Zakopane stawia na Francuzów. Ekspert: karkołomne zadanie
- Próba zainteresowania turystów z Francji Zakopanem może być dość trudnym i karkołomnym zadaniem - ocenia w rozmowie z o2.pl ekspert branży turystycznej Paweł Kunz. Po tym, jak Arabowie praktycznie przestali przyjeżdżać na Podhale, górale zamierzają szukać nowych klientów wśród m.in. Francuzów.
Kilka dni temu "Gazeta Wyborcza" poinformowała, że władze Zakopanego zmieniają strategię działania w zakresie rynku turystycznego. Włodarze coraz częściej zapraszają zagranicznych dziennikarzy i touroperatorów (firmy tworzące pakiety wakacyjne i sprzedające je - przyp.), by promować Podhale poza Polską i zachęcać turystów do przyjazdu do tego góralskiego regionu.
Niedawno zimową stolicę Polski odwiedzili przedstawiciele saudyjskiej branży turystycznej, a na początku maja planowano wizytę gości z Francji. "Wzorując się na kurortach alpejskich, zapraszamy ich do Zakopanego, by mogli pokazać nasze miasto swoim odbiorcom" - mówił dla "Gazety Wyborczej" burmistrz Zakopanego, Łukasz Filipowicz.
Francuzi zastąpią Arabów w Zakopanem? Ekspert: "wygląda to na działania doraźne"
Portal o2.pl porozmawiał o nowej strategii górali z ekspertem branży turystycznej, dziennikarzem, podróżnikiem oraz red. naczelnym portalu PanPodroznik.com Pawłem Kunzem. Jego zdaniem, proces zainteresowania Francuzów Zakopanem może okazać się trudnym i karkołomnym zadaniem.
Pamiętajmy, że typowy klient znad Loary, chcąc wypocząć w górach, ma w obrębie granic Francji spory fragment największych i najwyższych gór w Europie. Jako polska branża turystyczna nie jesteśmy w stanie próbować konkurować z Alpami bezpośrednio: klasyczne argumenty typu "mamy doskonale przygotowane stoki narciarskie" nie byłyby prawdą, turysta z Francji doskonale o tym wie. Ale nie tylko narciarskimi argumentami można skusić francuskich gości - moim zdaniem klucz do serca (i do portfela podróżnych) leży gdzie indziej: w podhalańskim folklorze, w kulturze całego regionu, w autentyczności. Dodajmy do tego specyficzną egzotykę, jakże inaczej wpływającą na postrzeganie urlopu niż na przykład w alpejskich kurortach oraz relatywnie niższe koszty pobytu - mówi dla o2.pl Kunz.
Ekspert branży turystycznej zwraca uwagę na jedną rzecz. Otóż współczesny turysta preferuje kilkudniowe, intensywne wyjazdy typu "city break". - W przypadku Zakopanego aż prosi się o wspólny produkt przyrodniczo-kulturowy, łączący Podhale i Kraków w jeden węzeł: dawna stolica Polski kusi komponentem transportowym (łatwy dolot) i historycznymi atrakcjami, a "zimowa stolica naszego kraju" dodaje całą resztę, w tym przyrodę, piękne szlaki, kulturę i autentyczność lokalną - wskazuje Kunz dla o2.pl.
Zdaniem eksperta nowe kroki Zakopanego wyglądają na "działania doraźne". - To poszukiwanie alternatywy do gwałtownego załamania się wcześniejszych filarów zagranicznej turystyki przyjazdowej na Podhale, czyli turystów rosyjskojęzycznych oraz z krajów arabskich - podaje.
Ekspert o nowych planach Zakopanego. Podaje, jakimi turystami są Francuzi
Paweł Kunz podkreśla, że "turyści z Francji umieją liczyć, cenią sobie relację jakości do ceny". Dodaje, że jeśli zaoferuje się im dobry standard usług, a na dodatek podeprze to odpowiednią narracją, wyjątkowością miejsca, wrażeniami kulinarnymi czy estetyką, to "sięgną do swoich portfeli".
Jestem lokalnym patriotą, ale widzę również problemy komunikacyjne na Podhalu, duży chaos urbanistyczny, nierówny poziom obsługi i dość wysokie ceny noclegów. Jeżeli turysta z Francji ma zapłacić tyle samo, co we Włoszech czy w austriackich kurortach, musimy mu dokładnie wytłumaczyć, dlaczego dany produkt turystyczny tyle kosztuje i jaka jest jego wartość dodana - mówi Kunz dla o2.pl.
- Gdybym miał doradzać władzom naszej zimowej stolicy, podpowiedziałbym im rozwiązania wpisujące się w kategorię "slow tourism" niż "atrakcje instant" lub chaos, który możemy zobaczyć na Krupówkach. Wprost: branża turystyczna na Podhalu powinna odrobić więcej lekcji z jakości produktu i jego estetyki - ocenia dziennikarz i podróżnik.
Zakopane. Dramatyczny spadek turystów z krajów arabskich. Co jest powodem?
W rozmowie z "Gazetą Wyborczą" górale skarżyli się, że Arabowie przestali przyjeżdżać do Zakopanego. Przedsiębiorcy z Podhala od dłuższego czasu stawali na głowie, by utrzymać tych turystów. Na Krupówkach nie brakowało szyldów w języku arabskim czy specjalnych dań - w wersji halal.
Polacy na pewno w wakacje przyjadą, przynajmniej na weekend. Ale o tamtych trzeba pewnie już zapomnieć. A szkoda, bo zostawiali większe pieniądze i byli na dłużej - zaznaczał jeden rozmówca "Wyborczej".
Dlaczego Arabowie przestali przejeżdżać do Zakopanego?
Paweł Kunz w rozmowie z o2.pl wskazuje, co mogło doprowadzić do tego stanu. - Pamiętajmy, że turystyka to system naczyń połączonych. Obecna, skomplikowana sytuacja geopolityczna wprost pokazuje, że nie można uzależniać się od jednej grupy klientów. A tak to właśnie wyglądało w ostatnich latach w Zakopanem: turyści zza naszej wschodniej granicy, rosyjskojęzyczni, a potem goście z krajów basenu Zatoki Perskiej - mówi.
Tymczasem natura nie znosi próżni: konflikt na Bliskim Wschodzie, w połączeniu z ograniczeniami w ruchu lotniczym, mocno wpływa na strukturę turystów w Zakopanem, pokazując jednocześnie, że "monokultura podróżnicza" i kreowanie produktu tylko pod nią to ślepa uliczka. Zmiany preferencji podróżnych są widoczne w rezerwacjach, a raczej ich zmniejszeniu w stosunku do oczekiwań. Prognozuję, że powrót do czasów "arabskiego" prosperity turystycznego pod Giewontem może być bardzo utrudniony, o ile nie niemożliwy - ocenia Kunz.
Ekspert otwarcie wskazuje też na konkurencję. Dodaje, że "pod modny termin 'coolcation' (trend urlopowiczów świadomie rezygnujących z południowych kurortów na rzecz chłodniejszych destynacji - przyp.) oraz próbę walki o turystów z Zatoki Perskiej podpinają się włodarze miejscowości w Szwajcarii, Austrii, Czechach czy Słowacji".
Patrząc nieco szerzej, wydaje mi się, że w Zakopanem doszło również do pewnego przegrzania oczekiwań: ceny zakwaterowania i wyżywienia poszły w górę, uwzględniając mocniejszy portfel zakupowy turystów arabskich, ale w ślad za tym nie zawsze poszedł wzrost jakości usług i infrastruktury. Pisząc wprost: samo przetłumaczenie karty menu na język arabski bądź wprowadzenie dań halal - zdecydowanie nie wystarcza. Nie zapominajmy również o tym, że bogaty turysta z Arabii Saudyjskiej czy Zjednoczonych Emiratów, chcąc przebywać w luksusowych kompleksach i górskim anturażu swoją uwagę zwróci na miejscowości alpejskie, a nie na Zakopane. Zwracam uwagę również na fakt, że typowy podróżny z krajów Zatoki Perskiej nie jest milionerem, ale osobą, która podróżując z rodziną, również w pewnym stopniu zwraca uwagę na koszty. A to również jest lekcja do odrobienia: harmonijny rozwój oferty turystycznej w naszej tatrzańskiej stolicy - nie tylko pięciogwiazdkowych obiektów, ale i na nieco mniejszym poziomie (również finansowym) - mówi Kunz dla o2.pl.
Oto zmiany, jakie muszą zajść. Tak Zakopane przyciągnie turystów?
Paweł Kunz ma też kilka wskazówek dla włodarzy podhalańskiego miasta, jak sprawić by region stał się atrakcyjny turystycznie.
- Zakopane to powszechnie rozpoznawana marka w świecie turystycznym: moim zdaniem warto zadbać o spójną, długoterminową politykę działań (promocyjnych, infrastrukturalnych, marketingowych), wpisując się raczej w formę ewolucji niż gwałtownej rewolucji. To kwestia sposobu myślenia o turystyce i zerwania łatki regionu, który skacze niczym wykres giełdowy w rytm nowej mody lub nowego rezerwuaru klientów z danego regionu świata. Zatem: dywersyfikujmy rynki, ale nie zapominajmy, że turystyka to maraton, a nie sprint - wyjaśnia w rozmowie z o2.pl.
Kunz dodaje, że klucz to zwiększenie standardu wszystkich składników usług turystycznych. - Mam na myśli nie tylko gastronomię czy komunikację, ale również tak zwany "customer experience" czy chociażby walkę z tandetą, podróbkami i "szyldozą" w przestrzeni publicznej, która widoczna jest w centrum Zakopanego. Turysta z Polski być może machnie ręką, widząc przypadkową zabudowę, słaby transport publiczny na Podhalu czy (na szczęście szybko znikający) problem z komunikacją w języku obcym - natomiast podróżny z krajów Europy Zachodniej, obyty w świecie, może mieć z tym spory problem - mówi.
Sugerowałbym również zagospodarowanie nisz, które są łatwe do przygotowania: szlaki premium, oparte na doświadczeniu wielu zmysłów jak np. ścieżki do barefootingu (chodzenie bez butów - przyp.) czy chociażby wykorzystanie tatrzańskiej przyrody jako tak zwanego "natural spa". Przykład Dolomitów pokazuje, że zrównoważona turystyka w połączeniu z nietypowymi pomysłami (chociażby festiwal I Suoni delle Dolomiti) to dobra droga. Oczywiście, nie zapominajmy o podstawach, którymi są walka o poprawę jakości powietrza w Zakopanem oraz wszelkie inne kwestie ekologiczne - podsumowuje Paweł Kunz w rozmowie z o2.pl.
Agnieszka Potoczny-Łagowska, dziennikarka o2.pl