"Pij pan dużo i sikaj pan dużo". Guz przeoczono na badaniu

Pan Andrzej najpierw usłyszał, że ma niewielki guz pęcherza, ale podczas specjalistycznego badania lekarz nie potwierdził tej zmiany. Kilka miesięcy później nowotwór miał już 6,5 cm, a leczenie zakończyło się usunięciem pęcherza. O swojej sprawie mężczyzna mówił w programie TVN "Uwaga!".

Lekarz w szpitalu w Staszowie nie rozpoznał guza.Lekarz w szpitalu w Staszowie nie rozpoznał guza.
Źródło zdjęć: © screen Facebook, szpitalstaszow.pl | @UWAGATVN
Karol Osiński

Pan Andrzej zgłosił się po pomoc, gdy zobaczył krew w moczu. W przychodni w Staszowie nie uzyskał wskazówek, co dalej robić, więc pojechał na izbę przyjęć do szpitala w Pińczowie. Tam lekarze zajęli się nim od razu i wykonali badania.

USG w Pińczowie wykazało niewielkiego guza pęcherza moczowego o wymiarze ok. 20 mm. Pacjent wyszedł następnego dnia z zaleceniem pilnej wizyty w poradni urologicznej. Problem zaczął się później, bo ten sam mężczyzna trafił do urologa związanego z placówką w Pińczowie, który przeprowadził cystoskopię w szpitalu w Staszowie. Po badaniu uznał, że guza nie ma i wiązał dolegliwości z przeziębieniem.

- "Siedzisz pan na zimnym, na mokrym. Pij pan dużo i sikaj pan dużo". Tak mi tylko powiedział - relacjonował mężczyzna w programie TVN "Uwaga!".

Objawy nie mijały, a guz był coraz większy

Pan Andrzej zastosował się do zaleceń, ale krwiomocz i pozostałe objawy nie ustępowały. Gdy po pewnym czasie znów sygnalizował problem, ponownie usłyszał, że powinien dużo pić. Do kolejnej konsultacji skłoniła go dopiero partnerka, pani Maria, która zarejestrowała go do innego specjalisty.

Drugi urolog wykonał to samo badanie i stwierdził obecność zmiany w pęcherzu. Kolejne USG potwierdziło, że guz wyraźnie urósł. Według Joanny Salamon-Pandewy ze szpitala w Pińczowie zmiana była już dużo większa, a sam pan Andrzej mówił, że miała 6,5 cm. Lekarze ze Świętokrzyskiego Centrum Onkologii usunęli guz i przekazali próbki do badań. Wynik wskazał na nowotwór złośliwy, a dalszy plan leczenia obejmował usunięcie pęcherza moczowego.

Po opóźnionej diagnozie lekarze zastosowali bardzo obciążającą chemioterapię. Pan Andrzej zniósł ją bardzo ciężko, ale leczenie przyniosło remisję choroby i otworzyło drogę do operacji. Przed zabiegiem jego stan jednak nagle się pogorszył. Z powodu niewydolności oddechowej trafił do szpitala, a po niepokojącym wyniku został pilnie przewieziony do specjalistycznej placówki w Krakowie.

W Krakowie przeszedł operację usunięcia skrzepów. Lekarze oceniali, że przeżył bardzo rozległy zator. Później trzeba było jeszcze rozstrzygnąć, czy w takiej sytuacji usuwać pęcherz, bo zabieg niósł duże ryzyko. Ostatecznie pan Andrzej zgodził się na operację i ją przeżył, ale jej skutki okazały się trwałe. Dziś ma worek na mocz, nie pracuje i w codziennym funkcjonowaniu pomaga mu partnerka.

Lekarz nie widział błędu, ekspert mówi o wątpliwościach

Pan Andrzej uważa, że przez opóźnione rozpoznanie raka żyje z niepełnosprawnością, której można było uniknąć. Mówił też, że kolejni lekarze, oglądając jego dokumentację, dziwili się, iż zmiana nie została wcześniej zauważona. Sam urolog tłumaczył, że podczas cystoskopii nie znalazł guza, a pacjent nie wrócił później na kontrolę. Przyznał jednocześnie, że jest mu przykro, ale zaznaczał, iż medycyna nie zawsze daje jednoznaczne odpowiedzi.

Dr n. med. Paweł Salwa ocenił, że ten przypadek budzi niepokój, ponieważ wskazana lokalizacja guza nie należała do trudnych. Zwrócił też uwagę na warunki badania. Cystoskopia wykonana sztywnym, metalowym narzędziem bez znieczulenia jest bolesna, a ból może utrudniać dokładną ocenę i sprzyjać przeoczeniu zmiany. Ekspert dodał, że zalecane są cystoskopy giętkie, ale bywają rzadziej używane, bo są nieco droższe.

Pan Andrzej złożył skargę do Świętokrzyskiej Izby Lekarskiej. Izba wszczęła postępowanie wyjaśniające w sprawie możliwego braku należytej staranności przy diagnozie. Przez kilka miesięcy mężczyzna nie wiedział jednak, na jakim etapie jest sprawa. Później usłyszał, że odpowiedź z izby powinna nadejść w ciągu maksymalnie trzech tygodni.

Niezależnie od tego zawiadomił też prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez lekarza. Liczy, że uda się wyjaśnić, dlaczego specjalistyczne badanie nie wykazało zmiany, którą wcześniej pokazało USG, a kilka miesięcy później potwierdził inny urolog.

Wybrane dla Ciebie