, druga. Nowe. Zaledwie kilkadziesiąt metrów stąd zatknęli w ziemi izraelską flagę.
Abu Sulaiman: - Powtarzają w kółko: "to już nie jest wasza ziemia, tylko nasza! Musicie się stąd wynieść". A ja im mówię: "Porozmawiajmy, napijmy się wspólnie kawy, chodźcie, zapraszamy. Teren jest duży, możemy być sąsiadami, żaden problem. Używajcie tej ziemi, ale naszą zostawcie nam". A oni na to, że nieee, że musimy się wynosić do Ramallah albo Jordanii.
Izrael proponuje im mieszkania w blokach, które wybuduje. Ale Beduini nie chcą żyć w izraelskich blokach. W ogóle w żadnych blokach. Chcą zostać tu, gdzie są od dekad, prowadzić własny, zgodny z beduińską tradycją tryb życia.
Abu: - Mój ojciec się tutaj urodził. I mój dziadek. Mam wszystkie dokumenty, które mówią, że to nasz teren. Ale oni mówią, że nie, że to Ziemia Abrahama i należy się im od tysięcy lat. My chcemy rozmawiać, oni nie. Ciągle tylko: "zamknij się, zamknij!".
Kolejne fakty: w środku nocy osadnicy przyjeżdżają na motorach, ustawiają się między domami Beduinów i puszczają głośno muzykę; przychodzą między domy ze swoimi owcami; nagrywają ludzi, robią im zdjęcia bez zgody.
- To się dzieje codziennie - mówi Abu.
Na razie, jak twierdzi, ludzie w jego wiosce nie dają się sprowokować - bo o to chodzi osadnikom, niech komuś tylko puszczą nerwy, niech tylko podniesie rękę. Wiedzą, że jak zareagują, skończy się źle - więzieniem, pobiciem, czymś jeszcze gorszym. Wszak po 7 października 2023 na Zachodnim Brzegu izraelscy żołnierze lub osadnicy zabili według Biura ONZ ds. Koordynacji Pomocy Humanitarnej (OCHA) ponad 1,2 tys. Palestyńczyków.
Dlatego Abu i wszyscy inni w wiosce zaciskają zęby. Ale ile człowiek jest w stanie znieść?
- Jeśli nas wypędzą stąd siłą, jeśli stracimy wszystko, co mamy, nowe pokolenie tego nie zaakceptuje. Być może młodzież stanie się agresywna. Zacznie walczyć. Nowe czasy mogą być bardzo niebezpieczne - martwi się Abu.
Osadnicy zamknęli niemal wszystkie drogi dojazdowe do wioski. Da się jeszcze dojechać jedną, złożoną głównie z piachu i kamieni. Raz w tygodniu przyjeżdża tędy klinika mobilna, dostarczająca m.in. leki. Jeździ tam dzięki Polskiej Misji Medycznej i pieniądzom polskich podatników. To kluczowa, jedyna właściwie forma pomocy medycznej dla tych ludzi. Ale długo już nie potrwa - MSZ zdecydował, że po 2026 r. projekt tutaj ani w innych miejscach, gdzie pomagała PMM, nie będzie kontynuowany.
Mieszkańcy Chan al-Ahmar zostaną sami.
Nadzieja
Nowe, wszystko nowe. Drogi, osady, rany, ofiary.
A nadzieja?
Jest, musi być, przecież nadzieja - i tu jeszcze raz Mahmud Darwisz - to "nieuleczalna choroba" Palestyńczyków.
Więc nowa nadzieja: 27 października w Izraelu odbędą się wybory parlamentarne. Może coś zmienią, choć dziś na Zachodnim Brzegu trudno jest znaleźć kogoś, kto by w to naprawdę wierzył. Ale z drugiej strony trudno też wierzyć, że osadnicy, wypędzenia, przesiedlenia - że to już tak zawsze. Że nigdy się nie skończy.
Dr Muhammad Iskafi: - Mam dwie wiadomości do Izraela. Pierwszą kieruję do rządu: przestańcie robić to, co robicie. To bezużyteczne. Ludzie będą was tylko bardziej nienawidzić i protestować, bo okupujecie ich ziemię.
- Druga wiadomość jest do narodu, do dobrych Izraelczyków: naciskajcie na wasz rząd, żeby przestał robić to wszystko Palestyńczykom. Wywierajcie presję, żeby Palestyńczycy mieli łatwiej, żeby mogli się swobodniej poruszać, pracować. Będziemy mogli żyć razem jak sąsiedzi.
Bo choć sytuacja jest coraz gorsza, a biblijne słowa o miłosierdziu coraz bardziej odległe, to jednego Palestyńczycy tacy jak dr Iskafi są pewni.
- To nasz kraj. I nasza ziemia. Tutaj umrzemy.
***
Wspieraj pomoc Polskiej Misji Medycznej:
- ustaw płatność cykliczną w Twoim banku na działania PMM lub na https://pmm.org.pl/wplacam/
- przekaż darowiznę na numer konta Polskiej Misji Medycznej: 40 1030 1508 0000 0008 2378 3004
- załóż własną zbiórkę na platformie http://misjapomoc.pmm.org.pl