We wsi Rakowiec na Pomorzu znajdowały się dwa sąsiadujące ze sobą cmentarze – rzymskokatolicki i ewangelicki. Ten drugi przez lata niszczał. Ostatecznie teren został wyrównany, a z powierzchni zniknęły pozostałości dawnych grobów, ogrodzenia oraz drzewa.
Sprawą zainteresował się Wojewódzki Konserwator Zabytków w Gdańsku, a następnie prokuratura. Jak ustaliła "Gazeta Wyborcza", za przeprowadzenie prac odpowiadał proboszcz miejscowej parafii rzymskokatolickiej św. Antoniego.
Ewangelicka nekropolia nie była zwykłym, nieużytkowanym kawałkiem ziemi. W latach 80. cmentarz wraz z rosnącym na nim drzewostanem wpisano do wojewódzkiej ewidencji zabytków. Przez lata teren jednak niszczał. Według mieszkańców prace porządkowe rozpoczęły się kilka lat przed interwencją konserwatora. W 2022 r. urzędnicy sprawdzili stan nekropolii i stwierdzili, że została praktycznie całkowicie przekształcona.
WIDEOZabójstwo na działkach. Porażające zeznania. "Patrzył w moją stronę"
Konserwator zawiadomił Prokuraturę Rejonową w Kwidzynie, która wszczęła postępowanie. Śledczy zarzucili proboszczowi ks. Ireneuszowi K., że w latach 2017-2022, jako administrator nieruchomości, doprowadził do zniszczenia zabytku, zlecając całkowite wyrównanie terenu.
W wyniku tych prac usunięto elementy dawnej nekropolii, w tym nagrobki, fragmenty ogrodzenia oraz starodrzew. Według informacji przedstawionych w sprawie zniszczonych zostało co najmniej 80 nagrobków, a wycięto około 70 drzew.
Sprawa początkowo zakończyła się dla duchownego korzystnie. W styczniu 2025 r. Sąd Rejonowy w Kwidzynie uniewinnił go od zarzutu zniszczenia zabytku. Sąd zwrócił uwagę na status prawny cmentarza. Nekropolia znajdowała się zarówno w wojewódzkiej, jak i gminnej ewidencji zabytków, ale nie była wpisana do rejestru zabytków. W ocenie sądu oznaczało to niższy poziom ochrony.
Sędzia wskazała również, że proboszcz podejmował działania, które miały prowadzić do legalnego uporządkowania terenu. W uzasadnieniu podkreślono, że "ksiądz zachował należytą staranność, aby przeprowadzić rewitalizację cmentarza zgodnie z prawem". Sąd uznał więc, że nie było podstaw do przypisania duchownemu zamiaru zniszczenia zabytku.
Prokuratura nie zgodziła się z takim rozstrzygnięciem i złożyła apelację. W grudniu 2025 r. Sąd Okręgowy w Gdańsku uchylił wcześniejszy wyrok i skierował sprawę do ponownego rozpoznania. W drugim postępowaniu sąd przyjął inne stanowisko – uznał, że do zniszczenia cmentarza rzeczywiście doszło, ale proboszcz nie działał umyślnie.
Wskazać należy, że oskarżony nie posiada wiedzy specjalistycznej z zakresu dendrologii i nie musi wiedzieć, które ze znajdujących się na cmentarzu drzew znajdują się w stanie wskazującym na konieczność ich usunięcia, a które nie - stwierdził sędzia Michał Ciecierski.
Jednym z ważniejszych elementów postępowania były wydarzenia poprzedzające rozpoczęcie prac. Z ustaleń sądu wynika, że proboszcz zorganizował spotkanie dotyczące planowanej rewitalizacji terenu. Uczestniczył w nim m.in. ówczesny powiatowy konserwator zabytków Wiesław Gałkowski. Duchowny miał przedstawić zakres planowanych prac i rozmawiać o sposobie zagospodarowania cmentarza.
Według ustaleń sądu konserwator nie zakwestionował przedstawionego zakresu robót ani nie ostrzegł proboszcza, że planowane działania mogą doprowadzić do zniszczenia zabytkowej nekropolii.
Miał natomiast wskazać, że na terenie cmentarza powinno powstać lapidarium, które należałoby dodatkowo ogrodzić. Proboszcz miał odpowiedzieć, że parafii nie stać na takie rozwiązanie. Wtedy – jak wynika z ustaleń sądu – konserwator miał powiedzieć "dobra, róbcie" albo "A róbcie sobie". Duchowny odebrał te słowa jako zgodę na rozpoczęcie prac porządkowych.
80 nagrobków i 70 drzew. Proboszcz zrównał z ziemią cmentarz. Taką karę zapłaci ksiądz
Ostatecznie sąd zdecydował o nawiązce w wysokości 8 tys. zł. Różnica między żądaniem prokuratury a kwotą ustaloną przez sąd jest więc znacząca. W uzasadnieniu wskazano przede wszystkim na możliwości finansowe duchownego.
Dochody oskarżonego jako proboszcza niewielkiej wiejskiej parafii nie są znaczne - stwierdził sąd. W jego ocenie zasądzenie 50 tys. zł mogłoby sprawić, że wykonanie obowiązku finansowego byłoby nierealne.
Na wysokość nawiązki wpływ miała również ocena całej sprawy. Sąd uznał, że proboszcz nie działał z zamiarem zniszczenia cmentarza, a jego celem było uporządkowanie zaniedbanego terenu i stworzenie dodatkowych miejsc pochówku.
Z decyzją sądu nie zgadza się Michał Wiśniewski, regionalista i prezes Stowarzyszenia Lapidaria. Zapomniane Cmentarze Pomorza i Kujaw, które zajmuje się dokumentowaniem oraz ratowaniem dawnych cmentarzy ewangelickich, menonickich i wielowyznaniowych.
Wiśniewski zwraca uwagę przede wszystkim na skalę zniszczeń. W jego ocenie 8 tys. zł jest kwotą niewspółmierną do tego, co stało się z nekropolią. Jak podkreślał, zniszczonych zostało co najmniej 80 nagrobków, a z terenu cmentarza usunięto około 70 drzew, w tym starodrzew.
Nawiązka powinna mieć o jedno zero więcej - ocenił regionalista. Zwrócił również uwagę na fakt, że warunkowe umorzenie postępowania nie oznacza skazania duchownego. W okresie próby pozostaje on formalnie osobą niekaraną.