Twoje konto
Pogoda
Radio
TV
WP
TVP1
TVP2
4FUN
Quizy
0
graczy online
Graj teraz!
REKLAMA
02.01.16 (10:45)

W Sylwestra zabiła go winda. Oddał życie za nieznajomą

25-latek z nowojorskiej dzielnicy Bronx stał się bohaterem. Świadkowie widzieli, jak poświęcił swoje życie ratując przypadkową kobietę.
Daniel Lin / flickr.com

Do tragedii doszło w Sylwestra na Manhatannie. Stephen Hewett-Brown jechał z ośmioma współpasażerami windą w 26. piętrowym budynku przy ul. Broome na Lower East Side. Nagle zaczęli spadać.

Winda zatrzymała się na trzecim piętrze. 25-latkowi udało się otworzyć drzwi i wypchnąć na zewnątrz jedną z kobiet, ale sam utknął przygnieciony między piętrami. Winda, która znowu ruszyła, zaczęła go miażdżyć.

REKLAMA

Mówił, że nie może oddychać. Starałem się go wyciągać, ale on powtarzał: „Zostaw mnie tutaj, zostaw mnie tutaj” – relacjonuje Manuel Coronado, jeden ze świadków tragedii.

Obrażenia mężczyzny były zbyt poważne, by mógł przeżyć. Zmarł w szpitalu krótko po północy.

Policja wszczęła śledztwo. Okazało się, że wpłynęło już wiele skarg na działanie feralnej windy. Ostatnia kontrola techniczna była przeprowadzona we wrześniu i mimo nieprawidłowości, które wykazała, winda nie została naprawiona – czytamy w news.yahoo.com.

Hewlett-Brown był początkującym muzykiem. Grał na pianinie, wykonywał hip-hip i soul.

0
0
0
0
0
0
PODZIEL SIĘ
TWEETNIJ
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Komentarze
REKLAMA
REKLAMA
Zamknij