Tych dwóch ról nie byłoby, gdyby nie mężczyzna, który obie panie połączył. Aktorstwo to taki zawód, w którym trzeba mieć ego wielkości stadionu, ale i ucho na partnera, z którym się gra. Pewną pokorę, która w połączeniu z talentem, pozwala zrobić trójkąt idealny, jak tutaj. Dwie kobiety i on. Oto Cukier, czyli Sebastian Fabijański, w którym pobrzmiewa echo wszystkich mrocznym outsiderów kina, tajemniczych i emocjonalnych egoistów walczących według swoich zasad. Od czasów Franza Maurera i Despera nie było w polskim kinie akcji tak wyrazistej roli. Z jednej strony niby to łatwe - wysportowany acz wysuszony cukrzycą koleżka na motorze, który, jak trzeba to i w mordę da, zabije, a potem zacytuje Schopenhauera. Zamaskowany, patrzący spode łba, cedzący każde słowo, o amplitudzie nastrojów tyleż fascynującej co wzbudzającej przerażenie. Rasowy psychopata, szaleńczo zakochany w swojej kobiecie, gotów dla niej na wszystko; do tego stylowy gangster kochający syna, zwierzątka i dobre samochody… łatwe, prawda? Wszak widzieliśmy to tyle razy. Otóż nie. To kolejna, po Alicji i Joannie, postać doskonale przepracowana w najdrobniejszym szczególe, a przez to tak autentyczna i fascynująca, bez szarży, nachalności, wyważona.