Zaatakował Diyora B. we Wrocławiu. "Spałem, jak zaczął się do mnie dobierać"

W Sądzie Okręgowym we Wrocławiu toczy się proces w sprawie niedoszłego zabójstwa. Do brutalnego ataku doszło w kwietniu w hostelu przy ul. św. Antoniego. W jednym z pokojów znaleziono wówczas zakrwawionego Diyora B., 26-letniego obywatela Indii. Oskarżony Patryk W. twierdzi, że ratował się przed napaścią seksualną – informuje "Gazeta Wrocławska".

Patryk W. twierdzi, że tylko się broniłPatryk W. twierdzi, że tylko się bronił
Źródło zdjęć: © KMP we Wrocławiu
Aneta Polak

Do zdarzenia doszło na początku kwietnia w jednym z hosteli we Wrocławiu. 28-letni Patryk W., zdaniem śledczych, najpierw okradł 26-letniego obywatela Indii, Diyora B., z rzeczy osobistych. Podczas ataku agresor użył gazu pieprzowego, a następnie zaatakował mężczyznę niebezpiecznym narzędziem.

Jak wynika z relacji "Gazety Wrocławskiej", to mieszkańcy hostelu, zaniepokojeni krzykami i ostrym zapachem gazu łzawiącego, zaalarmowali służby. W pokoju znaleziono 28-letniego mężczyznę z kilkunastoma ranami. Miał podcięte gardło.

Pokrzywdzony przeżył. Doznał jednak licznych ran kłutych i ciętych szyi, ramienia oraz dłoni. Sprawca próbował uciec z kraju, ale został zatrzymany tuż przed przekroczeniem granicy. W środę, 7 października, zeznawał przed Sądem Okręgowym we Wrocławiu.

"Broniłem się przed tym człowiekiem"

"Gazeta Wrocławska", powołując się na ustalenia śledczych, poinformowała, że Patryk W. planował okraść swojego współlokatora - 28-letniego Diyora B., obywatela Indii. Mężczyźni wcześniej się nie znali. Doszło do szarpaniny, podczas której oskarżony miał wyciągnąć gaz pieprzowy i nóż.

Patryk W. przedstawił jednak w sądzie inną wersję wydarzeń. Stwierdził, że leżał w łóżku, gdy współlokator miał zacząć dotykać go w okolicach genitaliów i pośladków.

Spałem, jak zaczął się do mnie dobierać. Prysnąłem go gazem, zacząłem się ubierać. Nóż miałem w kieszeni kurtki. Chciałem wyjść. W amoku mogłem wziąć jego rzeczy – powiedział podczas rozprawy. – Broniłem się przed tym człowiekiem, bo chciał się do mnie dobrać. Przepraszam za tę sytuację, nie chciałem go zabić. Bałem się, byłem w szoku – kontynuował oskarżony, którego słowa przytacza "Gazeta Wrocławska".

Wyjaśnił również, że wcześniej nie informował nikogo o rzekomym molestowaniu, ponieważ obawiał się reakcji innych osadzonych.

Obawiał się, że jeśli wróci do więzienia (wcześniej odbywał karę, został zwolniony warunkowo), osadzeni przykleją mu łatkę "cwela" – opisuje "Gazeta Wrocławska".

Po ataku Patryk W. miał w zakrwawionych ubraniach pojechać tramwajem na dworzec we Wrocławiu. Zatrzymano go przy stacji kolejowej w Zgorzelcu. Przyznał, że chciał wyjechać do Niemiec.

Kolejna rozprawa odbędzie się 18 listopada. Sąd może wtedy wysłuchać pokrzywdzonego Hindusa, którego nie było na pierwszym posiedzeniu.

Prokuratura zarzuca oskarżonemu próbę zabójstwa na tle rabunkowym. Mężczyźnie grozi kara od 15 lat więzienia do dożywocia.

Wybrane dla Ciebie