Ujawnili nowe dokumenty. Kobieta oskarżała Trumpa o molestowanie
Departament Sprawiedliwości USA opublikował brakujące akta dot. Jeffreya Epsteina. Zawarto w nich przesłuchania kobiety, która oskarżyła Donalda Trumpa o molestowanie, gdy była nieletnia. Poszkodowana twierdzi, że ugryzła obecnego prezydenta USA. Jego rzeczniczka uważa oskarżenia za bezpodstawne.
Departament Sprawiedliwości USA opublikował nowe akta dotyczące Jeffreya Epsteina. Wcześniej je oznaczono jako duplikaty. Opozycja administracji Trumpa od razu zarzucała próbę tuszowania sprawy.
Opublikowane dokumenty opisują cztery przesłuchania kobiety. Katie Johnson to postać, która po raz pierwszy pojawiła się w przestrzeni publicznej w 2016 roku, tuż przed wyborami prezydenckimi w USA. Trumpowi przedstawić ją miał Jeffrey Epstein. Kobieta zeznała, że była tam wielokrotnie gwałcona przez obu mężczyzn. Wszystko miało się wydarzyć w roku 1984, gdy miała 13 lat.
W przesłuchaniach z 2019 roku kobieta twierdziła, że padła ofiarą napaści seksualnej ze strony Jeffreya Epsteina. Przestępca miał szantażować jej matkę. Zeznała, że zawiózł ją do Nowego Jorku lub New Jersey, gdzie udał się "bardzo wysokiego budynku z ogromnymi salami". To właśnie tam miało dojść do tragicznego dla niej spotkania z prezydentem USA.
Katie Johnson trzykrotnie składała pozew cywilny przeciwko Trumpowi w 2016 roku i za każdym razem go wycofywała. W jej pozwie cywilnym pojawił się drastyczny opis, według którego miała ugryźć Trumpa w rękę podczas próby obrony przed napaścią.
Ostatni raz pozew cywilny złożyło jej biuro prawne tuż przed wyborami, tłumacząc to "obawą o życie" klientki. Przez lata nie przedstawiono żadnych dowodów fizycznych, zdjęć ani świadków, którzy potwierdziliby jej obecność w apartamencie Trumpa w tamtym czasie. Krytycy zwracają uwagę, że sprawa wypływa zawsze w kluczowych momentach politycznych (wybory 2016, 2020, 2024), co podważa bezstronność oskarżeń.
Rzeczniczka prasowa prezydenta Karoline Leavitt w odpowiedzi dla serwisu "Sky News" stwierdziła, że oskarżenia są "całkowicie bezpodstawne" i "nie opierają się na żadnych wiarygodnych dowodach".
Biały Dom wielokrotnie powoływał się na oświadczenie Departamentu Sprawiedliwości. Stwierdzono, że opublikowane akta mogą zawierać fałszywe lub fałszywie przekazane zdjęcia, dokumenty lub nagrania wideo. Sam Trump przekonuje, że nie miał żadnego związku z Epsteinem i informował służby o jego podejrzanych zachowaniach.