Źródło wideo: © o2pl
Wieczorem wszedł do Biedronki. Włączył nagrywanie. "Wściekłem się"
Zakupy w popularnych dyskontach mają być szybkie i wygodne, jednak – jak pokazuje relacja czytelnika o2.pl – rzeczywistość bywa zupełnie inna. Pan Piotr ze Śląska opisuje sytuację, która spotkała go podczas wieczornej wizyty w sklepie Biedronka. Jak twierdzi, zamiast spokojnych zakupów musiał zmagać się z poważnymi utrudnieniami.
Do zdarzenia doszło w poniedziałek, 27 kwietnia, po godzinie 21:00. Pan Piotr wybrał się do sklepu razem z żoną, licząc na brak tłumów. Para wzięła duży wózek zakupowy, jednak już po wejściu okazało się, że poruszanie się po sklepie jest niemal niemożliwe.
Było po 21:00, chcieliśmy z żoną zrobić zakupy na spokojnie, bez tłumów. Przyznam szczerze, że w tym sklepie zawsze były problemy z wystawionymi paletami, ale tym razem wściekłem się jeszcze bardziej – relacjonuje w wiadomości do o2.pl.
Jak opisuje, alejki były zastawione towarem w takim stopniu, że przejazd wózkiem był praktycznie niemożliwy.
Musieliśmy zostawiać wózek z już wybranymi produktami i nosić wszystko przez cały sklep. Po prostu tam nie dało się przejechać tym wózkiem, wszystko było tak zastawione – dodaje.
Brak personelu i frustracja klientów
Sytuację pogarszał fakt, że w sklepie trudno było znaleźć pracowników. Pan Piotr twierdzi, że chciał zgłosić problem, jednak przez dłuższy czas nikogo nie było na sali sprzedaży.
Chciałem zwrócić uwagę pracownikom, ale sklep był jak widmo. Nie wiem, czy wszyscy wyszli na przerwę, czy po prostu było ich mało na zmianie, ale nie znalazłem żadnego. Dopiero przy kasie, kiedy kasowaliśmy zakupy, zwróciłem uwagę ekspedientce – opisuje.
Oburzony klient postanowił udokumentować sytuację, a nagranie przesłał do redakcji.