Pan Wojciech zdecydował się zjeść śniadanie w jednym z tradycyjnych barów mlecznych w Warszawie. Zamiast wizyty w modnym lokalu serwującym drogie zestawy śniadaniowe, postawił na klasyczne, polskie smaki.
Na jego tacy wylądował prosty zestaw: jajecznica z pieczywem oraz herbata. Na rachunku znalazły się następujące pozycje:
- Jajecznica na maśle (z 2 jaj) z warzywami – 9,18 zł
- Bułka – 1,12 zł
- Masło – 1,71 zł
- Herbata czarna z cytryną – 6,94 zł (od której odliczono pokaźny rabat w wysokości 5,94 zł, przez co ostatecznie kosztowała zaledwie 1,00 zł)
WIDEOPolskie śledzie lepsze niż fritto misto? Sprawdziłam ten smak w Gdańsku
Ostateczna suma, jaką klient musiał zapłacić za cały posiłek wraz z napojem, to zaledwie 13,01 zł.
Zdjęcie paragonu opatrzone ironicznym podpisem "Śniadanie w Warszawie paragon grozy" i rzędem rozbawionych emotikonów szybko wywołało uśmiech na twarzach internautów.
Trudno się dziwić tej reakcji – obecnie w wielu warszawskich kawiarniach sama kawa czy herbata potrafi kosztować więcej niż całe śniadanie zamówione przez autora wpisu, a ceny popularnych zestawów śniadaniowych w centrum miasta nierzadko przekraczają granicę 30–50 złotych.
Opisywany rachunek to doskonały dowód na to, że warszawskie bary mleczne wciąż pełnią niezwykle ważną funkcję społeczną i pozostają prawdziwym ratunkiem dla portfela. Dzięki specyfice swojego funkcjonowania oraz państwowym dotacjom do podstawowych produktów, miejsca te są w stanie zaoferować ceny, które dla komercyjnej gastronomii są absolutnie nieosiągalne.
Jak widać, w Warszawie wciąż można zjeść ciepłe śniadanie za kwotę, która w innych miejscach nie wystarczyłaby nawet na małe espresso. Powyższy "paragon grozy" okazał się w tym przypadku wyjątkowo miłym zaskoczeniem.