Znany leśnik o niedźwiedziach w Bieszczadach. "Większym zagrożeniem są..."
W związku z zalewem informacji o niedźwiedziach, w ostatnich tygodniach w Bieszczadach narasta panika. Mieszkańcy mówią o swoich obawach, a turyści masowo rezygnują z wyjazdów. Edward Marszałek, znany leśnik z RDLP w Krośnie, w rozmowie z portalem wbieszczady.pl wyjaśnił, czy mieszkańcy i turyści faktycznie mają powody do obaw.
Pod koniec kwietnia media obiegła informacja o dramacie w miejscowości Płonna na Podkarpaciu. 58-letnia kobieta, podczas wyprawy do lasu, została zaatakowana przez niedźwiedzia. Życia 58-latki nie udało się uratować.
Niedługo potem w Morochowie, zaledwie 10 km od miejsca opisywanej tragedii, niedźwiedź zaatakował dwóch rolników. Jak przekazał miejscowy Urząd Gminy w komunikacie dla mieszkańców, mężczyźni w ostatniej chwili uciekli do samochodu i zamknęli się w środku. Dzięki temu uniknęli tragedii.
Historie o niedźwiedziach, które pojawiają się nie tylko na górskich szlakach, ale i w pobliżu domostw, wywołują panikę. Okoliczni mieszkańcy żyją w strachu, a turyści rezygnują z zarezerwowanych wycieczek. Sektor turystyki w Bieszczadach przeżywa kryzys.
Znany leśnik zabrał głos. "Nie ma powodu do paniki"
Edward Marszałek, doświadczony leśnik z RDLP w Krośnie, który od lat zajmuje się tematyką dużych drapieżników oraz edukacją leśną, w rozmowie z portalem wbieszczady.pl wyjaśnił, jak naprawdę wygląda rzeczywistość w Bieszczadach. Jak zaznaczył, spotkanie z niedźwiedziem w dzień na szlaku wciąż należy do rzadkości.
Problemem są osobniki zaglądające do gospodarstw i ludzkich osiedli, ale statystycznie, biorąc pod uwagę choćby interwencje GOPR, dużo większym zagrożeniem wciąż są wypadki samochodowe, zabłądzenia, ukąszenia kleszczy, żmij czy wyładowania atmosferyczne. Chodzę często po naszych górach i jedynie raz widziałem niedźwiedzia ze szlaku z dość bezpiecznej odległości. Natomiast wielokrotnie spotykałem je jadąc samochodem, zazwyczaj nocą. Oczywiście zawsze może się zdarzyć coś nieoczekiwanego, ale jeśli przestrzegamy zasad wędrowania, nie mamy powodu do paniki - stwierdził Edward Marszałek.
Leśnik podkreślił, że kluczowe jest zachowanie dystansu i niezaskakiwanie niedźwiedzi.
Większość niedźwiedzi unika ludzi, jeśli tylko mają szansę nas usłyszeć. Dlatego w pobliżu młodników czy miejsc z obfitym źródłem pożywienia, jak jagodziska i maliniska, należy zwracać uwagę na otoczenie i starać się zachowywać tak, aby drapieżnik mógł nas usłyszeć. Nie zostawiajmy śmieci ani resztek jedzenia nawet w zaparkowanym samochodzie. Psa zawsze prowadzamy na smyczy. Biegając luzem, może on rozjuszyć niedźwiedzia lub doprowadzić go prosto do Ciebie. Unikamy też wycieczek po zmroku, wtedy bowiem drapieżniki są bardziej aktywne - radzi rozmówca wbieszczady.pl.
Na szlaku najlepiej wędrować grupą, po wyznaczonych szlakach, unikając fragmentów lasu z gęstymi młodnikami i zaroślami (właśnie tam często odpoczywają niedźwiedzie). Jeśli - przed wyprawą w góry - do plecaka wkładamy żywność, powinna być ona hermetycznie zapakowana, aby zminimalizować rozprzestrzenianie się zapachów.