Imprezy są w całej Polsce, ale tylko tutaj tak wyjątkowe
Jeszcze nie tak dawno, w latach 90., muzyczna mapa Polski była wyraźnie podzielona. Wciąż bardzo duże znaczenie miały subkultury, a łączność pomiędzy środowiskami utrudniała telefonia stacjonarna i opieszałość poczty. W dodatku lokalny patriotyzm nakazywał pielęgnować swoją odrębność i indywidualizm. Łódź była krajową stolicą drum’n’bassu, Warszawa stała – i do dziś to się zresztą nie zmieniło – house’m i hip-hopem, a miłośnicy goa trance’ów zamiast do wschodnich Indii zawsze mogli wybrać się do Sopotu. Wszystko to zmienił Internet. Dziś kluby w Berlinie, Bangkoku i Bydgoszczy wyglądają zaskakująco podobnie, didżeje z obu półkul globu śledzą te same blogi i portale, a imprezowicze z najdalszych zakątków świata oglądają się nawzajem na portalach społecznościowych i serwisach streamingowych.