Zajrzeli za szybę Hondy. "Daj pani spokój, ja tu na chwilę"
Chciał przechytrzyć strażników, skończył w rękach policji. Kierowca parkujący na "kopercie" posługiwał się sfałszowaną kartą parkingową. Za oszustwo i podrobienie dokumentu grozi mu grzywna, a nawet kara pozbawienia wolności.
Do zdarzenia doszło 9 lutego w Warszawie. Strażniczka miejska z I Oddziału Terenowego, patrolująca strefę płatnego parkowania wraz z pracownikiem ZDM, zwróciła uwagę na samochód pozostawiony na miejscu dla osób z niepełnosprawnością. Karta parkingowa była ułożona w taki sposób, by nie można było odczytać jej numeru ani daty ważności - donosi straż miejska.
To częsta praktyka nieuczciwych kierowców, którzy liczą na to, że kontrolujący zrezygnują z interwencji. W tym przypadku było jednak inaczej – funkcjonariuszka natychmiast wezwała holownik. Gdy pojazd miał zostać usunięty, na miejscu pojawił się właściciel auta.
"Daj pani spokój"
Mężczyzna próbował bagatelizować sprawę, mówiąc:
Daj Pani spokój, ja tu na chwilę - odwoziłem żonę
Jednak gdy strażniczka poprosiła o okazanie dokumentu w całości, prawda wyszła na jaw: data ważności na karcie została prymitywnie przerobiona.
Kierowca szedł w zaparte, twierdząc, że uprawnienia mu przysługują, a winny jest urząd, który zwleka z wydaniem nowego dokumentu. Strażniczka błyskawicznie zweryfikowała tę wersję – okazało się, że żaden wniosek o nową kartę nigdy nie wpłynął.
Ponieważ posługiwanie się sfałszowanym dokumentem jest przestępstwem, na miejsce wezwano policję. Mężczyzna został zatrzymany i przekazany funkcjonariuszom.
Teraz musi liczyć się z bardzo poważnymi konsekwencjami - polskie prawo przewiduje za ten czyn grzywnę, karę ograniczenia wolności, a nawet więzienie.