Policjanci bronili się paralizatorem? Szokujące kulisy akcji w Wiszni Małej

Chociaż szef MSWiA i komendant główny policji zapewniają, że akcja antyterrorystów w Wiszni Małej została przeprowadzona bez rażących błędów, nowe doniesienia mogą podważyć tę opinię. Gdy napastnik otworzył ogień, antyterroryści odpowiedzieli paralizatorem, który na chwilę oszołomił bandytę. - Wtedy policjant trzymający tarczę usunął się na bok. Na moment. Być może, żeby zrobić kolegom miejsce do strzału. Ale strzały nie padły - stwierdził informator portalu gazetawroclawska.pl. W akcji zginął policjant.

W akcji zginął policjant. Osierocił dwoje dzieci
Źródło zdjęć: © East News
Magdalena Nałęcz-MarczykArkadiusz Jastrzębski

Jeszcze po południu zarówno minister spraw wewnętrznych, jak i komendant główny policji zapewniali, że akcja antyterrorystyczna w Wiszni Małej została przeprowadzona prawidłowo i bez "poważnych błędów". - Ci wszyscy policjanci wypełnili swoją przysięgę z pełnym zaangażowaniem - komentował operację Mariusz Błaszczak.

Ale te słowa stoją w sprzeczności z nowymi doniesieniami. Portal gazetawroclawska.pl dotarł do informatora, który zna szczegóły przebiegu sobotniej akcji. Część jego relacji pokrywa się z dotychczasowymi ustaleniami mediów oraz informacjami przekazanymi przez policję. Wynika z nich, że w trakcie akcji antyterroryści szli w kierunku budynku z bankomatem, mając przed sobą tarczę balistyczną.

Wtedy kryjący się wewnątrz napastnik otworzył ogień z kałasznikowa. - Seria z kałasznikowa poszła na tarczę. Ona to wytrzymała. Policjant się zachwiał? Nic z tych rzeczy – twierdzi rozmówca. Jak dodał, tarcza "spełniła swoje zadanie".

- To trzydzieści kilogramów. Nie da się jej przewrócić serią z kałasznikowa. Rzecz w tym, że ze strony zespołu uderzeniowego nie było natychmiastowej odpowiedzi ogniem - mówi. I wyjaśnia, że zgodnie z założeniami planu akcji jeden z antyterrorystów miał paralizator elektryczny i pistolet. Zdecydował się jednak razić prądem napastnika.

- Prąd oszołomił go na chwilę. Przestępca przyklęknął. Wtedy policjant trzymający tarczę usunął się na bok. Na moment. Być może, żeby zrobić kolegom miejsce do strzału. Ale strzały nie padły - mówi informator. Wtedy przestępca wykorzystał okazję i strzelił, śmiertelnie raniąc policjanta.

- Jeden z policjantów odrzucił paralizator, wyciągnął pistolet i zastrzelił napastnika - opisuje zakończenie akcji informator portalu.

Oświadczenie policji i słowa komendanta

Po ujawnieniu przez gazetę informacji o paralizatorze, dolnośląska policja wydała oświadczenie, w którym nie odnosi się jednak do nowych doniesień. Zapewnia za to ponownie, że funkcjonariusze "wykonali swoje zadanie zgodnie z taktyką prowadzenia tego typu akcji".

"Działania były dynamiczne, a wymiana ognia trwała bardzo krótko. Policjanci w obronie własnej natychmiast otworzyli ogień w odpowiedzi na ostrzał bandyty. Mając na uwadze bezpieczeństwo policjantów i skuteczność działań służb antyterrorystycznych zwyczajowo nigdy nie ujawniamy szczegółowej taktyki działań takich pododdziałów" - czytamy w stanowisku podpisanym przez asp. szt. Pawła Petrykowskiego, rzecznika KWP we Wrocławiu.

Do sprawy paralizatora wieczorem na antenie TVN24 odniósł się za to bezpośrednio szef policji. Stwierdził, że funkcjonariusze mogli podczas akcji użyć tego urządzenia.

- Policjanci pododdziałów antyterrorystycznych również są wyposażeni w paralizatory i na pewno w tym pododdziale, który brał udział w zatrzymaniu sprawców włamania do bankomatu, również funkcjonariusze dysponowali paralizatorem. Wydaje mi się, że paralizator był użyty, ale to nie jest tak, że przyjmujemy algorytm, że najpierw paralizator, a później strzelamy - powiedział w programie "Fakty po Faktach" nadinsp. Jarosław Szymczyk.

Krytyczne opinie

Do strzelaniny doszło w sobotę ok. północy. Antyterroryści przygotowali zasadzkę na przestępców próbujących ukraść pieniądze z bankomatu. - Bezwzględny bandyta otworzył ogień z broni maszynowej. Policjanci w obronie własnego życia również odpowiedzieli ogniem - powiedział Wirtualnej Polsce asp. szt. Paweł Petrykowski z dolnośląskiej policji.

Jednemu z zatrzymanych w związku ze sprawą mężczyzn postawiono już zarzuty. Kolejny ma być przesłuchany jeszcze w poniedziałek.

- Zabezpieczono szereg śladów i dowodów z tego zdarzenia - powiedział w poniedzialek komendant główny policji nadinsp. Jarosław Szczymczyk i dodał, że sprawa będzie wyjaśniania pod nadzorem prokuratury. - Zastanawiam się, kto dzisiaj formułuje takie opinie - komentował pojawiające się w mediach wypowiedzi o niewystarczającym rozpoznaniu przeprowadzonym przez funkcjonariuszy przed akcją.

Policjanci zastrzelili jednego z przestępców. Wkrótce na miejscu pojawił się nasz reporter. W trakcie akcji zginął policjant.

Źródło: gazetawroclawska.pl, RMF FM, WP

Wybrane dla Ciebie
Krzyżówka dla znawców sztuki. Tylko mistrz odkryje wszystkie hasła
Krzyżówka dla znawców sztuki. Tylko mistrz odkryje wszystkie hasła
Pokazali jak wygląda dworzec kolejowy w Mławie. "Nie było widać schodów"
Pokazali jak wygląda dworzec kolejowy w Mławie. "Nie było widać schodów"
Pamiętasz "Janosika"? Sprawdź się w krzyżówce z kultowego serialu
Pamiętasz "Janosika"? Sprawdź się w krzyżówce z kultowego serialu
Chiny ostrzegają ws. Tajwanu? Eksperci obalają mit
Chiny ostrzegają ws. Tajwanu? Eksperci obalają mit
Przymusowe lądowanie w Krakowie. Świadkowie mówią, co robiła 45-latka
Przymusowe lądowanie w Krakowie. Świadkowie mówią, co robiła 45-latka
7,95 zł za sztukę. Produkt z Action przyda się w każdym domu
7,95 zł za sztukę. Produkt z Action przyda się w każdym domu
Niemcy podali stawkę. I jeszcze taki dopisek. Polacy się rzucili
Niemcy podali stawkę. I jeszcze taki dopisek. Polacy się rzucili
Melania Trump wściekła na modelki. Chodzi o jej syna
Melania Trump wściekła na modelki. Chodzi o jej syna
Generał tłumaczy, jak powstrzymać Putina. Mówi, co ma zrobić Ukraina i Europa
Generał tłumaczy, jak powstrzymać Putina. Mówi, co ma zrobić Ukraina i Europa
Kim Dzong Un na uroczystościach z córką. Pierwsza taka wizyta
Kim Dzong Un na uroczystościach z córką. Pierwsza taka wizyta
Zidentyfikowali pierwszą ofiarę pożaru w Szwajcarii. Miał tylko 17 lat
Zidentyfikowali pierwszą ofiarę pożaru w Szwajcarii. Miał tylko 17 lat
Od razu wyszli z auta. Rozejrzeli się i uciekli. Wiadomo, kto kierował
Od razu wyszli z auta. Rozejrzeli się i uciekli. Wiadomo, kto kierował