Przez 27 lat miała żyć zamknięta w jednym pokoju. "Państwo zawiodło"

Mirella ze Świętochłowic przez niemal trzy dekady miała żyć zamknięta w jednym pokoju. Gdy w lipcu 2025 r. policja wkroczyła do mieszkania, 42-latka była w dramatycznym stanie. Później, mimo interwencji i pobytu w szpitalu, miała wrócić pod opiekę rodziców. Aleksandra Salbert-Binias, jedna z kobiet, które zaangażowały się w jej sprawę, opowiedziała Onetowi o walce o jej bezpieczeństwo.

Mirella K. 27 lat miała żyć w jednym pokoju.Mirella K. 27 lat miała żyć w jednym pokoju.
Źródło zdjęć: © PAP | Art Service
Karol Osiński

29 lipca 2025 r. policjanci po raz pierwszy weszli do mieszkania Mirelli. Jak relacjonuje Aleksandra Salbert-Binias, zastali kobietę w bardzo złym stanie zdrowia. Jej zdaniem sytuacja mogła zagrażać jej życiu.

Mirella przez 27 lat miała być zamknięta w pokoju

Lekarze mówili, że wystarczyłoby kilka dni, by wdało się zakażenie. To mogło skończyć się tragedią – powiedziała w rozmowie z Onetem.

Według kobiety funkcjonariusze po interwencji nie podjęli dalszych działań wobec rodziców Mirelli. Kobiety zaangażowane w sprawę miały obawiać się, że rodzice ze strachu przed konsekwencjami mogą zrobić sobie krzywdę.

Salbert-Binias twierdzi, że wraz z Luizą Krusz i Laurą Duras zaczęły później prowadzić własne poszukiwania informacji o przeszłości Mirelli. Sprawdzały m.in. jej dawną szkołę, rozmawiały z sąsiadami i szukały osób, które pamiętały ją jako nastolatkę.

– Chciałyśmy mieć twardy dowód, że w wieku 15 lat była zdrową, normalną nastolatką – wyjaśniła.

Jak twierdzi, informacje te nie zainteresowały jednak miejscowych służb.

"Nikt nie przyjmował do wiadomości, że ktoś popełnił przestępstwo"

Kobieta krytycznie ocenia również sposób, w jaki sprawą miała zająć się prokuratura. Według jej relacji usłyszała, że po tak wielu latach nie można już oceniać wydarzeń z przeszłości, a samo niewychodzenie z domu nie jest przestępstwem.

– Mirelli odebrano młodość, edukację, szansę na miłość, rodzinę i pracę. Zabrano jej całe życie – mówiła.

Jednocześnie Salbert-Binias broni sąsiadów Mirelli przed krytyką, która pojawiła się w internecie. Jej zdaniem przez wiele lat nie mieli oni świadomości, co dzieje się za ścianą.

W tej klatce mieszkają głównie starsi ludzie ze słabym słuchem. Przez niemal trzy dekady w tym mieszkaniu panowała absolutna, cmentarna cisza – przekonywała.

Według jej relacji sytuacja miała zmienić się dopiero wtedy, gdy stan Mirelli zaczął się pogarszać, a kobieta zaczęła sygnalizować ból.

Po wyjściu ze szpitala wróciła do tego samego mieszkania

Mirella trafiła do szpitala, jednak po zakończeniu leczenia w październiku 2025 r. miała ponownie znaleźć się w rodzinnym mieszkaniu. Salbert-Binias uważa ten moment za jeden z największych problemów w całej historii.

Mirella siedziała kolejne siedem miesięcy w piżamie, odcięta od kogokolwiek, a oni twierdzili, że wszystko jest pod kontrolą. Nie miała szczoteczki do zębów, nie miała własnej bielizny ani butów – powiedziała.

Kobieta opisuje również sytuację, do której miało dojść zimą, gdy Mirella pojawiła się w sądzie w gumowych klapkach i bez odpowiedniej odzieży.

Według Salbert-Binias interweniujące kobiety miały proponować pomoc w zakupie ubrań i butów, jednak ich oferta nie została wykorzystana.

"Okazało się, że nie wychodziła, bo nie miała butów"

Przełom miał nastąpić po pojawieniu się nowej asystentki. Zdaniem Salbert-Binias wystarczyło kilka dni, aby Mirella zaczęła wychodzić z domu. Kobieta miała dostać telefon, pójść do galerii handlowej, na lody, do dentysty, a następnie do kina.

Przez siedem miesięcy urzędniczki powtarzały, że ona panicznie boi się ludzi i nie chce opuszczać pokoju. Okazało się, że nie wychodziła, bo nie miała butów – stwierdziła.

Według jej relacji Mirella stopniowo zaczęła odzyskiwać samodzielność i zainteresowanie światem. Dziś ma być w bezpiecznym ośrodku.

Kobiety walczyły o Mirellę. "Gdybyśmy odpuściły, nadal tkwiłaby w łóżku"

Salbert-Binias twierdzi, że ogromne znaczenie dla sprawy miały materiały medialne. Wskazała przede wszystkim na publikacje "Faktu" oraz programy Kanału Zero.

Gdyby nie artykuły Aleksandry Ratajczak z "Faktu" i programy Moniki Krześniak z Kanału Zero, Mirella do dzisiaj leżałaby w tym barłogu – powiedziała.

Według jej relacji Mirella przez długi czas miała być przekonywana przez osoby z otoczenia, że kobiety zaangażowane w jej sprawę są jej wrogami. Miała również obawiać się opuszczania mieszkania.

Dopiero niedawno zaczęto jej przedstawiać szerszy obraz wydarzeń. Jak twierdzi Salbert-Binias, Mirella była szczególnie poruszona informacją, że urzędnicy mieli twierdzić, iż sama nie chciała wychodzić z domu.

Powiedziała: "Przecież wy mnie znacie! Jak miałam wyjść z domu, skoro nie miałam nawet własnych butów?" – relacjonuje.

Mirella marzy o własnym mieszkaniu

Aleksandra Salbert-Binias, Luiza Krusz i Laura Duras opisały swoje doświadczenia w książce "Zamknięta 27 lat. Krzywda człowieka – porażka systemu". Jak podkreślają, publikacja ma zwrócić uwagę na problemy, które pojawiły się w sprawie.

Kobiety chcą również pomóc Mirelli w rozpoczęciu samodzielnego życia. Według Salbert-Binias kobieta marzy o niewielkim mieszkaniu z windą, w którym sama będzie mogła decydować o swoim życiu.

Mirella nie marzy o pałacach. Marzy o swojej własnej "ajncli" – małej kawalerce z windą, gdzie nikt nie będzie jej niczego narzucał – powiedziała.

Dziś, jak przekonuje Salbert-Binias, Mirella ma odzyskiwać kolejne elementy codzienności, których przez lata była pozbawiona. – Dostała skrzydeł. Cieszy się jak dziecko z dokończenia leczenia zębów – mówi.

Na koniec kobieta wraca do wydarzeń, które zapoczątkowały jej zaangażowanie w sprawę. – Gdybyśmy wtedy odpuściły, gdybyśmy przestraszyły się policji, prokuratury i prezydenta miasta, Mirella do dziś tkwiłaby w tym łóżku – podsumowała.

Wybrane dla Ciebie