Sprawa zaczęła się od dokumentu złożonego przez Davida Wheelera z organizacji American Muckrakers. Według "Colorado Times Recorder" zawiera on twierdzenia, że Boebert miała utrzymywać relacje seksualne z trojgiem podwładnych - dwiema kobietami i mężczyzną.
Wheeler twierdzi również, że kongresmenka miała doprowadzić do wypłacenia 200 tys. dolarów jednej z osób, aby nie składała skargi. Zarzuty nie zostały potwierdzone, a Boebert zdecydowanie im zaprzecza.
39-latka opublikowała na X nagranie, w którym zarzuciła dziennikarzom bezrefleksyjne powielanie oskarżeń.
Przekroczyliście granicę - powiedziała, argumentując, że publikacje uderzyły również w jej współpracowników i ich rodziny.
Wszyscy prowadziliście kampanię oszczerstw i nazywaliście to newsami - grzmiała.
Jednocześnie oceniła, że pojawiające się informacje to "obrzydliwe bzdury".
Stanowcza reakcja na zarzuty
Boebert określiła zarzuty jako fałszywe i przekonywała, że media nie sprawdziły dokładnie zasad działania komisji etyki Izby Reprezentantów.
Biuro Boebert wcześniej przekazało "Us Weekly", że w oskarżeniach "nie ma ani krzty prawdy" i określiło całą sprawę jako politycznie motywowaną próbę wykorzystania procedur etycznych do wywołania medialnego skandalu. Wheeler i Boebert pozostają w konflikcie od kilku lat.
Regulamin Izby Reprezentantów zabrania członkom Kongresu utrzymywania relacji seksualnych lub intymnych z pracownikami znajdującymi się pod ich bezpośrednim nadzorem.
Na obecnym etapie opisywane twierdzenia wobec Boebert pozostają zarzutami zawartymi w złożonym dokumencie, a nie ustaleniami komisji.