15-latek rozbił Maybacha za 1,6 mln zł. Ekspert: "Jak ma być normalnie?"

Ta historia mogła skończyć się tragedią. 15-latek zabrał Maybacha wartego około 1,6 mln zł i ruszył nim nocą trasą S11. Stracił panowanie nad autem i uderzył w bariery. Policja ujawnia nam, że to pierwszy podobny wybryk chłopaka. Tymczasem były policjant insp. Wojciech Pasieczny zwraca uwagę na istotne szczegóły.

15-latek rozbił Maybacha za 1,6 mln zł. Ekspert komentuje15-latek rozbił Maybacha za 1,6 mln zł. Ekspert komentuje
Źródło zdjęć: © Adobe Stock, FORUM, Facebook
Jakub Artych

15-latek wsiadł do wartego około 1,6 mln zł Mercedesa-Maybacha i ruszył nocą trasą S11. Samochód zakończył jazdę na barierach.

Do zdarzenia doszło w nocy z 29 na 30 sierpnia, około godz. 3.40. Mercedes-Maybach jechał trasą S11 w kierunku Poznania. W pewnym momencie kierujący stracił panowanie nad samochodem i uderzył w bariery linowe oddzielające pasy jezdni.

Kierujący pojazdem 15-latek nie posiada uprawnień do kierowania pojazdami. Był trzeźwy i podróżował sam. Sprawą zajmie się Sąd Rodzinny i Nieletnich - przekazała o2.pl mł. asp. Anita Wylęga, oficer prasowy KPP Kępno. - To była pierwsza taka sytuacja z udziałem tego nastolatka - dodała.

WIDEO
Cały świat się z niej śmiał. Kulisy występu na igrzyskach


Jak ustalono, chłopak zabrał samochód bez wiedzy rodziców. Wartość Mercedesa-Maybacha oszacowano na około 1,6 mln zł. Na szczęście w zdarzeniu nikt nie odniósł poważnych obrażeń.

15-latek rozbił Maybacha za 1,6 mln zł. Ekspert ostrzega

O sprawę zapytaliśmy Wojciecha Pasiecznego, byłego policjanta warszawskiej drogówki. Przez ponad 20 lat pracował w Wydziale Ruchu Drogowego Komendy Stołecznej Policji. Służbę zakończył jako radca WRD KSP.

Z aż tak drogim samochodem się nie spotkałem. Oczywiście były podobne przypadki, gdzie dzieciaki zabierały kluczyki – mówi w rozmowie z o2.pl Wojciech Pasieczny.

Były policjant przypomina także o wcześniejszym zdarzeniu w Warszawie, w którym młody człowiek zabrał kluczyki do samochodu, zjechał na trawnik i potrącił kilka osób. - Był pod wpływem narkotyków. Na szczęście teraz nikt nie zginął - dodaje Pasieczny.

Teraz kluczowe będzie postępowanie przed sądem rodzinnym. Policja potwierdziła, że czynności z nastolatkiem zostały już przeprowadzone w obecności jego rodzica lub opiekuna prawnego, a sprawa trafiła do Sądu Rodzinnego i Nieletnich w Kępnie. To sąd zdecyduje o dalszych konsekwencjach wobec 15-latka.

Pasieczny zwraca uwagę również na kwestię odpowiedzialności dorosłych.

Gdyby rodzice świadomie udostępnili kluczyki, to w takim wypadku to oni odpowiadaliby za czyn. Gdyby odbyło się to bez ich zgody, wtedy odpowiadałby nastolatek - mówi ekspert.

Poza odpowiedzialnością karną jest jeszcze kwestia pokrycia szkód. W związku z uszkodzeniem infrastruktury drogowej sąd może zdecydować o obciążeniu rodziców kosztami napraw wyrządzonych na S11. Na razie nie wiadomo jednak o jaką kwotę może chodzić.

Sąd może m.in. zadecydować o pokryciu kosztów szkód wyrządzonych na S11. Jeśli małoletni nie posiada takich środków, wówczas można oczekiwać pokrycia kosztów naprawy bariery linowej na trasie przez rodziców – powiedziała o2.pl oficer prasowy.

Wojciech Pasieczny nie przesądza, dlaczego 15-latek zdecydował się zabrać samochód.

Nie jest łatwo prowadzić tak drogi samochód. Być może ten 15-latek jeździł w przeszłości innymi autami - analizuje.

Okoliczności tego, jak nastolatek dostał się do auta i dlaczego zdecydował się nim pojechać, będą przedmiotem dalszych ustaleń. Zdaniem byłego policjanta sama kwestia kary nie powinna przesłonić szerszego problemu.

Kluczowe jest wychowanie. Nie przesądzam o winie, ale to rodzice mogą ponosić odpowiedzialność za ten wypadek - mówi Pasieczny.

Ekspert zwraca uwagę, że problemem jest również brak odpowiedniej edukacji dotyczącej bezpieczeństwa na drogach.

W ogóle w społeczeństwie jest zerowa świadomość. Mało słyszymy o działaniach prewencyjnych, a częściej już o samych wypadkach i tragediach. Ludzie, którzy apelują o przestrzeganie przepisów, sami je łamią na drodze. Jak ma być w takim razie normalnie? - pyta retorycznie.

W jego ocenie przypadki takie jak ten z udziałem 15-latka powinny być traktowane także jako ostrzeżenie. Pasieczny uważa, że zaostrzenie kar samo w sobie nie rozwiąże problemu bezpieczeństwa na drogach.

Nie ma kary adekwatnej do tego. Za zabójstwo jest kara dożywotniego więzienia. A dalej dochodzi do 300 zabójstw rocznie. Nie kara, a prewencja - kończy ekspert.
Wybrane dla Ciebie