Tajemnica starej fotografii rozwiązana. Grób 17-latka nie jest już bezimienny

Jeszcze do niedawna na cmentarzu św. Rocha w Kuźnicy Skakawskiej (powiat kępiński) stał zniszczony, pęknięty nagrobek z figurą Chrystusa. W niewielkiej owalnej ramce zachowała się jedynie czarno-biała fotografia młodego, elegancko ubranego chłopca o przenikliwym spojrzeniu. Brakowało jakichkolwiek inskrypcji – żadnego imienia, nazwiska czy daty pochówku.

.Tajemnica starej fotografii rozwiązana. Po 93 latach ustalono tożsamość 17-latka
Źródło zdjęć: © Facebook, Kępińskie korzenie - tajemnice i opowieści
Edyta Tomaszewska

Wszystko zmieniło się w ostatnich dniach dzięki pasjonatom z profilu "Kępińskie korzenie – tajemnice i opowieści" oraz czujności mieszkańców okolicznych miejscowości. Wystarczyło jedno proste pytanie: "Kim był ten młody człowiek?".

Przełom nastąpił, gdy fotografię rozpoznała jedna z najstarszych mieszkanek Mirkowa. Pamiętała tę historię z dawnych opowieści rodzinnych i sama przez lata zachodziła na mogiłę. Była niemal pewna jednego szczegółu: chłopak nosił nazwisko Kozłowski.

Kluczem okazał się artykuł prasowy z sierpnia 1931 roku. Opisywał on wstrząsający wypadek, którym żyła wówczas cała okolica, a wzmianki o nim trafiły nawet do gazet w Poznaniu.


WIDEO
Znicze z żywicy "modne" na cmentarzach. Tyle kosztują

Ofiarą okazał się 17-letni Stanisław Kozłowski. Chłopak zginął tragicznie – został śmiertelnie kopnięty przez konia na oczach własnego ojca. Odszedł 19 sierpnia 1931 roku.

Wkrótce zaczęły napływać kolejne świadectwa i wspomnienia. Udało się ustalić, że Stasiu nie miał rodzeństwa. Po przedwczesnej śmierci jego ojca matka wyszła ponownie za mąż za mężczyznę o nazwisku Fiołka.

W całej tej historii najbardziej poruszający okazuje się jednak nie sam fakt rozwikłania zagadki, lecz to, co działo się wokół mogiły przez minione dziewięć dekad. Grób nigdy nie był całkowicie opuszczony.

Gdy sprawa stała się głośna, zaczęły odzywać się osoby, które przez lata regularnie kładły tam kwiaty i paliły znicze. Jedna z kobiet wspominała, że przychodziła na to miejsce, wiedząc jedynie, że leży tam "kolega jej dziadka". Nie znała jego nazwiska, ale pamiętała przekazywaną z pokolenia na pokolenie opowieść o tragicznym wypadku z udziałem konia.

Inni mieszkańcy dbali o nagrobek z czystego odruchu serca – tylko dlatego, że spoczywał tam ktoś bardzo młody i samotny. Jeszcze 31 października jedna z mieszkanek specjalnie pojechała po gałązki świerku, by udekorować mogiłę przed Dniem Wszystkich Świętych.

Dziś miejsce spoczynku 17-latka wygląda zupełnie inaczej. Nagrobek został uporządkowany i oczyszczony, a jego centralne miejsce zajęła nowa, czarna tabliczka z krzyżem i wyraźnym napisem:

Ś.P. Stanisław Kozłowski żył lat 17 Zm. dn. 19.08.1931 r. Spoczywaj w pokoju


"Ta historia zaczęła się od jednego pytania: 'Kim był ten młody człowiek?'. A przyniosła coś znacznie piękniejszego niż tylko odpowiedź. Pokazała, ile dobra jest w ludziach" – podsumowano we wpisie.

Dzięki wspólnej pamięci i bezinteresownej empatii wielu obcych sobie ludzi, 17-letni Stanisław Kozłowski po wielu latach przestał być anonimową postacią z wyblakłej fotografii.

Wybrane dla Ciebie