Tak wygląda drugi dzień Wielkanocy w Holandii. Tłumy w sklepach meblowych
Drugi dzień Wielkanocy w Holandii od lat przyciąga tłumy do... sklepów meblowych. Źródła tego zwyczaju sięgają dawnych jarmarków wielkanocnych i powojennej komercjalizacji świąt, a jego utrwalenie przyniosły wielkanocne akcje promocyjne oraz rozwój meblowych centrów handlowych - pisze dziennik "de Volkskrant".
Poniedziałek Wielkanocny w Holandii stał się handlowym świętem branży meblowej. Jak przypomniał "de Volkskrant" w przedświątecznej publikacji, zwyczaj łączenia tego święta z zakupami ma znacznie dłuższą historię niż znane z czasów współczesnych korki przy dużych sklepach znanych sieci meblowych.
Od jarmarków do "meubelboulevard"
W XIX w. po nabożeństwach organizowano jarmarki i targi. Gazeta przywołała targ wielkanocny w Gorinchem, który już od 1882 r. przyciągał kupujących przybywających koleją i statkami. W relacjach z 1894 r. odnotowywano, że handel kwitł mimo policyjnych interwencji związanych z wybrykami chuliganów.
Według "de Volkskrant" szczególna rola drugiego dnia Wielkanocy wiązała się z chrześcijańską symboliką odnowy po zmartwychwstaniu Jezusa. Był to czas procesji, chrztów i rytuałów związanych z nowym początkiem. Z tą tradycją łączył się także zwyczaj zakładania nowych ubrań, który znalazł swoje odbicie w powiedzeniu: "w swoim wielkanocnym (najlepszym) stroju".
Promocje, centra meblowe i wyjątki w prawie
Po II wojnie światowej handel coraz mocniej wykorzystywał motyw odnowy. Sklepy organizowały wielkanocne pokazy i promocje, oferując nowe buty, zastawy stołowe, a z czasem także meble. W kolejnych dekadach, wraz ze wzrostem zamożności, to właśnie salony meblowe zaczęły dominować w handlowym pejzażu drugiego dnia Wielkanocy.
Firmy zapraszały klientów na rozbudowane wielkanocne akcje promocyjne, prezentując setki aranżacji wnętrz. W latach 70. i 80. na obrzeżach miast powstawały całe pasaże i centra meblowe. Choć ustawa z 1951 r. przewidywała zamknięcie sklepów w ten dzień, samorządy często zgadzały się na wyjątki, co utrwalało zwyczaj zakupów.
Głośny spór z rządem i narodziny pojęcia "meubelboulevard"
Gdy w 1984 r. gabinet premiera Ruuda Lubbersa próbował ukrócić handel w święto, właściciele sklepów meblowych zaprotestowali. Centra handlowe w Diemen, Beverwijk, Utrechcie i Sliedrecht zaskarżyły decyzję, a część sklepów w Rotterdamie zapowiedziała otwarcie mimo groźby kar. Ostatecznie rząd pozostawił decyzje w rękach gmin.
Przy okazji centra meblowe zyskały ogromną rozpoznawalność, a pojęcie "meubelboulevard" — meblowej alei lub pasażu — weszło do codziennego języka. Efekt? Święto odnowy jeszcze mocniej skojarzyło się z wymianą kanapy, stołu czy lampy, co — jak wskazuje PAP — widać do dziś w ruchu klientów.