Afera wokół zdjęcia Łukasza Litewki. Nowe oświadczenie fotografki

Jagoda Owczarek to autorka jednej z najbardziej popularnych fotografii tragicznie zmarłego posła Łukasza Litewki. Wywołała poruszenie, gdy wystosowała wezwania do zapłaty za wykorzystanie zdjęcia przez różne organizacje. Teraz opublikowała kolejne oświadczenie, w którym poinformowała o wycofaniu wszelkich roszczeń względem fundacji i organizacji pozarządowych.

Łukasz LitewkaŁukasz Litewka
Źródło zdjęć: © PAP | Marcin Obara
Mateusz Domański

Decyzja fotografki wywołała nie lada burzę. Niedawno zrobiło się głośno o tym, że Jagoda Owczarek wystosowała wezwania do zapłaty 2 tys. zł za wykorzystanie zdjęcia Łukasza Litewki.

Moją intencją było wyłącznie zwrócenie uwagi na problem, z którym fotografowie i inni twórcy mierzą się na co dzień — wykorzystywanie ich pracy bez pytania o zgodę, bez informacji o autorze i bez poszanowania praw do stworzonego przez nich materiału - tak później tłumaczyła się Owczarek.

Teraz rozwinęła tę kwestię. "(...) Jestem autorką zdjęcia Łukasza Litewki, które powstało podczas sesji, którą Łukasz zlecił mi za życia. Po jego śmierci to zdjęcie obiegło kraj. Publikowały je największe redakcje, portale i podmioty polityczne. Nikt z nich nie zapytał mnie o zgodę, w wielu przypadkach nie pojawiła się nawet informacja o autorze. To były publikacje, na których te podmioty zarabiały: na wyświetleniach i na zasięgu. Zarabiają zresztą do dzisiaj, również na tej sprawie. Zareagowałam na to pod wpływem emocji" - napisała we fragmencie nowego postu.

Zleciłam zewnętrznej firmie przygotowanie i wysłanie pism do podmiotów, które wykorzystały moją pracę. Pisma zaakceptowałam. Nie sprawdziłam jednak dokładnie listy adresatów. A powinnam była to zrobić. Wśród adresatów znalazły się fundacje. Organizacje, które opublikowały to zdjęcie, żegnając człowieka, z którym pracowały i którego znały. Nie powinny były dostać tych pism. Gdybym przeczytała tę listę uważnie, nigdy by ich tam nie było. Firma wykonała to, co jej zleciłam. Zaakceptowałam te dokumenty i odpowiedzialność jest po mojej stronie - dodała.

Następnie przekazała, że "wycofuje wszystkie roszczenia wobec fundacji i organizacji pozarządowych".

Każda z tych organizacji dostanie ode mnie pisemną informację o wycofaniu sprawy. Podtrzymuję oczekiwania wobec redakcji, portali i podmiotów politycznych, które zarobiły na mojej pracy. Za wykorzystanie zdjęcia płaci się jego autorowi. To jedyny powód, dla którego ta sprawa się zaczęła z mojej strony. I on się nie zmienił. Żadne z tych pieniędzy nie trafią do mnie, a w całości na cele charytatywne. Wpłacający będzie mógł wybrać organizację pożytku publicznego, na którą dokona wpłaty. Każde potwierdzenie przelewu opublikuję. Od kilku dni w sieci krążą moje dane: imię i nazwisko, nazwa firmy, miasto, adres, numer telefonu, adres e-mail. Pojawiły się wezwania, żeby mnie napiętnować i żeby podać do mnie namiary. Moja wizytówka w Google została zasypana opiniami osób, które nigdy nie były u mnie w studio. Zamknęłam profil, bo nie byłam w stanie tego czytać - zaznaczyła fotografka.

Całe oświadczenie poniżej:

Otrzymuje groźby

Ujawniła również, że w wiadomościach prywatnych otrzymuje groźby, wyzwiska, a także życzenia śmierci. Są one kierowane również pod adresem jej bliskich.

Nie podaję nazwisk i nie chcę, żeby ktokolwiek szukał tych osób w internecie. Nikt nie powinien przechodzić przez to, przez co przechodzę ja od tygodnia. Zabezpieczam ten materiał i przekazuję go organom, które są od tego, żeby go ocenić. Możecie uważać, że podjęłam złą decyzję. Podjęłam ją i biorę to na siebie. Moi bliscy nie podjęli żadnej. Nie oczekuję, że wszyscy uznają, że mam rację. Staram się naprawić tę sytuację w jedyny sposób, jaki mam: wycofuję to, czego nigdy nie powinno tam być. Nie chciałam, żeby zdjęcie Łukasza funkcjonowało dzisiaj w takim kontekście. Za to przepraszam jego bliskich oraz wszystkich, którzy go znali. Dziękuję też wszystkim, którzy mnie wspierają. Jestem Wam ogromnie wdzięczna - podsumowała.
Wybrane dla Ciebie