26 lipca we wsi Lubówiec doszło do tragicznego wypadku. 67-letni mężczyzna zginął potrącony przez samochód. Jak się okazało, mężczyznę potrącił własny brat. "Fakt" rozmawiał z synem zmarłego pieszego - Patrykiem.
Spotkaliśmy się z tatą w sklepie. Robił zakupy. Jeszcze zdążyliśmy porozmawiać — wspomina w rozmowie z reporterem "Faktu".
Po kilku minutach usłyszał syreny służb, dlatego pobiegł zobaczyć, co się stało. Jego potrącony ojciec wracał do domu z zakupami. Do domu zostało mu ok. 50 metrów polną drogą. Usiadł jednak na skraju, aby odpocząć.
- Nie wiem, jak to się mogło wydarzyć. Jak wuj mógł nie zobaczyć taty - mówił Patryk w rozmowie z "Faktem".
Syn ofiary zwracał uwagę, że ojciec miał na sobie jaskrawoczerwoną kurtkę. Zastanawiał się też, czy samochód nie wjechał na drogę zbyt szybko, choć podkreślał, że nie jest w stanie przesądzić, co dokładnie doprowadziło do potrącenia.
Jak wynika z informacji przekazanych reporterowi, ze zmarłym Zbigniewem mieszkali siostra Urszula i najmłodszy Robert. Po wypadku syn zmarłego nie utrzymuje kontaktu z wujem.
Gdy reporter próbował porozmawiać z Robertem o okolicznościach zdarzenia, przed dom wyszła siostra mężczyzny. - To dla nas podwójna tragedia. Brat nie chce o tym rozmawiać - powiedziała w rozmowie z "Faktem".
Kilka dni po wypadku odbył się pogrzeb 67-latka. Został pochowany w jednym grobie ze zmarłą w ubiegłym roku żoną, a miejsce spoczynku wciąż zdobią świeże kwiaty. Okoliczności wypadku ma wyjaśnić policja pod nadzorem prokuratury.