"Powiemy za dużo i co będzie?" Teściowie Jowity Zielińskiej przemówili

W rozmowie z "Gazetą Wyborczą" głos zabrali teściowie zmarłej Jowity Zielińskiej. Ujawnili, jak wyglądały ich relacje z synową. Odnieśli się też do śledztwa dotyczącego śmierci 30-letniej kobiety. - Powiemy za dużo i co będzie? Czekamy cierpliwie, żeby służby zadziałały. Mamy nadzieję, że będzie komu nas przeprosić - powiedział teść kobiety.

Teściowie Jowity Zielińskiej zabrali głos ws. jej śmierciTeściowie Jowity Zielińskiej zabrali głos ws. jej śmierci
Źródło zdjęć: © Facebook
Marcin Lewicki

Słuzby starają się wyjaśnić zagadkową sprawę śmierci Jowity Zielińskiej. Kobieta zaginęła w 2024 roku w Lisinach (pow. rypiński), niedaleko swojego miejsca zamieszkania. W lipcu 2026 roku znaleziono jej szczątki. Nadal nie wiadomo, co spotkało 30-latkę.

Dziennikarze "Gazety Wyborczej" dotarli do śledczych, którzy pracują przy sprawie. Z ich słów wynika, że rower, który znaleziono miesiąc po zaginięciu Jowity Zielińskiej nie miał śladów uszkodzeń. Jednoślad leżał ok. 5 km od miejsca znalezienia zwłok kobiety. - Ktoś go mógł celowo podrzucić, by przekierować uwagę śledczych - ujawnia jeden z biegłych sądowych, pracujących przy sprawie.

W opinii śledczych, sprawa śmierci Jowity Zielińskiej zostanie niedługo wyjaśniona. Mieszkańcy zastanawiają się, jak to jest możliwe, że przez dwa lata nie znaleziono szczątków kobiety. - Tak szukali, żeby nie znaleźć - mówią w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".

Teściowie zabrali głos. Mają żal. Ujawniają relacje

Głos w sprawie zabrali teściowie Jowity Zielińskiej, z którymi mieszkała zmarła 30-latka. W rozmowie z "Gazetą Wyborczą" podkreślają, że mieli dobre relacje z synową, często rozmawiali i nie chcieli, żeby kobieta się od nich wyprowadzała. Ujawniają, że Zielińska była typem samotnika. Często czytała. Spędzała czas na cmentarzu, przy grobie zmarłego męża. Para ma żal do mieszkańców okolic Lisin i dziennikarzy o bezpodstawne oskarżenia i sianie plotek.

Wmawia się nam, że Adaś, nasz zmarły syn, zostawił Jowicie majątek, ale on nie miał żadnego majątku. Trudno się z tego tłumaczyć publicznie. Od kiedy znaleziono naszą synową, zmagamy się z hejtem. Codziennie przyjeżdża policja, odpowiadamy na te same pytania. A wciąż musimy pracować. Spotkała nas tragedia, ale musimy za coś żyć, dlatego jeździmy na targowisko - mówi "Wyborczej" teściowa Zielińskiej.

Jednocześnie Zielińscy przyznają, że znają szczegóły śledztwa dotyczące śmierci ich synowej. Nie mają wątpliwości, że sprawa się wyjaśni.

Powiemy za dużo i co będzie? Czekamy cierpliwie, żeby służby zadziałały. Mamy nadzieję, że będzie komu nas przeprosić - dodaje teściowa zmarłej kobiety.
Wybrane dla Ciebie