Najważniejsze informacje
- Miejsce uderzenia znajdowało się dwa kilometry od terytorium NATO.
- Kilka minut wcześniej trasą przejeżdżali zachodni politycy wracający z Kijowa.
- Analityczka Chatham House proponuje ochronę zachodniej części ukraińskiej przestrzeni powietrznej.
Atak w rejonie Jagodzina nastąpił po ukraińskiej stronie granicy. "Aujourd'hui en France", ogólnokrajowe wydanie "Le Parisien", podkreśla jednak znaczenie lokalizacji zdarzenia. "Tylko dwa kilometry dzielą miejsce uderzenia od terytorium NATO" – zaznacza gazeta cytowana przez PAP.
Francuscy komentatorzy wskazują, że niepokój budzi również moment, w którym doszło do ataku. Tym, co "nadaje atakowi wymiar o wiele bardziej niepokojący", jest fakt, że zaledwie kilka minut wcześniej "w tym samym miejscu znajdowało się kilka pierwszoplanowych zachodnich osobistości politycznych". Politycy wracali wówczas z Kijowa innym pociągiem.
WIDEOCel Rosji? Izolacja Ukrainy. Ekspert o atakach w pobliżu granicy
Szara strefa utrudnia reakcję NATO
Gazeta rozważa, czy Moskwa może prowadzić niejednoznaczne operacje blisko obszaru zainteresowania państw Zachodu, a zarazem w sposób utrudniający przypisanie odpowiedzialności. W Jagodzinie dron uderzył w Ukrainę, dlatego Polska i NATO nie stały się bezpośrednimi celami.
"Ta szara strefa stawia NATO w bardzo trudnej sytuacji" – ocenia "Aujourd'hui en France". Dziennik dodaje, że potwierdzenie rosyjskiego udziału byłoby "przesłaniem trudnym do zignorowania". Samantha de Bendern z Chatham House określiła taki scenariusz jako "wyjątkowo poważny".
Ochrona przestrzeni powietrznej Ukrainy
Analityczka przypomniała również incydent z dronem w pobliżu samolotu prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego oraz ataki na lotnisku w Lipsku w Niemczech. Wskazała, że brak pewności co do pochodzenia bezzałogowca i przebiegu zdarzenia utrudnia państwom europejskim wybór odpowiedzi.
De Bendern uznała, że reakcją mogłaby być ochrona ukraińskiej przestrzeni powietrznej przez państwa europejskie, przynajmniej nad zachodnią częścią kraju graniczącą z Unią Europejską. Według analityczki wystarczyłaby do tego "jednostkowa decyzja jednego kraju albo grupy krajów".