Wieczorem wszedł do Biedronki. Włączył nagrywanie. "Wściekłem się"
Do zdarzenia doszło w poniedziałek, 27 kwietnia, po godzinie 21:00. Pan Piotr wybrał się do sklepu razem z żoną, licząc na brak tłumów. Para wzięła duży wózek zakupowy, jednak już po wejściu okazało się, że poruszanie się po sklepie jest niemal niemożliwe.
Było po 21:00, chcieliśmy z żoną zrobić zakupy na spokojnie, bez tłumów. Przyznam szczerze, że w tym sklepie zawsze były problemy z wystawionymi paletami, ale tym razem wściekłem się jeszcze bardziej – relacjonuje w wiadomości do o2.pl.
Jak opisuje, alejki były zastawione towarem w takim stopniu, że przejazd wózkiem był praktycznie niemożliwy.
Musieliśmy zostawiać wózek z już wybranymi produktami i nosić wszystko przez cały sklep. Po prostu tam nie dało się przejechać tym wózkiem, wszystko było tak zastawione – dodaje.
Brak personelu i frustracja klientów
Sytuację pogarszał fakt, że w sklepie trudno było znaleźć pracowników. Pan Piotr twierdzi, że chciał zgłosić problem, jednak przez dłuższy czas nikogo nie było na sali sprzedaży.
Chciałem zwrócić uwagę pracownikom, ale sklep był jak widmo. Nie wiem, czy wszyscy wyszli na przerwę, czy po prostu było ich mało na zmianie, ale nie znalazłem żadnego. Dopiero przy kasie, kiedy kasowaliśmy zakupy, zwróciłem uwagę ekspedientce – opisuje.
Oburzony klient postanowił udokumentować sytuację, a nagranie przesłał do redakcji.
Od 2024 roku dziennikarka Wirtualnej Polski i serwisu o2.pl. Absolwentka socjologii na Politechnice Śląskiej. Dziennikarskie doświadczenie zdobywała w Polska Press Grupie. W pracy dziennikarskiej zwraca uwagę przede wszystkim na człowieka, jego historię i emocje. Interesuje ją tematyka społeczna. W czasie wolnym czyta reportaże. Masz temat, który warto poruszyć? Napisz: Danuta.Palega@grupawp.pl.