Nie milkną echa potwornego dramatu, do jakiego doszło w sobotę, 22 sierpnia br., w krakowskim Podgórzu. Hubert B., kierując Volkswagenem, z impetem wjechał na chodnik przy ul. Solnej i staranował idących małżonków (oboje po 32 lata) z ośmiomiesięcznym synkiem. Małżeństwa nie udało się uratować. Wypadek przeżyło niemowlę, które trafiło w ciężkim stanie do szpitala.
Rozjechał małżeństwo w Krakowie. Matka Huberta B.: "Modlimy się za nich"
- Serce nam pękło, gdy dowiedzieliśmy się o tej tragedii. Nie znajdujemy słów, które mogłyby wyrazić nasz ból i współczucie dla osób, które ucierpiały w tym wypadku. Modlimy się za nich codziennie – mówiła w rozmowie z reporterem "Uwagi!" matka kierowcy Golfa.
Jednocześnie kobieta stwierdziła, że "nie wstydzą się swojego syna". - Boimy się mówić cokolwiek, bo w naszej głowie od razu słyszymy słowa hejterów, którzy piszą, że nasze dziecko jest odpadem społecznym, a ja matką mordercy - dodawała przez łzy dla "Uwagi!" TVN.
Głos zabrał też ojciec Huberta B. - Nie wyobrażam sobie, co ci ludzie muszą przeżywać. (...) Możemy się za tych ludzi modlić, za całą rodzinę, za to dziecko. (...) Bardzo ich przepraszamy za to, co się stało... w tym tragicznym wypadku. (...) Strasznie im współczujemy - mówił.
Klaudia i Mateusz zginęli w wypadku w Krakowie. Dzieckiem zajmie się brat Mateusza
Z "Uwagą!" TVN porozmawiał też ojciec zmarłej 32-letniej Klaudii. Stwierdził, że "ma rozerwane serce". Nie brakuje chwil, gdy płacze.
- Z dzieckiem jest już trochę lepiej. Było na intensywnej terapii, ale już dochodzi do siebie. Ma gips na ręce i nóżce. Ma jeszcze wgniecenie pod okiem, ale lekarz mówił, że to zejdzie. Zaczął już nawet pić, otwiera oczy. Idzie ku dobremu – podawał pan Andrzej, ojciec zmarłej kobiety. Dodał, że przy szpitalnym łóżku Oliwiera nieustannie czuwa jego żona.
Mężczyzna opowiedział też o strasznym dniu, w którym stracił zięcia i córkę. - To było mocne uderzenie. Mateusz zginął na miejscu, a moja córka w szpitalu. Zniszczenia w środku były na tyle duże, że nie było szans na ratunek – relacjonował w reportażu zdruzgotany pan Andrzej.
Dodał, że feralnego dnia małżeństwo wracało ze spaceru. Chciało wykąpać i nakarmić synka, a następnie położyć go spać.
Co grozi Hubertowi B.?
26-letni Hubert B. usłyszał zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Wiadomo, że podczas przesłuchania w Prokuraturze Okręgowej w Krakowie nie przyznał się do winy. Tłumaczył, że utracił panowanie nad golfem ze względu na zły stan nawierzchni drogowej.
Aktualnie mężczyzna przebywa w tymczasowym areszcie. Za zarzucany czyn grozi mu do 8 lat pozbawienia wolności.